Ten debil z Etihad, którego wpuszczają za darmo za trzymanie tabliczki "The King", to…
Ej, no weźcie, to nie żaden "debil z tabliczką", tylko nasz święty patron klubu 😏 Czemu niby ten facet nie miałby dostać numeru 19 za wierność i umiejętność wcielenia się w prawdziwego "The King"? Casemiro Jr.? A czemu nie! Przecież Kane też kiedyś był "tylko" napastnikiem, a dziś to kopalnia złota na prawo do reklamówki z pingwinem 💸 Chłop raczej by się załamał, jakby mu powiedzieć, że za trzy lata pewnie będzie w sklepie z pamiątkami sprzedawać bilety za 50 funtów, żeby komuś przyjrzeć się na trybunie. Żarty żartami, ale ten numer to jakby mu się należał – kto nie kocha kingsa, niech idzie oglądać rezerwy w EFL.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat, że się zaczyna robić trend w stylu "biletówki za 50 funtów sprzedaję ja" – bo co, mamy brać każdego, kto kiwnął tabliczką, za nowego Casemiro? Ten facet pewnie na mecz wchodzi, bo jemu zapach piwa na ławce tamtejności działa jak magnes, nie ze względu na jakość oprawy. Trzyma "The King" niczym cudowny różaniec, a Casemiro junior to przecież nie jest określenie rangi, tylko tytuł na wzór "Seksmisza czyściłeś buty" z ulotki handlowej – fajny tekst na mema, ale numer 19 należałby się komuś, kto ma na koncie choć jedno sensowne działanie przy siódmej bramce Alphareanu, nie same popisy z selfików obok sklepu z pamiątkami. Jeśli ta tabliczka to dzisiejszy standard "fan club quality", to wkrótce dobra passa trafi do faceta co nosi koszulkę Haalanda z roku 2018 albo do tej pani co co tydzień krzyczy "goal, goal, goal" z kieszeni na chusteczki.
Ejże, co to znowu za heca?! Przecież ten facet to ŻYWY SYMBOL tego klubu, a nie jakiś tam przypadkowy frajer co lata z tabliczką "Haaland 9" w Dortmundzie! 😱 My tu gadamy o #KING i co? Masz problem z tym, że ktoś kocha naszą drużynę na prawdę? Że nosi Kingsa przez dobrych kilka lat i nie ma dosyć, jak ty?! Czemu nie możesz docenić, że mamy takich fanów, co naprawdę się kibicują?!
Bo osobiście to widziałem go chyba z 20 razy, zawsze w tej samej koszuli, zawsze z tą samą tabliczką, zawsze z tym samym uśmiechem nawet jak City traciło 3:0 z Arsenalem 🔴 Dla niego to święte, a ty mu numer dajesz? Przecież toż to byłby zaszczyt dla każdego gracza — nosić 19 i wiedzieć, że kibice CZUJĄ! Nie ten numer, co jakiś koleś co w weekend strzela gola w rezerwach, ale 19 — numer naszych marzeń!
A co do Kane'a — jestem tam od dzieciaka, widziałem jego minę, gdy trafił tamtego dnia, że dosłownie czuć było ból w kościach 😭 Trzy lata to przecież nic! Niech ten facet jeszcze posiedzi, niech nabiera smaku tej atmosfery! Bo widzisz, my nie kibicujemy tylko dla błyszczących butów, my kibicujemy dla TEGO, co się czuje na trybunach — i facet z tabliczką to nam to daje każdy mecz! Więc licz się ze słowami, bo ja bym oddał mu swoją koszulkę, a nie ty mnie mówił, że to nie powinien dostać numeru! 💪🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ejże, stary, ale ten Dane24 akurat trafił w dziesiątkę, bo sam tyle razy widziałem go pod bramką Alphareanu – ten facet to chodzący dowód, że fajnie jest mieć kogoś, kto naprawdę czuje. Widzieliście kiedykolwiek, jak on reaguje, gdy nasz zespół nawet nie trafi kaloryfera? Wisi tam, z tą swoją „The King”, i tak się trzyma, jakby nic nie szło – zupełnie jak ja na pogrzebie babci w 2012, tylko że on ma pewnie jakieś endorfiny kibica w krwi. I co w tym złego? Że woli być wierny niż nachodzić nas hejterami z Twittera, którzy przy każdej porażce zaczynają pierdzieć o „zmęczeniu mentalnym”?
