Boisko
13.09.2026, 08:33 Zaloguj Rejestracja
Arsenal

Ten zielony klejnot, co nigdy nie stracił swej chwały od Juego aż po Özil!

club pride Klub Arsenal Arsenal 5 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 19.08.2026 02:08 ·Zaktualizowano: 19.08.2026 22:59
PI Piast88 Nowicjusz · 254 postów 19.08.2026 02:08
pamiętam, jak w osiemdziesiątym siódmym stanąłem pierwszy raz na trybunie north bank przy highbury – ojciec wziął mnie na jakiś stary mecz z evertonem, ledwo sięgający mi do ramion, a taka fala wrzasku, gdy teppet przyszedł z piłką przy nodze… ale to nic, bo w dwa tysiące jeden, pamiętam, jak strzelił ten cholerny robert pires – nie ten na prawo, tylko ten lewy, co to biegał jakby na łyżwach. półfinał ligowego pucharu z liverpoolem, zeszli się wszyscy, stadion trząsł się, że myślałem, że dach poszybuje. a ten zawodnik – w koszulce numer jedenaście, sam niczym nieuzbrojony, a tu nagle w polu karnym podaje sobie piłkę między nogami dwójkę cholernych liverpoolowców i strzela jakby prosto z kalendarza marzeń. publiczność od razu wstała, wszyscy tak spontanicznie, że nawet nie wiedziałem, że umiem krzyczeć tak mocno. potem jeszcze, jak wbiegali się cieszyć, a on tylko się uśmiechał i rozkładał ręce… no cóż, tyle że to był jego ostatni strzał na wysokim poziomie, a my dostaliśmy ten jeden, mały ale strasznie piękny moment, coś co zostaje w głowie na zawsze. czasem, jak widzę nowych kibiców, co kibicują już za czasów artety i lukę, to im opowiadam o tamtych latach – że nie same mistrzostwa, są też te pojedyncze sekundy, które pamięta się bardziej niż całe sezony.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
BA BartekfanLecha1985 Nowicjusz · 68 postów 19.08.2026 03:32
Czarna kawusia w kubku plastikowym, co latając z Trybuny South tyle razy zalewała mi buty, a ja i tak nie mogłem oderwać oczu od boiska... Dokładnie tam stałem w dwa tysiące jeden, z tym samym kubkiem co Piast chyba, bo wszyscy mieli jakiś plastikowy, co się leje przy każdym uniesieniu ręki... 🔥 Aż tu nagle—PIRES!! Nogi same niosły mnie do przodu, kubek walnąłem o ławkę jak idiota, bo nie wiedziałem, że umiem latać bez skrzydeł... Te nogi, te dryblingi, jakby futbolówka była mu przyrośnięta, a ten strzał—BOŻE, JAKON GO WSTRZYMAŁ TAM, GDZIE NIGDY BYŚMY SIĘ GO NIE SPODZIEWALI!!! Stadion podniósł się jak jeden kibic, a mój kubek poleciał w powietrze, zalał dwóch facetów obok, a ja nawet nie poczułem tej chlapy—CAŁY BYŁEM W TYM GOLU... Półfinał, Liverpoolem, to była bitwa, ale ten moment? To nie był gol, to była PIERWSZA KLASSA w ludzkiej postaci, która urodziła się tylko raz, żebyśmy mogli jej potem wspominać przy kawkach i zakrapianych piwach... I te jego ręce—ROZŁOŻONE JAK KRZYŻ PAŃSKI—jakby mówił "no chłopaki, ja tylko wam pomogłem, ale wy macie teraz marzenie, które trzyma was przy tej drużynie"... Potem jeszcze, jak wbiegali się cieszyć, a on tam stał, opalony, uśmiechnięty, jakby właśnie wygrał los na loterii... A my? My dostaliśmy kawałek siebie na zawsze. I tyle... Dzisiaj, jak widzę, że ktoś pyta o stare czasy, od razu ciągniemy te zdjęcia w głowie—takie, co nie mają daty, tylko serce. ❤️💚
Arsenal stadion
Odpowiedz Cytuj
PO Pogon_1913 Nowicjusz · 357 postów 19.08.2026 05:28
no i teraz mnie nagle podkusiło, żeby opowiedzieć o tym meczu ligowego pucharu z milanem w dziewięćdziesiątym ósmym, bo tamten stadion był jeszcze bardziej niespokojny niż ten z liverpoolem, a tenzielci kibice wariowali tak, że odgłosy tłuczonego plastiku latały jak konfetti po trybunach... ja stałem wtedy na północnym rogu, tam gdzie teraz jest cyfrowy ekran, ale wtedy było tam tylu ludzi, że ledwo się ruszać dawało, bo każdy chciał mieć ten jeden cel: zobaczyć, jak ten obcasy grecki facet, jak go nazywali – no wiesz, ten napastnik z włoskim paszportem, zapomniałem jego nazwiska, ale ten styl, ten drybling, że aż się dech zapierało – wpadł w pole karne i trafił w róg tak mocno, że bramkarz nie zdążył nawet mrugnąć... stadion podskoczył tak, że sędziowie musieli przerwać grę na kilka minut, bo ludzie wbiegli na murawę, a ten zawodnik tylko machał do nas rękami, jakby chciał powiedzieć "spokojnie, chłopaki, to dla was, bierzcie to". i wiesz co? przez następne pół roku, jak szedłem ulicami londynu, to ciągle ktoś do mnie krzyczał z okna "wspomnijcie ten strzał!", a ja tylko śmiałem się i kiwałem głową, bo ten gol był taki... no wiesz, taki, który zostaje w sercu na zawsze, jakbyś dostał prezent od losu, którego nikt ci nigdy nie zabierze. i fajne jest to, że póki co nikt z młodych nie słyszał o tym meczu, a my, starych wyjadaczy, mamy w zanadrzu takie perełki, żeby im pokazać, że nie chodzi tylko o mistrzostwa, tylko o te sekundy, które sprawiają, że jesteśmy gotowi umierać dla tej drużyny no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 567 postów 19.08.2026 05:37
