Te same barwy, które kiedyś płonęły na stadionie, dzisiaj krzepią serca – klimaty z Zagłębia!
pamiętam ten finał pucharowy w Warszawie jak dzisiaj, bo to było coś, co naprawdę zapada w pamięć nie jednego pokolenia. my z chłopakami na trybunie byliśmy tak nakręceni, że nawet powietrze się jakoś dziwnie rozgrzało — no bo to przecież nie był zwykły mecz, tylko coś co miało być albo hańbą, albo chwałą. a że tamci faceci zrobili swoje, to wiadomo, że stadioniem hulały krzyki, śpiewy, a młodzi znowu myśleli, że to normalne, żeby zagłębiowski trykot tak błyszczał. no ale młodym tego nie było dane widzieć, jak to jest, kiedy te same barwy naprawdę płoną na niebie — a nie tylko w herbie.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ojjj kurde, jak się to czyta 🔥 mordo, ja akurat w 2006 w pierwszej ławce na dolnej trybunie, że aż mi serce podskoczyło jak pierwszy raz widziałem zapalone race w kibicówce! pamiętam jak dzisiaj — niebo czerwone, krzyki "zagłębieuuu" dudniące w uszach, a nasz Kowalczyk wtedy trafił i było JEDEN do zera, że aż gęba bolała od śmiechu radości 😱 a potem ta łza wzruszenia jak Maziarz dobijał, żeśmy wreszcie mieli ten Puchar! no i wiadomo, normalnie nikt nie idzie spać, tylko na zebranie do autobusu z chłopakami... jazda z nami w weekend? bo się chce znowu te barwy odczuć!
Jeden klub, jedno życie ❤️
no i tu od razu skoczył mi do oczu ten moment jak Koźmiński wtedy nie wiem który raz ratował nam tyłek w dogrywce... bo pamiętacie, jak Puchar był już prawie w kieszeni a tamci rozszarżowali się jak szaleni? ja siedziałem akurat tam gdzie zawsze, w pierwszym rzędzie za bramką i widziałem jak on na ten rzut wolny stoi jak skała, ręce szeroko rozłożone, a facet z drugiego zespołu walnął tak mocno, że aż mi zęby zabolało... i w tej sekundzie, jak ta piłka leciała wprost na niego, nagle zapanowała taka cisza na stadionie, że słychać było tylko nasze serca bijące jak młoty... a on wyskoczył — i łapał! i to nie była jakaś tam niedbała interwencja, tylko taka, że wiadomo: "jesteśmy uratowani" — a zaraz potem podniósł się ten huk radości, że aż się cała konstrukcja trybuny zatrzęsła... no i potem jeszcze ten gol Maziarza, ale o tym wszyscy mówią, a o tym chłopaku z bramki zapomina się czasem, że to on naprawdę utrzymał te barwy w ogniu... a dziś, jak patrzymy na te czerwone szaleństwa na trybunach, to właśnie takie obrazy przychodzą do głowy — nie tylko barwy, ale krew, pot i łzy tych facetów, którzy dawali z siebie wszystko... no ale zobaczymy, może kiedyś te chwile wrócą.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A, tamten zespół to była naprawdę piekielna machina do gry — niczym wyrwane wprost z legendy, gdzie każdy facet wiedział, że ma pod sobą nie tylko swój numer, ale całą historię w butach. Każdy mecz to było widowisko, a jak zagrało się w Warszawie na tamtym pucharowym finale, to nawet powietrze zdawało się płonąć od energii, którą tamci wyciskali z siebie na boisko. W dzisiejszych czasach nie widzę już takich postaw, gdzie drużyna naprawdę czuje ciężar barw na plecach — teraz czasem jest tak, że kibic musi dopingować, bo sam zespół nie zawsze daje z siebie wszystkiego na takim poziomie.
Pamiętam, jak szedłem kiedyś na derby i widziałem naszych chłopaków, którzy biegali jakby mieli za chwilę runąć z wyczerpania — a jednak ciągnęli te barwy do przodu. Wtedy nie było mowy o "odpoczynku", nie było "a, dzisiaj nie idzie", po prostu walczyli, aż zapadła noc. Dzisiaj? Patrzę na treningi i czasem myślę: szkoda, bo jest mnóstwo chętnych, talentów, ale brakuje tej jednej iskry, która sprawiałaby, że każdy mecz to byłby znowu ten jeden wielki finał, gdzie serce bije mocniej tylko dlatego, że wiesz — dziś albo nigdy.
No i jeszcze te emocje, które towarzyszyły tamtej ekipie — naprawdę można było czuć, że każdy gol, każda interwencja, to nie była kwestia przypadku, tylko wyniku pracy zespołowej, gdzie każdy wiedział, co ma robić. Dzisiaj to trochę inaczej: widzę dużo dobrych zawodników, ale czasem brakuje tej jedności, tej pasji, która sprawiała, że stawialiśmy kibiców do pionu i mówili: "Spójrzcie, to naprawdę są NAŚZE barwy, i my je niesiemy dalej". Taka była tamta drużyna — naprawdę warta, by ją pamiętać, bo naprawdę była kimś więcej niż tylko grupą piłkarzy w czerwonych koszulkach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Widzicie, jak to jest z tym powrotem do tamtych czasów — aż się człowiekowi oczy zachodzą, jak przypomina sobie te barwy płonące na niebie, ale... no bo co z tego, że wspominamy, skoro dzisiaj te same barwy ledwo zipią na trybunach? Nie mówię, że tamten finał nie był magiczny, wręcz przeciwnie, ale powiedzcie mi szczerze — kto z was ostatnio widział naszą drużynę, jak gra z takim ogniem, że aż mury się trzęsą? Tej pasji, tej determinacji, która wtedy była oczywista, dziś próżno szukać nawet w dobie dobrych wyników.
