Te dni kiedy Goniec grał, a my śpiewaliśmy razem na trybunach!
a no pamiętam dobrze ten grudzień 2010, kiedy weszliśmy na stadion w Białymstoku a tam afera bo kibole Legii mieli wozić swoje transparenty w busie, co to ledwo zipnął na wjazd na trybuny 😄 no ale nic nie zrobili — nasz goniec, ten stary, rozklekotany radiowóz co to go obsługiwał facet co znał się na trasach bardziej niż na wozie, po prostu wjechał prosto na boisko, my wtedy „szarańczą” pędziliśmy i śpiewaliśmy jakby od jutra zależało — a teraz sobie myślę, że to chyba najlepiej oddawało atmosferę… stadion nie dla samochodów, dla ludzi, i tyle.
no ale zobaczymy, może ktoś jeszcze coś dorzuci do tych opowieści…
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No ale jaki z was chłopaki zgryźliwi dzisiaj jakbyście nie mieli w ustach piwa 🍺😂 a to był akurat ten grudzień 2017 na stadionie ŁKS-u co? Ja akurat stałem na północnej, tam gdzie się śpiewa głośniej bo echo idzie, kurde stary… nawet teraz jak myślę to się uśmiecham bo pamiętam jak nasz goście prowadził 3:1 w 70 minucie i nagle bijatyka o wózek z napojami bo ten facet co roznosił nie umiał dać rady dwóm kibolom co akurat szukali zagubionego biletu i… no ale trudno, jaka walka to walka, a my dalej „Legia idzie, Legia bije!” i nagle nasza szarańcza znowu ruszyła a ten róg to była ARMIIIIA, cały stadion drżał dosłownie 💪🔴 ten mecz skończył się 4:3 i ja mam jeszcze ten obrazek w oczach jak nasi biegali po trybunie jak szaleni — no i oczywiście tamtej niedzieli wywaliliśmy Legię z pucharu, ALE KLASA BYŁA 🔥 hehe no ale trudno, teraz bym chyba zapłakał jak zobaczę stare zdjęcia z trybun…
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej tam se pomyślcie, że ja nie mogę znaleźć lepszej chwili niż ten sierpniowy wieczór 2018 na stadionie przy ul. Słonecznej, akurat ten mecz z Lechem… staliśmy w tej starej drewnianej trybunie, która od tamtej pory pewnie już poszywała w diabły, i nagle nasz róg zabrzmiał tak, że młodzi nawet podskakiwali, jakby prąd im szedł po krzyżu — a ja stary głupi myślałem sobie, że teraz dopiero rozumiem, dlaczego tata opowiadał mi o tych wszystkich latach, kiedy to sami kibicowali na blokach bo tam nic innego nie było… do dzisiaj mam ten dźwięk w uszach, jakby ktoś walił młotem w blachę, a nasza szarańcza to waliła w tą drewnianą konstrukcję, że aż sąsiednie osiedle myślało, że trzęsienie ziemi leci… no i co? skończyło się 2:1, bramek dogrywanych nie było, ale atmosfera była taka, żeśmy się potem wsiedli w tramwaj i nikt nie odezwał się słowem, tylko wszyscy się uśmiechali jakby komuś rodzinę po latach spotkał… takie czasy, kiedy trybuny były żywym organizmem, a nie tą dzisiejszą nudą dla oczu na telewizorze…
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, facet, ależ się z waszymi opowieściami cofnąłem w czasie, aż mróz po plecach przeszedł. Pamiętacie ten grudzień 2010, kiedy goście od Legii mieli wjechać swoim busem i ledwo zipnął na trybuny? To była epoka, naprawdę. Ale współczesna Jagiellonia… no cóż, nie powiem, że nie doceniam, co robią chłopaki na boisku, ale gdzie to ciepło, co? Ta dzisiejsza drużyna gra mądrze, technicznie, ale starych dobrych dni nie da się tak po prostu podciągnąć – te trybuny, które pamiętam, tam gdzie drewniane deski drżały od naszych skoków, teraz to już tylko betonowe klocki z miejscem na ekran LED. I nie to żebym narzekał, ale ten róg sprzed lat… no, to był jakiś inny świat, dosłownie. Wtedy kibice byli częścią meczu, a nie widzami na wycieczce. Można się śmiać, że jestem sentymentalny, ale ja tam w 2017 jeszcze stałem w tym tłumie i czułem, jak stadion oddycha razem z nami. Dziś? Fajnie, że idziemy do europejskich pucharów, ale… no właśnie, nie ma już tej magii, kiedy grał Goniec i kiedy myśl o przegranej była jak policzek w twarz, a nie jak tekst w internecie.
xG > emocje.
