Te dni kiedy Parc des Princes drżał od naszych pieśni
a ja pamiętam jak na trybunie Boulogne waliłem się z Drupką i z tymi kilkoma starymi kibicami z roczników 60-tych, że akurat tamtego wieczora wyszedł ten cały szajbus od palenia i pluł nam na kasę, że niby my się dopingiem zachowujemy jak zwierzęta... a my mu na to, że w tej chwili to właśnie my jesteśmy tymi zwierzętami co mają za chwilę obrywać od działaczy i gonić za tymi wiochami z Angers SCO, żeby wyciągnąć te cztery jaja do nieba... i tak nam się trochę zeszło, że zapomnieliśmy w ogóle o meczu, dopóki nie usłyszeliśmy tego ryku zza pleców — tamci już grali i bramka padła, ale myśmy akurat śpiewali tak głośno, że Słowak w bramce nie wiedział, czy ma machać rękami, czy się modlić... no i dograliśmy do końca jakby nic, a potem były te setki kibiców na dworcu i jak wszyscy razem krzyczeli "parc des princes! parc des princes!", a pociąg zabierał nas do domu w środku nocy... kurde, jakie to było szczęście, że w ogóle dotarliśmy na ten mecz, bo bilety to były wtedy jak złoto...
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No ale pamiętam jak mój stary wziął mnie wtedy na te trybuny za płotem, miałem jakieś 12 lat i gadałem wtedy nawijkę z chłopakami z sąsiedztwa... 🔴🔥 tamtego wieczora było gorąco jak cholera, ale nie przez pogodę tylko przez te nasze głosy, że aż drzewa się trzęsły! Siedziałem tam z tymi kilkoma gośćmi co mieli już po parę tysięcy meczów na karku, a jeden z nich ciągle powtarzał "teraz albo nigdy" bo wiedział że to może być nasz ostatni puchar na dłużej... i kiedy padła ta bramka, to nie doleciałem do nogi komuś, ale z radości podskoczyłem tak, że o mało nie spadłem na te starego co miał w rękach hot-doga i całe danie wylądowało mu na butach... a on na to tylko "kurwa, chłopie, toż ja ci powiedziałem żebyś nie skakał przy moim jedzeniu!"... potem był ten marsz setek kibiców z "Boulogne" do dworca, jak cała dzielnica drżała od naszego śpiewu, a po drodze trafiliśmy na grupę kiboli z Angers SCO co gapili się na nas jak na marsjan... no i padło wtedy zdanie które zapadło mi w pamięć "jak tu wrócicie bez trofeum, to was wyrzucimy z tej dzielnicy"... i wróciliśmy z Pucharami, nie? TAK BYŁO!!! 💪😱
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, a pamiętacie tego starszego faceta zza szlabanu co latał jak opętany z flagą podczas pierwszego meczu w Pucharze Zdobywców? tamtego wieczora akurat bileterzy nie dali nam wejść normalnie, bo byliśmy trochę... no wiesz, "za młodzi", ale ten stary podszedł do nas i powiedział tylko "chłopaki, dziś walczę z wami" i samemu przebił się przez tłumek z tymi swoimi wojskowymi barwami z 80-stych, że niby oni wtedy też walczyli o coś co się nazywało honor, a nie pieniądze... i kiedy Padovano wbił tę drugą bramkę na 2:0, to on tak podskoczył że mu się czapka z głowy zwaliła, a my wszyscy złapaliśmy się za głowy myśląc że już jej nie dogonimy, bo akurat leciała wprost na faceta z Angers SCO SCO co stał pod płotem i najwyraźniej modlił się żeby go nie trafić... zamiast krzyczeć "stójcie!" od razu zaczęliśmy śpiewać jeszcze głośniej, bo to był ten moment, w którym wiedzieliśmy że historia pisze się na naszych oczach, i nie ważne jaką cenę zapłacimy jutro — dzisiaj jesteśmy bogami na chwilę... kurde, jak teraz o tym myślę to w tej chwili czuje smak piwa co piłem potem w wagonie, ten chłodny, ciemny, z metalowym kubkiem co klekotał o siebie z drugim kibolem co miał przy sobie taki sam... aż mi się uszy zatkały od tego śpiewu, a ten stary cały czas trzymał flagę nad głową jakby nie chciał dopuścić, żeby cokolwiek ją ściągnęło z nieba... i jeszcze ten okrzyk "on n'est pas contents! on n'est pas contents!" które nie schodziło z ust przez całą drogę do metra... cholera, to były czasy...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a bo ja wam opowiem jak nasz Wiadomości poznał całą Europę, nie? Bo znam jednego faceta co akurat tamtego wieczora był na trybunie za Bramką, miał przy sobie kanapkę z serem i patrzę raz — w połowie meczu ten jego kanapka jest już pusta, a on patrzy na mnie z takim wyrazem twarzy jakby mu ktoś skradł cały honor klubu 😂🍿 no i pyta: "gdzie moja kanapka?". To akurat w tym momencie padła bramka, wszyscy podskoczyli, on też, i patrzę że teraz ma w ręku tylko pół kanapki i kawałek sera wiszący na palcu... no i zamiast rzucić się w wir świętowania, chłop wyszedł na środek rzędu i krzyczy "SIERZUUUU, GDZIE MOJA KANAPKA?!" jakby to była ostatnia sprawa w jego życiu... i wiecie co? Sierż wpakował wtedy drugą bramkę, a ten facet złapał się za głowę i mówi "no dobra, teraz mogę umrzeć w spokoju" 🤣🔥 potem szedł całą drogę do metra z tym kawałkiem sera w garści i powtarzał "to nie jest żaden przysmak, to jest historia!". No i taki to był mecz, że nawet kanapki miały swój wkład w legendę!