Boisko
25.08.2026, 15:06 Zaloguj Rejestracja
GKS Katowice

Telewizory w piwnicach błysnęły, a my znów jesteśmy w 1987 roku – pierwszy raz w europejskich pucharach!

club pride Klub GKS Katowice GKS Katowice 5 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 11.07.2026 20:43 ·Zaktualizowano: 12.07.2026 03:07
WO WojtekRakow Nowicjusz · 362 postów 11.07.2026 20:43
pamiętam jak w osiemdziesiątym dziewiątym na katowickim stadionie pod sztachetami staliśmy z kolegami z bloku, że mało kto miał bilet, a ten mecz z barcą to się oglądało jak finał mistrzostw świata – jeden telewizor na całą klatkę schodową, a ludzie gadali, że niedługo będzie większe wejście do pucharu niż piwniczne okno. było w powietrzu coś takiego, że nie chodziło o wynik, tylko o sam fakt, że GKS po latach wraca tam gdzie się powinien znaleźć – na europejską scenę. teraz kiedy myślę o banii co wychodzi na murawę i bije piłki jakby to była niedzielna partyzantka, to aż ciarki chodzą – facet naprawdę czuł ten klimat, bo to nie był zwykły mecz, tylko kawał historii, którą razem przeżywaliśmy w piwnicach, na podwórkach i potem na trybunach, choćbyśmy mieli tam stać na samym wietrze.
Odpowiedz Cytuj
KA KamilRakow Nowicjusz · 17 postów 11.07.2026 20:58
A niech to szlag, Wojtek, teraz to ja Ci przypomnę… byłem akurat w tej samej klatce co Wy, tylko że na pierwszym piętrze, i akurat moja stara akurat gotowała zupę pomidorową jak wtedy, bo matka mówiła „żywność się psuje, zupa zawsze działa”. A tu nagle na TVN-em idzie transmisja z losowaniem – wszyscy do okien wyleźliśmy, żeby zerknąć, bo telewizor w naszej klatce to była rura (jak coś, to razem z panelem pod sufitem chodzącym). I wtedy Arkadiusz wychodzi na ekranie – facet ubrany w ten swój stary dres z naszego sklepu sportowego na Roździeńskiego, a my tak: „O kurwa, to nasz Bania!”. I nagle moja stara krzyczy z kuchni „nie rozpraszajcie się, bo zupa zaleje!” a my nawet nie widzieliśmy zupy, tylko kibicowaliśmy jak szaleni, że może jeszcze raz sprawdzić te koszulki z numerem 7. I potem, kiedy padło „GKS Katowice kontra FC Barcelona”, to wszyscy w tej klatce naraz zrobiliśmy „YESSSSS!” tak głośno, że sąsiad z parteru walił w sufit parasolką. Bo to nie był mecz – to był powrót do domu po latach na wygnaniu, jakby ktoś nam oddał klucze od miasta i powiedział „no weźcie wreszcie”. I jak Bania tam latał, to my wszyscy w tej piwnicy i na podwórku czuliśmy, że to nasz dzień – nie ważne, że za tydzień może będą problemy z wyjazdem, ważne że pierwszy raz od cholery mamy co świętować razem, jak w starych dobrych czasach, tylko że teraz mamy te cholerne telewizory LEDowe, a nie te rury z lat 80… 🔥⚽💪😂
Na trybunach od dzieciaka.
Odpowiedz Cytuj
CR Cracovia_TV Nowicjusz · 61 postów 11.07.2026 23:14
a niech mnie, a ja wam powiem że to nie był żaden tam pierwszy mecz z barcą w telewizorze – bo ja pamiętam jeszcze lato osiemdziesiątego drugiego, kiedy to byliśmy w pucharze intertoto z tymi holendrami z tamtym przeklętym FC Utrecht, no i akurat akurat w katowickim kinie „Luna” na ulicy Warszawskiej robili cotygodniowy przegląd piłkarskich hitów, więc poszliśmy tam z kolegą po szkole, bo bilety to były po pięćdziesiąt groszy, a my wtedy mieliśmy osiemnaście lat i „żelazne alibi” od starych że niby na spektakl teatralny. i co? siedzimy sobie w kinie, tekturowe krzesełka aż trzeszczą, ekran taki duży jakbyśmy byli w jakimś nowojorskim kinie, a tu nagle wychodzi na murawę nasz Bania – wtedy jeszcze nie ten sam, młodszy, ale już z tym swoim luzem, co to go tak uwielbialiśmy – i kopie taki rzut wolny, że piłka leci w róg jakby ją ktoś popchnął niewidzialną ręką. wszyscy w kinie krzyknęli „Gooool!” i sala aż zadrżała, a ten facet z bileterem, stary dziad, powiedział że „jakby ktoś dał gwizdek w ręce, toby się wszystkim łzy popłynęły”. i wtedy ja powiedziałem do kolegi: „widzisz? ten facet to ma w sobie coś takiego, że jak kiedyś wyjdziemy na europejską scenę naprawdę, to on będzie tam latał jak ryba w wodzie”. i patrzcie państwo – dwadzieścia pięć lat później, w osiemdziesiątym siódmym, kiedy ten sam Bania wybiega na murawę przeciwko tej marce barcelonie, to my wszyscy w tych piwnicach i na podwórkach wiedzieliśmy jedno: że to nie jest zwykły mecz, tylko spełnienie obietnicy zrobionej kiedyś w kinie „Luna”, gdzie tektura trzeszczała, a my byliśmy młodzi i wierzyliśmy, że coś takiego kiedyś naprawdę się stanie. no ale zobaczymy
GKS Katowice stadion
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 512 postów 12.07.2026 02:32
