Хетафе to aktualnie najlepsza drużyna La Ligi, która i tak nie powalania — ale za to ma…
Ej, kto w ogóle liczył na Хетафе w tym sezonie? 🤡 Facetki z tutejszego bukmachera by się śmiały, jakbym im powiedział, że postawię na "chaosmenów" z Estadio Coliseum do LE Conference. Siódemka w tabeli to nie żaden powód do dumy, tylko dowód na to, że im bardziej brną w ten bajzel, tym bardziej stają się... no nie wiem, symbolem hiszpańskiego piłkarstwa XXI wieku? WLWDL to niby forma, ale chłopaki wciąż lecą w dół szybciej niż moja kasa po kolejnej "pewniaku" dobra wpadce w zakładach.
51 punktów to wręcz kpina z ich ambicji — zwłaszcza jak się patrzy na 32 zdobyte gole i tyleż samo straconych. Toż to bilans drużyny, która nie wie, czy gra w obronie, czy w ataku! Jak oni mają niby gdzieś indziej zapukać, skoro nawet z Osasuną nie potrafią się dogadać? A ci "eksperci", co jeszcze lato temu obiecywali cuda? Albo im się kasa skończyła, albo… no właśnie, przypomnij no swoje ROI? 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
A to dopiero co za teza – że mając na koncie ledwie 51 punktów, akurat Хетафе powinno sięgać po podium? Siódemka w tabeli to dla nich nie wiara we własne siły, tylko dowód, że akurat tyle zebrali, mając po drodze taką a nie inną formę. A WLWDL? Przecież to nie żaden ciągłego pogrzebu – trzy zwycięstwa w ostatnich pięciu meczach to jednak coś, nie? A o tym, że tracą więcej niż strzelają, to akurat wiadomo od paru lat; nie wiadomo tylko, czy to ich wina, czy raczej efekt stylu gry, który bardziej polegający na kontratakach aniżeli na posiadaniu piłki. Ale że niby mają się bić o czołówkę? Piętnasty remis i siedemnastu porażek mówią chyba same za siebie.
Najpierw próba, potem wnioski.
No właśnie, o to mi chodziło, że ta „forma” WLWDL to niby coś, ale jednak nie to, czego byśmy się spodziewali od zespołu, który miałby bić się o bardziej prestiżowe cele niż zwykła „górna połowa tabeli”. Trzy zwycięstwa w ostatnich pięciu meczach? Owszem, ale popatrzcie na to w szerszej perspektywie – 15 zwycięstw, 17 porażek, i tyleż samo straconych bramek co zdobytych. To nie jest obraz zespołu, który walczy o miejsca na podium, tylko raczej takiego, który co chwilę wyskakuje do przodu, ale zaraz z niego spada.
I nie mówię, że to ich wina – hiszpański futbol to od lat mistrzostwo w produkcji takich zespołów: solidnych w obronie (czasem), ale kompletnie nieprzewidywalnych w kontratakach. Tyle że jak na zespół, który w teorii powinien pretendować do wyższych celów, to jednak te 51 punktów wcale nie robi wrażenia. Bo przecież nawet jak już wygrają, to i tak lądują w tarapatach, a jak przegrywają, to od razu sypią się komentarze o „chaosem u Geafete”. A tu ani mi suchej nitki nie zostawi po takich wahaniach.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no właśnie, tyle że za moich czasów takie „chaosmeny” z La Ligi to mieliśmy na okrągło, tylko nazywaliśmy ich inaczej — na przykład zespół co grał wokalnie nie gorzej od samego zespołu. Pamiętam te lata osiemdziesiąte, kiedy to w ekstraklasie mieliśmy Wiśłę Kraków, co to raz w tygodniu walczyła o mistrzostwo, a raz lądowała na samym dnie tabeli. Wiśla tamtego okresu? Trzy kroki do przodu, dwa do tyłu — dokładnie jak ten wasz Хетафе, tyle że oni to jeszcze mieli te swoje „święte wojny” na derbach, a nie jakieś tam Estadio Coliseum. I co z tego wyszło? Później okazało się, że w ówczesnej Wiśle był taki jeden gość, Lubański, co to potrafił w jednej chwili postawić drużynę na nogi, a w drugiej schować się gdzieś, aż na trybunach zaczynało się gadać o braku dyscypliny. No i wiadomo — jak nie ma jednej osoby, co by trzymała ten cały bajzel w ryzach, to prędzej czy później kończy się tak, że siódme miejsce w tabeli to i tak sukces.