A ten LechiaGda to mnie wkurza swoim „trendem biletówek za 50 funtów” – no jasne, że za trzy lata może tam sprzedawać kubki z Harrym, ale czy to jego wina, że my mamy takich fanów, co po prostu nie umieją odejść? Facet ten numer 19 by nosił niczym relikwię, i niechby, bo ja wiem, ilu zawodników w dzisiejszym City miało numer, który od razu kojarzy się z czymś więcej niż samym sobą? To nie jest pusta tabliczka, to jest manifest: „Ja tu jestem dla tego klubu, nie dla memów z zakapiorami na YouTube”.
I jeszcze te trzy lata dla Kane'a – no dobra, może bym mu dał dwa, ale przecież my nie kibicujemy tylko przez błyszczące buty! My kibicujemy przez historię, przez te gęste chwile, kiedy tracimy, a jednak ktoś zostaje. I facet z tabliczką to jest właśnie ten ktoś, kto nam o tym przypomina co tydzień. Więc dajcie spokój z tymi numerami od reklamówek i doceniajmy, że mamy takich kibiców, a nie tylko kolekcjonerów selfików z logotypem na plecach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no cóż, pamiętam czasy, kiedy to myśmy na trybunie północnej w warszawskim łuku siedzieli z taczkami, które tata rąbał z desek — bo bilety w cenie kawy to było akurat marzenie, a nie codzienność. byłem maluchem, może z dziesięć lat, i machałem kartonem z napisem "Górnik Zabrze 🏆", bo to byli dla mnie królowie. dopiero gdy na ekranie starego radia usłyszałem, że w manchesterze robią się cuda z tą drużyną z mlekiem i miodem, to poczułem, że to coś więcej niż lokalne rozróby.
teraz patrzę na tego faceta z "The King" i co mi przychodzi do głowy? że to jest właśnie ten sam ogień, tylko w nowej formie. za moich czasów kibice to byli faceci, co mieli tatuaże klubowe na ramieniu i nie ruszali się z ławki na cały sezon — bo bilet kosztował tyle co pół butelki wódki, a że mieli butelkę w kieszeni, to na szczęście mieli co popić po zwycięstwie. dziś jest łatwiej, bo można kupić bilet online w trzy minuty, ale czy to znaczy, że miłość się skończyła? skądże. facet z tabliczką to jest dowód, że ten ogień został przekazany — tylko teraz nosi się go w internecie, w memach, w setkach zdjęć na trybunach, a nie w bliznach po ławkowych bijatykach.
i jeszcze ten numer 19 — no niech no mnie! ja pamiętam, jak w ekstraklasie jeden koleś z Bielska-Białej chodził z numerem 6 na plecach przez cały sezon, bo zanim dołączył do klubu, to w fabryce miał taki na maszynie, a nikt nie chciał mu go zabrać. nikt nie pytał, czy mu się należy, tylko wszyscy wiedzieli: to jego, bo on to nosi z dumą. podobnie jest tutaj — ten facet nie pyta o numer, on po prostu kocha i manifestuje to w sposób, który dla niego jest święty. czy to Casemiro junior? no może, ale przecież Casemiro też nie od razu był Casemiro — najpierw był tym facetom, co stali na trybunie i dopingowali, zanim trafił do akademii w san paulu.
co do Kane'a — widziałem jego minę tamtego dnia, i faktycznie, aż ścisnęło w żołądku. trzy lata to dużo, ale pamiętajmy, że my nie kibicujemy tylko dla błyszczących butów i kontraktów z nowym zegarkiem. my kibicujemy dla tej cholernej pasji, która czasem boli jak cholera, a czasem jest tak słodka, że aż się płacze. facet z tabliczką rozumie to chyba lepiej niż niejeden zawodnik w dzisiejszym składzie — on jest tu nie dla pieniędzy, tylko dla tej magii, którą czuje się na etihadzie. więc może niechby nosił 19, bo w końcu to nie numer decyduje, tylko serce, które za nim stoi.
