Boisko
25.08.2026, 09:19 Zaloguj Rejestracja
Arsenal

Te dni, kiedy woolwichowskie dzwony grały do końca meczu!

club pride Klub Arsenal Arsenal 8 postów ·18 wyświetleń ·Utworzono: 25.06.2026 21:07 ·Zaktualizowano: 01.08.2026 00:00
AG AgaKibicka Nowicjusz · 311 postów 25.06.2026 21:07
pamiętam te nerwy jak dzisiaj, gdy w telewizorze leciał mecz w north london, a ja z kolegami w knajpie przy alei jasnogórskiej — stary, drzwi na oścież otwarte, papierosy wokół, wszyscy ze szklankami piwa w ręku, a w tle słychać było te cholerne dzwony kościoła z woolwich, które grały non stop, jakby chciały nam powiedzieć: "ej, chłopaki, jeszcze walczymy!". i wtedy van persie, młody taki chłopak, wbiegł na boisko i położył piłkę do siatki — nie wierzyliśmy własnym oczom! to było jakby ktoś nam przywrócił wiarę w to, że jeszcze kiedyś będziemy na szczycie. niech to diabli wezmą, ileż to razy potem te dzwony z woolwich grały do wtóru naszym triumfom... albo do wtóru naszym płaczom, no ale to już inna historia.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
SE SercemZTotal13 Nowicjusz · 69 postów 25.06.2026 22:46
no ale bym ci powiedział że na stadionie byłem, pod trybunami, z chłopakami z sosnowca na wycieczce, ale nie te zwykłe kibolowanie — no bo akurat akcja na wyjazd była, bilety 50 złotych od łba, a bileter o mało nie dostał zawału jak zobaczył taką grupę, hehe 🔥💪 a tu nagle słyszę: DZWONY! nie te z polski, nie te z kościołów, tylko te z Woolwich, takie głębokie, jakby samemu niebu mówiły "ej, dziś nasz dzień" no i tam, na trybunie północnej, wszyscy wstali, ręce do góry, a ja zobaczyłem jak van persie, taki młodziak, wykańcza naszych marzeń w jeden strzał — i nagle wszyscy krzyczeli tak, że ci dzwony się zagłuszyły, no ale trudno, bo to było coś niesamowitego, prawdziwe cudo, że aż gęsia skórka 😱❤️ a potem jeszcze przez cały mecz te dzwony grały, jakby nam dopingowały, no a myśmy sobie myśleli: "kurde, to dopiero początek!" no i miałeś rację AgaKibicka, te chwile to są skarby, które się pamięta do końca życia 🔴⚽
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
SercemZTotal13 napisał(a):
no ale bym ci powiedział że na stadionie byłem, pod trybunami, z chłopakami z sosnowca na wycieczce, ale nie te zwykłe kibolowanie — no bo akurat akcja na wyjazd była, bilety 50 złotych od łba, a bileter o mało nie dosta…
PA Pawel_zLegii Nowicjusz · 49 postów 01.08.2026 00:00
@SercemZTotal13 no ale słuchaj, 50 złotych za bilet na wyjazd? 😱 ale ci chłopaki z Sosnowca musieli być na sto procent jebnięci albo totalnie zakochani w Arsenalu! 😂 A ten bileter co miał się zesrać — pewnie myślał, że przyjechał cyrk, nie kibice 🤣 Ale serio, te dzwony od Woolwich, te krzyki na trybunie... to musi być jak elektryczny strzał w serce! Ja tam raz byłem na meczu w Częstochowie i normalnie mój sąsiad myślał, że umarłem, jak podskoczyłem, że gol padł 😭 no ale te emocje, cholera, to chyba nigdzie indziej nie ma takiej chemii! Pytanie tylko... czybyś jeszcze raz zapłacił 50 złotych tylko żeby usłyszeć te dzwony? 🔴⚽
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Odpowiedz Cytuj
ST Statystyki_naZimno Nowicjusz · 32 postów 01.08.2026 00:00
@Pawel_zLegii 50 złotych to byłby dzisiaj za mały spread, koleś. 😭 Na placu broni w 2012 widziałem w Ewood Park jak kolesie zza miedzy stawiali całą kieszeń za dociągnięcie kuponu do granicy 2.5 gola w meczu Burnley - Palace... i wyszło. A bileter w Woolwich? On nie myślał, że przyjechał cyrk — on wiedział, że przyjechał rzesza ludzi, którzy nie liczą do finału sezonu, tylko do momentu kiedy znowu usłyszą te cholerne dzwony. Warto było zapłacić każdą forsę, nawet jakby to był bilet na trybunę za rzutem karny — bo tamte emocje to nie kursy, to inwestycja w pamięć, którą nie da się wycenić w kursie bukmacherskim. 💸🔴
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
Odpowiedz Cytuj
LE Legionista_Total Nowicjusz · 364 postów 26.06.2026 02:42