Akurat teraz, jak sięgam wzrokiem wstecz, widzę tamten Piresa na trybunie i nagle uświadamiam sobie, jak bardzo ta drużyna była... no, jakby bardziej *własna*. Wszyscy kibice znali tych zawodników osobiście – ich twarze, ich charaktery, ich idiosynkrazje. Wiedzieliśmy, że jak Barry wbiegnie zaatakować, to zaraz wróci spocony i bez tchu opowiadać kibicom co i jak, a Wenger znał każdego z nas po imieniu. Tamten zespół to był jakiś *żelazny róg* – nie boisko, a dom rodzinny, w którym każdy miał swoją rolę, swoją historię, swoje "wiem, co robię". Dzisiaj… cóż, dzisiejsza drużyna to jak dobry hotel – działa, usługi na poziomie, ale nie ma tego *domowego ciepła*. Nowi zawodnicy są świetni, nie przeczę, ale niektórzy to nawet nie wiedzą, kto to jest Charlie George albo "miś" Martinelli na luzie. Widziałem niedawno na stadionie, jak jakiś chłopak pytał, kto to jest Robert Pirès – i nie żartuję, myślałem, że lada moment spadnie mu szczęka od odpowiedzi "że to legenda". Tamten gol w 2001 to był nie tylko gol, to był *moment wspólnoty* – wszyscy kibice czuli się częścią czegoś większego, bo ten gol to był też nasz gol. Dzisiaj strzelają piękne gole, ale rzadko się zdarza, by kibice łapali się za ręce i krzyczeli "to było dla NAS", bo część z nich nawet nie wie, co to znaczy "czuć klub" jak własną kieszeń. I jeszcze jedno – tamten zespół miał duszę ulicy. Niby wszyscy mówili, że Wenger jest "francuskim szaleńcem", ale jego wizja była taka, że zdołał wtopić się w londyński klimat. Teraz mamy "międzynarodową rodzinę", która gra świetnie, ale… czy ktoś zapamięta kiedyś, jak Arteta wbiegł na murawę z koszulką wymalowaną numerem kibica? Tamten Arsenal to był klub *dla ludzi*, dzisiejszy to biznes – efektywny, ale trochę anonimowy. I nie chodzi o to, że teraz jest źle – po prostu *inaczej*. A ten Pires… kiedyś wiedzieliśmy, że jak zagra, to stanie się coś magicznego. Dzisiaj możemy mieć pewność, że zagra świetnie, ale czy stanie się *coś więcej*? Tego już nie wiem. Może to kwestia czasu, może młodzi kibice dorosną i odkryją nowe legendy… ale póki co, ten gol z 2001 to wciąż jest to jedno zdjęcie w albumie, które otwieram najczęściej. Bo tamten moment to był *nasz* moment – nie dziennikarski, nie medialny, tylko prawdziwy, taki, który zostaje w sercu na zawsze. I na dobrą sprawę, nikt nam go nie odbierze. ⚽💚
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
KU Kuba_Ultras Nowicjusz · 96 postów 19.08.2026 22:59
Ej, kurde, a ja akurat w dwa tysiące jeden miałem ten zaszczyt siedzieć w pubie na King’s Cross, jakby coś, bo nie było biletów na mecz, no ale dzięki tacie jednego kolegi, który pracował na stadionie, załatwiłem sobie wejście przez zaplecze—miałem osiemnaście lat, byłem pijany na mlecznym, i kurwa, wchodzę na trybunę północną, a tam… wszystkie kubki latają w powietrzu, bo nagle wszyscy rzucili je w niebo, jakby ktoś puścił fajerwerki nad stadionem! 🔥 A ja tam stałem z tym swoim kubkiem, co mi go matka wcisnęła do ręki na drogę, kompletnie nie rozumiejąc co się dzieje—aż tu nagle słyszę "PIRES WSTRZYMAŁ GO W GŁOWIE BRAMKARZA ALBO CO?!" i widzę, jak ten gość wbija piłkę tak mocno, że aż sędzia podskakuje z wrażenia. No to ja, myśląc, że to jakiś żart, wylałem resztę mojego mlecznego na faceta obok, a on na to tylko "kurwa, włóż se koszulkę do portfela, bo jutro cię tu nie będzie!" i dalej tańczył jak opętany. Potem dowiedziałem się, że mój kubek latał nad Trybuną Południową, a ja przez tydzień chodziłem z plamą mleka na koszulce i uśmiechem szerokim jak Tamiza—i do dzisiaj mam ten kubek, teraz stoi w szafce z napisem "2001. Pires. Wyspiarze. Mojżesz (ten co mleko wylał)". Czasem, jak jestem na trybunie i widzę nowego kibica, który pyta "kto to był ten Pires?", to mu pokazuję kubek i mówię "to twoja kolej, żeby dostać swoją chwilę, chłopie". Bo ten gol to nie był gol, to był *przepis na to, jak się kocha Arsenal*—i ten kubek jest dowodem, że nawet najgłupsze decyzje w pijackim szaleństwie mogą się stać legendą. 🤣💚
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.