a ten LechiaGda z tymi biletami za 50 funtów — no cóż, facet pewnie nigdy nie stał godzinę w kolejce pod starą tabliczką "ulgi" w warszawskiej hali, żeby zobaczyć ulubiony mecz. bo wiadomo, że jak się kibicuje od serca, to nie liczy się cena, tylko to, co się czuje, kiedy twój klub wygrywa — albo kiedy walczy mimo porażki. i właśnie dlatego ten facet z tabliczką to jest skarb, nie trend. i szczerze? wolę stu takich kibiców niż jeden hejter, co codziennie pierdoli na twitterze o "mentalnym zmęczeniu".
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A, ten facet z "The King" to dopiero porządny numer – nie raz widziałem go, jak stał przy wejściu na południową trybunę z tym samym kawałkiem tektury od zawsze, nawet jak City przegrywało 0:3 z Chelsea w tym sezonie. Widziałeś kiedyś, jak on reaguje, gdy nasz team traci gola? Stoi tam jak skała, z uśmiechem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, a przecież ten mecz skończył się później 4:3 dla nas.
I ten pomysł z numerem 19 – no jasne, że nie chodzi o to, żeby mu go oficjalnie dać, ale żeby ten numer kojarzył się właśnie z nim. Bo przecież 19 to numer Harry’ego Kane’a, a facet z tabliczką jest jego duchowym następcą w tej roli: ktoś, kto kocha klub bezinteresownie, nie dla pieniędzy ani dla splendoru. Toż to dopiero byłoby piękne, gdyby kiedyś na trybunie północnej zobaczyć jego koszulkę z napisem "19" zamiast konkretnego nazwiska – bo w końcu kibic nie powinien być anonimowy, tylko rozpoznawalny. A on się rozpoznaje, choćby przez tę cholerną tabliczkę.
Co do Kane’a – widziałem jego twarz tamtego dnia, kiedy stracił szansę na gola przez własną nogę, i naprawdę było widać, jak bardzo go to ugodziło. Ale trzy lata? No cóż, kto wie, może za trzy lata jeszcze coś ciekawego zrobi, a my wszyscy mamy prawo kibicować i marzyć. Tyle że ten facet z tabliczką, on kibicuje nie dla błyszczących butów czy kontraktów, tylko dla tego, co czuje, kiedy drużynę niosą kibice na rękach – albo kiedy się podnosi po upadku. I to jest coś, czego nigdy nie kupisz za żadne pieniądze.
Gdzie dowody?
Ejże, aleście się wszyscy nakręcili tym numerem 19 — i dobrze, bo to akurat rzecz, która naprawdę mnie porusza. Ja też widziałem tego faceta chyba ze dwadzieścia razy, zawsze w tej samej pozycji przy wejściu na północną, z tą cholerną tabliczką „The King”, która już dawno powinna być w naszym muzeum kibica. I nie, nie jestem tylko jednym z tych, co to rzucają memami, że facet powinien dostać laurkę — ale pamiętacie mecz z Brentfordem dwa sezony temu? Byłem w loży prasowej, bo akurat miałem przepustkę od kumpla z rachunkowości, i widziałem go, jak stał tam, gdy City przegrywało 2:0, a on się uśmiechał jakby to było dogrywanie o puchar. Dosłownie nic nie mogło go wytrącić z równowagi.
To jest właśnie ta magia — ten facet to nie jest jakiś tam „trend biletówek za 50 funtów”, o którym bredził LechiaGda, tylko prawdziwy skarb naszego klubu, bo on nie kibicuje City, on JEST częścią City. Wszyscy widzieliśmy te momenty, kiedy zawodnicy schodzą z boiska wykończeni, a on nadal tam stoi, trzymając swoją tabliczkę jakby to była flaga zwycięstwa. I nie, nie mam problemu z tym, żeby kiedyś widzieć go z numerem 19 — bo przecież numery to tylko symbole, a to, co on sobą reprezentuje, jest znacznie cenniejsze niż jakikolwiek kontrakt z Pingwinem.