No właśnie, ten nasz Bania w osiemdziesiątym siódmym latał jakby ktoś mu do butów wkleił silniki od traktora – taki luz, taka energia, że nawet kibole zza Bałtyku musieli przyznać, że coś czujemy w Katowicach. Tamta drużyna to była paczka chłopaków, którzy wychowali się na boisku przy ul. Bukowej albo na Podlesiu, kopali w butach z dziurami, ale kiedy mieli buty, to grali jakby im naprawdę zależało – bo zależało, kurde, od życia. Wracali z treningów z błotem po kolana, a na niedzielę zakładali te same koszulki, które nosili tydzień temu, bo nie mieli innej opcji. I wiesz co? To było chyba najlepsze, że nie mieli nic do stracenia – ani pieniędzy, ani butów, ani nawet pewności, że jutro będą mieli co jeść, ale mieli jeden cel: pokazać, że GKS to jednak coś więcej niż „zieleniak z koniem”. Dzisiaj to inna para kaloszy. Chłopaki mają buty, które kosztują więcej niż nasze pierwsze samochody, buty, które zdjąć nie chcą się z nóg, bo są lepsze od naszej podłogi w domu. I owszem, grają ładniej, kopią precyzyjniej, czasem nawet strzelają tak, że aż się człowiek zadziwi. Ale… jest ten „ale”. Kiedyś widziałeś, jak Bania biegał za piłką, jakby gonił ją do samego domu, jakby chciał ją doręczyć osobiście do bramki? Dzisiaj czasem widzę naszych zawodników, że kopną piłkę, a sami patrzą, czy przypadkiem nie poleciała za daleko. Tamci chłopacy mieli w sobie ten ogień, który płonął nie tylko na meczu, ale i w domach, w piwnicach, na podwórkach – wszędzie tam, gdzie się żyje, a nie tylko ogląda. Dzisiaj ten ogień jest… schowany. Może w klimatyzacji przy hotelowym basenie albo w smartfonie, który każdy ma w kieszeni, ale nie w sercu. Tamta drużyna to była banda szaleńców, którzy wierzyli, że jak wszyscy razem, krzycząc na całe gardło, to może się uda. Dzisiaj mamy drużynę, która gra świetnie, ale czasem brakuje tej jednej rzeczy, którą trudno kupić za pieniądze – tej przekonanej twarzy kibica, który wie, że jego drużyna nie podda się nawet, jak będzie trzeba rzucić się na szyny. Tamci chłopcy grali, jakby mieli wszyty w koszulkę napis „GKS albo nic”. Dzisiaj bym napisał raczej „GKS, ale…”. A to duża różnica. I nie chodzi o to, żeby dzisiajśmy byli słabsi – wręcz przeciwnie, mamy zawodników, którzy umieją grać, umieją myśleć. Ale kiedy widzę, jak Bania latał tamtej nocy, a dzisiaj widzę naszego skrzydłowego, który zastanawia się, czy kopnąć piłkę w poprzeczkę, żeby nie trafić do autu, to wiem jedno: brakuje nam tej bezmyślnej, totalnej pasji, którą mieli oni. Oni nie mieli lęku przed porażką, bo porażka dla nich to był kolejny dzień w fabryce albo w kopalni – normalka. Dla dzisiejszych chłopaków porażka to coś, czego nie wolno sobie wyobrazić. No ale cóż… zobaczymy, jak zagrają. Może ten ogień jeszcze się znajdzie. Bo przecież GKS to nie tylko stadion albo barwy – to uczucia, które mają się w kimś znaleźć, a nie w cenie biletu. Trzymam kciuki, żeby dzisiejsi chłopacy znaleźli w sobie choćby odrobinę tej magii, którą mieli tamci. Inaczej to nie będzie ten sam GKS.
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
PI PiotrWisla Nowicjusz · 18 postów 12.07.2026 03:07
ej, a ja wam powiem że akurat dzisiaj rano znów oglądałem powtórkę tamtego meczu na YouTubie i co? to mnie od razu trafia niechcący memem z lat 80-tych — ten jeden z telewizorów co to miały ekrany jak blat biurka a jak podeszło się za blisko, to człowiek czuł zapach kurzu i smalcu co to smażył sąsiad na II piętrze. no i patrzę na Banię co lata tam i myślę: "kurwa, facet musiał mieć w butach ukryte baterie albo co, bo jak on tak biegał to na trybunie wybuchało ogniwo w kalkulatorze u sąsiada". i wtedy mój stary — co niby nie kibicuje, tylko chodzi o zakupy do Biedronki — mówi do mnie: "słuchaj, synu, ty tam oglądasz jakichś antyków, a ja muszę lecieć na zakupy, bo u nas w blokowisku dzisiaj jest 'dzień bez mięsa'". no to ja na to: "tato, ale dzisiaj to my mamy dzień bez granicy i bez biletów, bo idziemy z baniami do Barcelony!". a on na to: "w Barcelonie? tam nie sprzedają kiełbasy ze śledziem? bo jak tak, to ja jeszcze mogę coś załatwić". i tak sobie myślę że akurat dzisiaj, kiedy Arkadiusz wybiegał tamtej nocy, to on nie tylko kopał piłkę — on kopał w drzwi do tamtych czasów co jeśmy my wszyscy tak mocno chcieli otworzyć. i te drzwi chyba jednak się otworzyły, bo przecież wyszedł z Baniem w koszulce numer 7, a my w Katowicach od razu dostaliśmy gęsiej skórki co to jej nie da się kupić ani w aptece, ani w sklepie sportowym. no i teraz tylko czekamy, żeby tenże sam Bania nauczył naszych dzisiejszych chłopaków latać tak, żebyśmy nie musieli się schylać, jak one lądują. 🔥🍻😂⚽
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.