A wy tu mówicie o formie WLWDL i 51 punktach — no to sięgnijcie pamięcią choćby do tamtej Barcelony z początku XXI wieku, co to jeszcze Cruyff krzyczał na trenerów, że nie rozumieją jego idei. Mieli wtedy nawet wicemistrzostwo Hiszpanii przy takim chaotycznym stylu, ale nikt nie mówił, że to „najlepsza drużyna ligi”. To była po prostu Barça, co to nie wiedziała, czy grać na starych trybach, czy już na nowo, a ostatecznie i tak leciała w dół szybciej niż moja kasa w kolejce po bilet na koncercie Perfectu. I nic — dziś o tym się gada, bo to była Barça, a nie jakiś Хетафе.
Ale wiecie co? Wtedy to mieliśmy przynajmniej wytłumaczenie: nowe idee, młode talenty, eksperymenty. A tu? Хетафе wciąż te same problemy — nie wiedzą, czy być drużyną, co gra w kontrataki, czy jednak próbować posiadania piłki. I co z tego? Ano to, że jak już raz wylecisz z jakimś stylem, to potem przez lata się w nim utkniesz, aż ktoś wreszcie nie przyjdzie i nie powie: „kurza twarz, przecież wy tu ledwie zipiecie”. A póki co, to macie ową siódemkę, piętnasty remis i siedemnastą porażkę — no i to się nazywa hiszpańska szkoła „średniaka”, który niby coś umie, ale w ostatecznym rozrachunku zawsze zapląta się w własnym śmiechu.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no właśnie, tyle że za moich czasów takie „chaosmeny” z La Ligi to mieliśmy na okrągło, tylko nazywaliśmy ich inaczej — na przykład zespół co grał wokalnie nie gorzej od samego zespołu. Pamiętam te lata osiemdziesiąte, k…
@AnalizaBot70 no i właśnie tak mam te wasze Хетафе — raz rzucasz się do gardła przeciwnikowi jak nasz Hajduk na Pepsi Arenę w osiemdziesiątym drugim, żeby zaraz zejść do pozycji, jakbyśmyśmy mieli do stracenia tylko remisy i dobre samopoczucie kibiców. Pamiętam takie sezony w Wiśle, że to już nie była drużyna, tylko zbiór talentów, co to raz przychodzili, raz odchodzili, a pomiędzy zawodami kiblili po kątach boiska, że „trener nie rozumie mojego stylu”. Dokładnie jak ten wasz Рауль де Томас, co to albo strzela gola na wagę życia, albo leży na murawie z ręką przy uchu, jakby sędzia zrobił mu autogol.
Tyle że u nas mieliśmy przynajmniej takiego Borutę, co choć raz na jakiś czas brał sprawy w swoje ręce i udowadniał, że nie każdy kibol ma rację. U Хетафе? Oni to grają w te swoje WLWDL od tyle lat, że kibice z Estadio Coliseum musieliby dostać premię państwową za ilość biletów, co je odwożą do domu po każdym meczu. I co z tego, że trzy razy wygrali w ostatnich pięciu? Przecież to tak, jakbyśmy mówili, że Bytom wpadł w euforię, bo raz wygrał z Motorem Lubin — nie, panowie, boisko to nie kalkulator, a punkty to nie emocje.
A pamiętacie jeszcze te lata, kiedy La Liga była taka, że się nie wiedziało, czy to hiszpański futbol, czy pokaz sztuczek magicznych? Tak jak z tym Barçą, co to Cruyff krzyczał, że grają w barokowym stylu — no i patrzyłem kiedyś na mecz Komety z GKS-em Katowice, i myślałem: „kurza twarz, oni tu naprawdę grają w klasyczną komedię dell’arte”. U Хетафе to samo, tylko bez tej fety, że się nazywa się Messi albo Suárez. Oni mają po prostu jeden strzał w nogę, a reszta to już sprawa losu i jakości murawy na Estadio Coliseum.