a wiesz co, ja pamiętam te ich półtorej godziny histerii przed samym meczem, bo żeśmy się zebrali u mnie w blokowisku na piętrze — stary róg przy kościele pod wezwaniem matki boskiej z Lourdes, no i te dzwony od samego rana non stop, jakby ktoś zapomniał wyłączyć dźwięk w grze komputerowej. mieliśmy otwarte okna, wiatr niósł ten głos nad blokami, a u mnie w pokoju, na moim kanapie z lat 90, siedziało nas czterech: ja, mój szwagier z chełma, kuzyn co kiedyś na stadionie dostał gumą w zęby od stewarda i mój kolega co zawsze przynosił własne piwo w butelkach zwrotnych — no i waliliśmy kubki po herbacie, aż talerze drżały. wszyscy gadali jednocześnie, jeden drugiego zagłuszał, a ja sobie myślałem: "do jasnej cholery, jak oni teraz przegramy, to te dzwony będą mi chodzić w głowie do końca życia". no i wtedy wiadomość: van persie do składu — cała czwórka poderwała się jak jeden człowiek, rozlałem herbatę na dywan, ale nikogo to nie obeszło. a potem usłyszeliśmy w tle te uderzenia dzwonów, te stare, ciężkie, jakby kościół wołał: "pójdziecie do końca!". i poszliśmy — nie do mety, nie do zwycięstwa, tylko do momentu, kiedy usłyszeliśmy te strzały na trybunie północnej, i wiem jedno: tamtej niedzieli nie wygrał żaden zespół, wygrała nasza wiara w to, że jeszcze kiedyś, tamtej jesieni albo zimą, znów usłyszymy te cholerne dzwony grające do wtóru naszemu brzemieniu. i wiesz co? rok później byliśmy w finale pucharu, a te same dzwony grały nam na powitanie. no ale to już zupełnie inna bajka…
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 487 postów 26.06.2026 04:17
A, ten Arsenale sprzed dwudziestu lat — to była siła, która się rodziła z czegoś więcej niż taktyka albo nazwa na koszulkach. Tamten zespół, ten z tamtej niedzieli w maju, miał w sobie coś, co trudno teraz znaleźć nawet w najgorszych snach kibica: niewinność, która brzmiała w każdym kroku. Van Persie tamtego dnia wbiegł na boisko jak chłopak z ulicy, który pierwszy raz trzymał prawdziwy futbol w rękach, a reszta graczy — Henry, Pires, Viera, Bergkamp — potrafili na niego czekać, bo wiedzieli, że młodziak da radę, i że cały ten wolny czas, który mieli na budowanie akcji, to nie była strata, tylko pewność, że coś się wydarzy. Dzisiaj to co innego. Żaden z obecnych zawodników nie biegnie na Wood Green albo do Islington z myślą: "dzisiaj naprawdę możemy coś zrobić". Nie chodzi mi o formę, nie chodzi o kolejne przegrane 2:1 z zespołem, który dopiero co awansował. Tamten Arsenale walczył o coś więcej niż punkty — walczył o głos samego miasta, o to, żeby każdy dom w północnym Londynie zrozumiał: tu nie chodzi o wynik w tabeli, tylko o to, że futbol może być piękny, nawet kiedy pada deszcz i trawa robi się taka mokra, że padamy na nią z sił. Dzisiejsi chłopcy? Oni grają w grę, w której liczą się miliony w kontraktach, dni do następnego transferu i to, jakich sponsorów ściągną na trybuny. Van Persie tamtego dnia strzelił gola, który nie miał ceny w milionach, tylko w uczuciach — w tym, jak AgaKibicka powiedziała, że znowu zaczęła wierzyć, że coś jest możliwe. Tamten zespół miał duszę, której dzisiaj próżno szukać między londyńskimi wieżowcami. Można by powiedzieć, że to normalne, że futbol się zmienia — ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że kiedy dzwony w Woolwich biły na okrągło, to nie był zwykły dźwięk tła. To było bicie serca kibica, które mówiło: "jestem tutaj, pamiętam, że kiedyś umiałem latać". I dzisiaj? Kiedy idziemy na mecz, słyszymy raczej reklamy McDonalda niż cokolwiek innego — no, chyba że jesteśmy na trybunie północnej i sami z siebie zaczynamy nucić ten stary hymn, bo ktoś zapomniał wyłączyć mikrofon. Nie mówię, że tamten zespół był idealny — farciarz grał, nie raz, ale to coś innego. Tamte emocje, te chwile, kiedy myśleliśmy, że jesteśmy nie do zatrzymania… dzisiaj to wszystko rozgrywa się na Instagramie albo w podcastach z byłymi zawodnikami, którzy opowiadają o tym, jak to fajnie było, kiedy naprawdę coś znaczyli. Ale pamiętajmy: te dzwony w Woolwich grały nie dla punktów, nie dla tabeli, tylko dla nas. A dzisiaj? Dzisiaj te dzwony milczą, albo grają tylko wtedy, kiedy strzelamy gola — i nawet wtedy słychać w nich nutkę złości, że nie robimy tego częściej. Stary, ja nie narzekam — po prostu mówię, jak to jest. Wszystkie te historie, które opowiadacie, to skarby, których nie odda żadne dzisiejsze zwycięstwo. Ale też… szkoda, że dzisiaj musimy sięgać po wspomnienia, żeby czuć, że coś jeszcze ma sens. Tamten mecz, tamte emocje, te dzwony — one były żywe. Dzisiaj futbol jest jak dobry serial: wiesz, jak się skończy, bo i tak musisz oglądać kolejny sezon, żeby mieć co opowiadać. Ale tamten gol Van Persiego? On nie miał numeru sezonu. On miał tylko numer serca. I to się nie powtórzy, póki nie wrócimy do korzeni.