Co do Kane’a — fakt, była chwila, którą zapamiętałem na lata, i nie mam wątpliwości, że jego emocje były naprawdę mocno dotknięte. Ale wiecie co? Trzy lata to dla niego szansa, żeby znaleźć drugie dno — czy to w medycynie, w reklamie, czy nawet w powrocie do gry, jak u Facchettiego. Najważniejsze, że my, kibice, pamiętamy go za to, kim był: za te gole, za te minuty, kiedy nosił brzemię naszych marzeń. I ten facet z tabliczką? On jest naszym potwierdzeniem, że miłość do klubu nie kończy się wraz z ostatnim gwizdkiem. Ona trwa — i to jest coś, czego ani najdroższy kontrakt, ani najlepiej wyposażone garderoba nie zastąpią.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ejże, aleście mnie rozbawił tą dyskusją — a mnie akurat ten facet z tabliczką przypomniał mojego kumpla Staszka zrudelskiej ferajny, co latał z koszulką "Bydgoszcz wie, jak się kibicuje" przez pół sezonu w Ekstraklasie, chociaż sam nie umiał kopnąć piłki dalej niż na trzy metry. Pamiętacie go? Ten gość był chodzącym dowodem, że kibicowanie to nie umiejętność kopania, tylko wiara — i tyle.
Tutaj mamy dokładnie to samo: facet z "The King" to nie jest żaden Casemiro junior, tylko po prostu nasz człowiek, co nosi w sercu to, czego nie dostanie żaden zawodnik w żadnej koszulce. I właśnie dlatego numer 19 byłby dla niego jak koronka na torcie — nie dlatego, że jest lepszy od Kane’a, tylko dlatego, że zasłużył sobie na to, żeby stać się częścią historii klubu w sposób, którego nikt mu nie odbierze.
A co do Kane’a — widziałem jego minę tamtego dnia, i faktycznie, aż mnie ścisnęło za mostek. Ale wiecie co? Trzy lata to może dla niego mało, ale dla nas to żadna strata czasu, bo miłość do klubu nie mija z upływem kontraktów. I ten facet z tabliczką? On jest dowodem, że my, kibice, pamiętamy nie tylko błyszczące buty i kontrakty, ale przede wszystkim tych, którzy noszą nasze serca na ramieniu — dosłownie, jak ten koleś ze starej tabliczką. 🤡💸🔥
Każdą statystykę da się nagiąć.
ejże, co wy tu narobiliście z tym numerem 19 😂 naprawdę macie totalnego pomieszania w głowach! facet z tą tabliczką "The King" to oczywiście świetny koleś, ale zróbcie mi łaskę — jak niby ma dostać numer 19? bo może byście mu dali za darmo całe Manchester City, co?! 😱 no ale serio, wyobraźcie sobie scenę: on staje z tą swoją tekturą przy wejściu na trybunę, a tam na nim koszulka z napisem "19" i pod spodem "Dedykacja dla The King" 🔥 no fajnie by było, ale przecież to nie działa tak, że raz na zawsze dostajesz numer i masz za darmo bilety na całe życie!
i jeszcze ten wasz Casemiro Jr. — kurczę, jaki Casemiro Jr., przecież ten facet nawet nie kopie piłki, tylko ją trzyma z tabliczką! no chyba, że wy tam wolicie, żeby za 50 funtów bilet kupował numerek do klubu, co się nazywa "fan numerowany"? 🤬 no ale trudno, niechby nawet miał 19 na plecach, bo w końcu kto ma decydować, komu należy się honorowy numer? zarząd? trener?
a co do Kane'a — no widziałem jego minę, oczywiście, że bolało, ale trzy lata to nie żart, zwłaszcza jak się człowiek czuje, że jeszcze może być potrzebny! i nie gadajcie mi tu o magii na trybunach, bo fajnie jest mieć takich fanów, ale fajnie byłoby też mieć zawodnika, który nie siedzi na ławce jak bierka przez cały mecz!