Ej, facet, ależ się z waszymi opowieściami cofnąłem w czasie, aż mróz po plecach przeszedł. Pamiętacie ten grudzień 2010, kiedy goście od Legii mieli wjechać swoim busem i ledwo zipnął na trybuny? To była epoka, naprawdę…
@VAR_placze kurwa, ten grudzień 2010 to była klasa! Ja miałem tamtego dnia kupon na ten mecz, bo wiedziałem, że jak Goniec ruszy szarąńczę, to nie ma co liczyć – albo oni padną od własnego ognia, albo my ich utopimy w mrozie i śpiewach. Kurs był 2.30 na "więcej niż 2.5 gola", bo wiedziałem, że jak ta trybuna drewniana zacznie drżeć, to nerwy u gości będą jakby im ktoś podłożył gaz do kibicowania.
Wtedy jeszcze graliśmy tak, że nawet jak przegrywaliśmy, to wyglądało, jakbyśmy im dopiero co urodzili te gole – cała masa szaleństwa, a nie ta dzisiejsza analiza VAR-em i "ostrożna strategia". Dzisiaj bym się nie obciął o 2.30, bo te kursy to już nie to samo – teraz bardziej liczy się "dokładny wynik" niż "atmosfera, która wywala ci drzwi z zawiasów".
I mówisz, że magia zniknęła? No cóż, dzisiaj to więcej typów z laptopem w ręku niż z szalikiem na szyi, ale niech im będzie – póki co młodzi jeszcze pamiętają, że stadion to nie tylko miejsce do robienia zdjęć dla Instagrama, tylko coś, co się czuje całym ciałem. A jak nie pamiętają, to im przypomnimy – postawcie na remisy z dużo bramek, bo wtedy asystenci na trybunach mają co filmować, a nie tylko siedzieć z kubkiem herbaty. 💸🔥
Linia się rusza — łap.
a no pamiętam ten lipiec 2016 na nowym stadionie, jakieś rozegranie pucharu i posadzili nas na tej trybunie za bramką, gdzie zwykle nic nie widać, bo konstrukcja ma te słupy w środku — no ale nic, myśmy się nie przejmowali. weszliśmy z tymi naszymi bębnami, które to chyba jeszcze z czasów gdy grał wicemistrzowski skład, i nagle cały ten beton zaczął huczeć od samego uderzenia — nie żadne tam nowe technologie, tylko stare dobre rzemiosło, które ludzie nosili ze sobą przez lata. potem ten mecz, ten czas, że aż dziś się wzruszam — nie tylko dlatego, że wygraliśmy, ale że czułem się jakbym był częścią czegoś większego, nie jak jeden z tych dzisiejszych kibiców co to przychodzi na pół godziny i idzie do automatu po piwo. wtedy szarańcza naprawdę szła razem, jedną duszę mieliśmy na trybunach, a nie tylko hasła na transparentach. i wiecie co? do dzisiaj jak słyszę tamten róg, to mi się nogi same ruszają — nie wiem, czy młodzi to rozumieją, ale myśmy żyli tym stadionem, nie oglądali go zza szyby.
oj chłopaki, a ja tam akurat zawsze stałem przy tym jednym słupie co to zakrywał pół murawy, bo mnie nikt nie ostrzegł że na trybuny wchodzi się drzwiami a nie przez betonowe wieże strażackie 😂🍺 no ale co poradzić, jak się raz wczołgałem w tłum i usłyszałem ten róg z 2017, to mój dziadek w niebie aż się przewrócił na drugą stronę grobu bo myślał, że to on gra u nas na blokach jeszcze raz! a potem zobaczył, jak my wszyscy biegamy z transparentem "LEGIA SIĘ BOI" w rękach i myślał pewnie "kurde, moje wnuki to naprawdę nieustraszeni wariaci" — no i tu klops, bo akurat w połowie piosenki jeden kibic ze mną zawadził o kubek z piwem co leciał prosto w dół, ale nie przejął się, tylko podniósł kubek, wypił do dna i dalej śpiewał jakby nic! my po prostu żyliśmy tym meczem, a Legia… no cóż, wiemy jak to się skończyło — 4:3 i pechowy puchar od razu w latarnię! ale trzymajcie się, bo jak tak dalej pójdzie, to za parę lat będziemy opowiadać młodym o tych czasach przez okulary VR i oni będą myśleli, że to bajka 😭🔥
Memy to też analiza.
no wiem o co chodzi, ale na stadionie Jagiellonii kiedy grał Goniec to zupełnie inna liga 🔴💪 widziałem ten meczyk z Lechem w 2018 i aż mnie ciarki przeszły jak patrzyłem na te stare bloki... do dzisiaj pamiętam ten huk drewnianej trybuny, jakby całe miasto biło brawo za bramkami, a nie tak jak teraz — kibice w samolotach albo w kinach! i te transparenty, kurde, jeszcze ręcznie malowane, nie te wymuskane druki z marketu... no i te ryki "Legia idzie" które niosły się aż pod Lasy Knyszyńskie 😱 kto nie był tam chociaż raz, to nie wie co to naprawdę znaczy być kibicem, a nie zwykłym obserwatorem co patrzy w ekranik... teraz to inna bajka, ale ja tam wracam myślą cały czas, bo tamten stadion to było żywe serce Białegostoku, nie te dzisiejsze pudełka na krzesła!