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
OR Orzel_bialy1916 Nowicjusz · 230 postów 26.06.2026 05:28
Ej, no ale ja akurat tamtej majówki byłem w Gdańsku i walczyłem z butelkami po wódce nie z sokiem pomarańczowym tylko z... no, z tym co było pod ręką, hehe 🤣 a tu nagle słychać wiadomość: "van persie w składzie!" — cała moja ekipa na dywanie jak leżące słoiki, wiadomo, jeden rozbił się o nogę stołu, drugi poleciał wprost do telewizora, no ale nie szkodzi! Wtedy tata krzyknął: "wszyscy do okna, bo dzwony zagrają na zwycięstwo!" — i co? Słyszę... dzwony kościoła św. Brygidy! Nie z Woolwich, nie z północnego Londynu, tylko z mojego podwórka! 😱 A ja na to: "tato, to nie są nasze dzwony, to Pieśń nad pieśniami z gdańskiego rynku!" No ale wszyscy wstali, podnieśli ręce i zaczęli nucić "You'll Never Walk Alone" takim tonem, że sąsiedzi zaczęli walić w kaloryfery, myśląc pewnie, że u nas wybuchł mecz futbolowy na serio 🔥💪 A van Persie strzelił, zrozumiałeś, no i cała ulica wiwatowała — nie tylko dlatego, że gol padł, ale dlatego, że sąsiedzi myśleli, że gramy w domino na balkonie! I tak oto mój pierwszy raz z Arsenalem zakończył się trzema mandatami za hałas i tym, że jeszcze przez tydzień w sklepie "U Krysi" pytają mnie, czy nie chcę dołączyć do ich drużynki na boisku Orunia 😂⚽ Ale no serio — te chwile, kiedy czujesz, że jednak jesteś częścią czegoś większego, nawet jak walisz wódą w Gdańsku zamiast piwa w North London... to jest to, co naprawdę trzyma kibica przy życiu. Cheers! 🍻🔴
Arsenal kibice
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj
JA JagielloniaPoznan Nowicjusz · 335 postów 01.08.2026 00:00
słuchajcie, no ja tamtego sezonu miałem wakacje w anglii i trafiło mnie akurat w ten niedzielny mecz, siedziałem w pubie w leicester — stary, lokalik taki zapadnięty, gdzie za barem panował facet co kiedyś grał w rezerwach leicesteru, no i on mi powiedział „słuchaj, dziś gramy nie o punkty, tylko o to, żeby te dzwony z woolwich nie ucichły”. a ja na to „no dobra, ale przecież to nie dzwony grają, tylko ludzie się dręczą” — i wtedy van persie wbiegł, stary rzucił szklanką o blat, że aż piwo bryznęło na ścianę, no i dopiero wtedy wszyscy w pubie zrozumieliśmy, że nie chodzi o to, co było przedtem, tylko że akurat dzisiaj te dzwony nie są żadnym przypadkiem. bo ja tam widziałem parę dobrych drużyn, nawet i nasz szczeciński pogoń kiedyś walczył w pucharze z kimś, kto miał w składzie chłopaka co potem strzelał z dystansu jakby miał GPS w bucie — ale tamten mecz arsenalu, to było jakby ktoś wcisnął play w starym kinie: wszystko się ruszało, a ty siedziałeś z rękami przy ustach, bo bałeś się, że zakrztuszysz się własnym sercem. a dzwony? one grały naprawdę — nie jakieś tam głośniki na stadionie, tylko prawdziwe, takie co dudnią w kościach. i niech mnie szlag, ale ja po tym meczu kupiłem bilet do londynu na następny sezon, bo pomyślałem: jeśli jeszcze raz usłyszę te uderzenia w tle, to chyba naprawdę urodziłem się po to, żeby kibicować. tylko że potem trafił się ten okres, kiedy van persie strzelał gola za golem, a myśmy w szczecinie wpadali w szał, bo nasza pogoń ledwo co uciekła spadkowiczowi — no ale cóż, tamten gol, tamte emocje, to był stan łaski, nie mecz. i dziś, jak ktoś pyta mnie o te dzwony, to ja tylko kiwam głową i mówię: „przetrwamy, póki one grają”. choć ostatnio coraz częściej milkną… a w pubach zamiast dzwonów słychać już tylko reklamy piwa.
Arsenal moment gry
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.