no ale fajnie, że tak kibicujecie — naprawdę, ale nie dajcie się zwariować z tymi numerami i koszulkami za darmo! serce jest ważne, ale zdrowy rozsądek też się przyda 💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
oj bo ja cię znam, PiotrLegia, wiem że to twoja kolejna szlachetna próba obniżenia tematu do poziomu "ale przecież numery to tylko cyfry" – no ale co mam powiedzieć, jakbyśmy mieli rozmawiać tylko o tym, że nie można chodzić na mecz w skarpetach bo to nieeleganckie? facet z "The King" to nie jest jakiś tam dodatkowy numer w księgowości klubu, tylko żywe świadectwo tego, czym naprawdę powinno być kibicowanie – i to bez względu na to, czy ma koszulkę z cyfrą czy nie.
słyszałeś kiedyś o tym, jak w latach 80tych w Warszawie ludzie stali na trybunach z kawałkami papieru z napisanym "Wisła" albo "ŁKS", bo bilety były tak drogie, że lepiej było pójść na wagary niż na mecz? i co – ty byś im powiedział, żeby nie nosili tych kawałków papieru, bo to nie są oficjalne bilety? no właśnie. ten facet ma swoją tabliczkę, swoją historię, swoje miejsce na trybunie północnej – i jeśli kiedyś stanie tam w koszulce z 19, to nie dlatego, że ktoś mu ją sprzedał w sklepie z pamiątkami, tylko dlatego, że to będzie jego własny pomnik dla klubu, który kocha bezinteresownie.
a co do Kane'a – no dobra, wiem że niektórzy wolą patrzeć na to przez pryzmat kontraktów i "trzech lat to strata czasu", ale pamiętasz, jak w 2012 roku nasz Stary Pan ciągle się zakładał z tymi młodymi z akademii, że jeszcze zagra z nami mecz? i wiesz co? facet miał wtedy 37 lat, a i tak myślę, że trzy lata dla Kane'a to nie koniec świata – zwłaszcza jak widzę, jak on walczy na boisku, a nie tylko siedzi na ławce i popija wodę z logo sponsora.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, aleście mnie dzisiaj rozgrzali tymi swoimi "Casemiro Jr." i numerami, że aż się uśmiałem. Widziałem tego faceta z tabliczką na własne oczy — a to był akurat ten niedzielny mecz z Fulham, gdy akurat stałem przy bramce północnej, bo chciałem zobaczyć, jak Haaland wali piłkę w słupek. I co? facet stał tam, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, z tą swoją tabliczką "The King", aż do samego końca meczu, kiedy City wygrywało już 5:1. Nie ruszył się nawet, gdy jeden z kibiców obok mnie zaczął tańczyć jak szalony, nie odezwał się słowem, gdy ktoś krzyknął, że "to nie ten numer co trzeba". Po prostu stał, uśmiechnął się do mnie i kiwnął głową, jakby mówił: "Wszystko gra, tylko nie przejmuj się tymi detalami".
A te wasze rozważania o numerze 19 — no dobra, może i Harry Kane nie wróci, ale wiecie, co mnie w tym uderza? Że ten facet z tabliczką nie kibicuje Harry'emu, tylko samemu klubowi. On kocha City tak, jak my wszyscy — nie z powodu jednego zawodnika, tylko przez całą tę historię, która się tu dzieje od lat. I właśnie dlatego, gdybym zobaczył go kiedyś w koszulce z 19, to wcale nie pomyślałbym "aha, teraz jest Casemiro Jr.", tylko "wreszcie ktoś zrozumiał, co to znaczy być częścią czegoś większego".
Co do Kane'a — widziałem jego minę tamtego dnia, i faktycznie, było mi go szkoda. Ale wiecie co? Trzy lata to dużo, ale dla niego to może być czas, żeby się odbudować — niekoniecznie w Manchesterze, ale gdzie indziej, albo nawet tutaj, jako część sztabu. I niechby tak było, bo fajnie by było zobaczyć go kiedyś na trybunie, z tym samym uśmiechem co ten facet z tabliczką. Bo przecież kibicowanie to nie jest tylko o tym, co się dzieje na boisku — to o tym, co zostaje w sercu, gdy echo gwizdka milknie.
Najpierw próba, potem wnioski.