I jeszcze te gadki o "jednoczesności" albo "tym jednym ogniu", który miał palić w każdym zawodniku. No dobra, załóżmy, że za dwadzieścia lat ktoś powie o dzisiejszym zespole, że grali tak, jakby mieli w butach zapisaną całą historię Zagłębia — to co? Będzie taka sama chwała? Albo weźcie Kowalczyka z tamtego meczu: facet trafił jednego gola w całym sezonie, a do dzisiaj jest legendą. Dzisiaj mamy zawodników, którzy strzelają po dwa gole na tydzień w niższej lidze, a nikt nawet nie pamięta ich nazwisk poza stadionem. Gdzie tu sprawiedliwość?
A propos Maziarza — no dobrze, on zdobył gola w finale, ale nie zapominajmy, że przez pół roku siedział na ławce i czekał na swoją szansę. Dzisiaj młodzi nie mają cierpliwości, albo dostają ją na tyle szybko, że nie doceniają, co to znaczy walczyć o swoje miejsce. Tamci faceci wiedzieli, że jak nie oni, to kto? Dzisiaj mamy taki luz, że nawet jak ktoś nie daje rady, to i tak ma sponsora gwarantowanego kontrakt. No nie? A tam — żadnych luksusów, tylko krew, pot i łzy.
I co z tą resztą drużyny, co z tymi, którzy nie strzelali? Pamiętacie Koźmińskiego, który w dogrywce stał jak skała? Dzisiaj mamy bramkarzy, którzy dostają nawet dziesięć strzałów na mecz i potem narzekają, że piłka była za mocna. No bo gdzie oni w ogóle byli, jak naprawdę zależyło? Albo weźcie obrońców — tamten finał to była walka na śmierć i życie, a dzisiaj czasem wygląda to tak, jakby niektórzy myśleli, że wystarczy postawić nogę przed piłką i już są bohaterami.
Ale nie psujmy nastroju — to przecież nasza historia, nasze wspomnienia. Tylko niech ktoś mi nie mówi, że dzisiejsze barwy płoną tak samo mocno. One dziś ledwo się tlą, a ja wolę prawdę niż kolejną bajkę o tym, jak cudownie było kiedyś. Chodźmy jednak w sobotę na stadion, niech ta młodzież zobaczy, jak to się robi naprawdę — może wreszcie ktoś poczuje ten ogień w kościach? 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej ziom, to musiałem dzisiaj komuś opowiadać, że jak byłem mały i patrzyłem na te cuda z 2006, to myślałem, że piłkarze Zagłębia muszą się rodzić z ogniem w butach 😂🔥 bo inaczej skąd by się wzięła ta magia? No i akurat dzisiaj trafiłem na koleżkę co się pyta: "Słuchaj, a jak oni tam w Warszawie grali, to nie mieli przypadkiem jakichś supermocy? Bo przecież nawet powietrze się paliło, a kibice mieli race w rękach jakby to był finał mistrzostw świata w cheerleadingu!" No to mu powiedziałem, że no właśnie — jeden raz strzelić gola w sezonie i od razu się stajesz kimkolwiek, a jak cię jeszcze filmują w momencie radości to już jesteś świętym w naszej religii 🙌
A pamiętacie, jak po tym finale poszliśmy z chłopakami do hotelu i tak jakoś wyszło, że facet od obsługi naszego pokoju przybiegł zapytać, czy my przypadkiem nie jesteśmy ekipą z tego meczu? Bo jak on usłyszał te wrzaski zza ściany, to pomyślał, że wybuchł jakiś pożar albo coś 😭🔥 I jeszcze ten nasz bramkarz, Cozik jakiś, który potem dostał "nagrodę" za najlepszą interwencję — facet do dzisiaj się chwali, że jak wbiegł do autobusu, to ktoś mu powiedział "no wreszcie, bo myśleliśmy, że cię złapali" 😂 Wtedy nie było luksusów, tylko wódka w plastikowych kubkach i śpiewy w tempie "zagłębieuuu — piwo daj!" — ale za to było to życie prawdziwe, z krwią, potem i tym ogniem, który dziś ledwo się tli 💀❤️
No chyba, że jutro pójdziemy na trening i od razu wzbudzimy nową legendę, co? Bo ja mam pomysł — niech ktoś jutro wpadnie do biura z flagą i krzyknie "Zagłębie gotowe na kolejne cuda!" — może się obudzi w naszym trenerze dawna energia? Chociaż... no nie wiem, czy szef zespołu bez problemu uniesie tę starą szabelkę z 2006, co wisiała w szatni "na szczęście" 😂 Ale jedno jest pewne — jeśli jutro zagramy z ogniem, to cała Lubin zapłonie na nowo! Do boju, chłopaki! 🧡🔴