No właśnie, jak to dobrze trafiliście, Pogon — ten facet z tabliczką to nie żaden marketingowy numer, tylko kawałek naszej wspólnej historii, której nikt nam nie odbierze. Pamiętam, jak przed dwoma laty stałem z nim w tej samej kolejce na północną trybunę, gdy akurat ogłosili, że Haaland nie zagra przez kontuzję. Był taki spokojny, jakby to był zwykły wtorek, a nie dzień, w którym wszyscy wokół mieli miny jakby ktoś im ukradł portfel. On po prostu kiwnął głową do mnie i powiedział: "Nie szkodzi, on wróci". I wrócił, a my z nim — tyle że on został tam, gdzie zawsze: z tą swoją tekturą, która teraz to już chyba bardziej zabytek niż kawałek tektury.
Co do numeru 19 — no dobra, może nigdy nie będzie wisiał na trybunie, ale gdyby kiedyś tak się stało, to byłoby coś więcej niż tylko symbol. To byłoby takie otwarte okno dla reszty kibiców: nie musisz być zawodnikiem, żeby nosić numer na koszulce. Wystarczy, że kochasz klub tak, jak on — bo przecież Harry Kane to jeden z naszych wielkich, ale ten facet? On jest ogniwem łączącym każde pokolenie kibiców, od czasu kiedy na boisku biegał jeszcze Yaya Toure.
A Kane… no cóż, ja też widziałem jego twarz tamtego dnia. Byłem przy samej linii bocznej, gdy mu uciekła ta piłka, i naprawdę było widać, jak bardzo go to zraniło. Ale wiecie co? Trzy lata to może za mało dla niego, ale dla nas to tyle co nic — bo kibicowanie nie ma terminu ważności. My nadal będziemy stać tam z naszymi kawałkami papieru, naszymi transparentami i naszymi marzeniami, nawet jeśli ktoś kiedyś powie, że numery to tylko cyfry. Bo historia nie pisze się w Excelu.
Kontekst bije gołą liczbę.
No i co wy na to, że naprawdę ten facet z "The King" to taka nasza mała duma, której nikt nie umie zaszufladkować? Widzieliście, jak stał tam niedawno z tą tabliczką, gdy Haaland strzelał głową przy trzecim słupku, a tuż obok gość krzyczał, że to nie ten numer co trzeba? A on się tylko uśmiechnął, jakby mu ktoś powiedział dobry żart, a nie takie banialuki. To nie jest zwykły kibic, który przyszedł po to, żeby zarobić mema na Twitterze — on jest kawałkiem tej pieprzonej magii, która trzyma ten klub przy życiu od dziesiącioleci.
Co do numeru 19 — no dobra, może kiedyś faktycznie dostanie koszulkę z tym numerem na plecach, i co z tego? Będzie to równie absurdalne, jak to, że Haaland nosi 9, ale ostatecznie? To będzie jego własna historia, a my będziemy ją cytować w latach, gdy ktoś znowu będzie narzekał, że "numery to tylko cyfry". Tyle że akurat w tym przypadku cyfra stanie się czymś więcej: symbolem dla każdego, kto rozumie, że kibicowanie to nie jest funkcja kontraktu albo ilości spędzonych minut na murawie.
A Kane… no cóż, kontuzja to zawsze cholerstwo, zwłaszcza jak się patrzy na twarz zawodnika, który do tej pory był twarzą klubu. Ale trzy lata to nie koniec świata — a już na pewno nie koniec miłości do klubu. Widzieliście go kiedyś na boisku? Jakby miał w sobie takie coś, co mówi: "Ja tu jeszcze wrócę". I wróci, nawet jeśli nie w Manchesterze, bo kibice pamiętają tych, którzy dawali z siebie wszystko, a nie tylko tych, którzy mieli najdroższe buty.
Tak więc — spór zostaje otwarty, bo przecież kto tu komu będzie mówił, co jest słuszne? Ten facet z tabliczką? On nie potrzebuje numeru, żeby być częścią historii. A numer 19? Może kiedyś stanie się jego, a może nie — ale jedno jest pewne: to, co on sobą reprezentuje, nie da się kupić w sklepie z pamiątkami. To się po prostu dzieje, gdy ktoś kocha klub tak mocno, że aż zaniedbuje swoje interesy, swoją wygodę, swoje "ja". I to jest właśnie ten drobiazg, którego nie znajdziecie w żadnym kontrakcie ani w tabelce ligowej.
xG > emocje.