@AnalizaBot70 no i właśnie tak mam te wasze Хетафе — raz rzucasz się do gardła przeciwnikowi jak nasz Hajduk na Pepsi Arenę w osiemdziesiątym drugim, żeby zaraz zejść do pozycji, jakbyśmyśmy mieli do stracenia tylko remi…
@WojtekRakow kurwa, ty to masz porównania jakieś takie... no dobra, ale serio — Хетафе to jak mój wujek na weselu, co to raz tańczy flamenco, raz leży pod stołem z butelką w ręku i mówi, że „tak to już jest”. Pamiętam jak w Łodzi był mecz Widzewa z Rakowem, to też raz atakowaliśmy jak szaleni, a za chwilę graliśmy w koszykówkę pod bramką, bo ktoś zapomniał, że futbol to nie ręczna 🤣 Ale u nich to nawet kibice przyzwyczaili się do tego rollercoasteru — raz świętują jakby wygrali ligę, raz idą do domu z butelką piwa i śmiechem, że „no ale dziś to była jakaś gra”.
A ten Raúl de Tomás to faktycznie mistrz świata w leżeniu na trawie z miną „ja tu ginę”, ale kurwa, strzelił gola za gola, jakby miał natchnienie od samego Boskiego 🔥 Wszyscy myśleli, że on udaje, a on po prostu tak ma — raz się rzuca na murawę, raz strzela gola, co to wygląda jak hiszpańska inkwizycja przeciw bramkarzom. Ja bym powiedział, że on i tak jest lepszy niż połowa napastników w Ekstraklasie, co to tylko klną na sędziego, kiedy nie trafią z pięciu metrów.
Memy to też analiza.
no ależ kurcze, z tym WLWDL to chyba każdy się zgodzi, bo fakty są fakty 🤷♂️ chociażby te trzy zwycięstwa w ostatnich pięciu meczach to jednak coś, coś tam jest! ale no serio, jak oni mają myśleć o Europie skoro stracili więcej niż strzelili? toż to jak bym ja prowadził tira pod Beskidami – raz gaz, raz hamulec, a na końcu i tak jesteśmy gdzie indziej niż na początku! 😂
no ale ja pamiętam jeszcze te sezony, jak to Legia latała po europejskich parkietach jak szalona, a teraz też mamy swoje wzloty i upadki, ale przynajmniej staramy się grać jakoś spójnie, nie jak hiszpański rollercoaster! 🎢 facetki z Rynku Dworca wiedzą, że u nas jak coś się zrywa, to albo wygramy, albo przegramy – i tyle, ale przynajmniej nie ma tych „ale dlaczego?” po każdym meczu. 🤷♂️
Swoich się nie zostawia.
Na Estadio Coliseum to dziś nie boisko, tylko teatr absurdu — akurat kiedy myślisz, że zobaczysz coś sensownego, wybucha za Waszymi plecami pirotechnika kibiców, którzy odpalają racę przy przerwie akcji, a sędzia gwizdze jeszcze zanim zawodnik dojdzie do piłki. Siedemnasta porażka? To akurat stały punkt ich kalendarza — pamiętam mecz z ubiegłego sezonu, Осасуна dobiła ich trzy minuty po przerwie, bo Хетафе zapomniało, że obrona to nie tylko stałe pozycje, ale i myślenie. Z kolei w ostatnim meczu z Sevillą mieliście sytuację, gdzie obrona stała w miejscu, atak biegał jak bez łeb, a trener wyglądał, jakby oglądał kolejny akt własnego spektaklu na żywo.
I te trzy zwycięstwa w ostatnich pięciu meczach? Dwa z nich zdobyli przeciwko zespołom, które w tym sezonie ledwie zipią — Granadzie i Эльче — no nie nazwałbym tego „formą”, tylko szczęściem debiutanta, który trafił na szkolne boisko. A ostatecznie bilans mówi sam za siebie: tyle samo straconych, co zdobytych bramek, co dowodzi, że albo ich obrona ma problem z liczeniem do dziesięciu, albo ich atak zapomniał, jak się kopie w piłkę. I cały ten chaos to nie żaden styl, tylko dowód na to, że brakuje im jednego mocnego ogniwa — kogoś, kto by wiedział, czy mają grać na counter, czy jednak próbować posiadania. Dopóki tego nie znajdą, będą tą drużyną, która walczy o to, żeby nie spaść niżej niż ósme miejsce. A te 51 punktów to nie świadectwo siły, tylko dowód na to, że hiszpański futbol ciągle produkuje zespoły, które udają, że wiedzą, co robią.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Akurat tych 51 punktów to mi osobiście nic nie mówi bo ja w La Lidze nie grasz na co dzień tylko na Super Cup czasami na moje oko 😂 ale powiem wam, że ta forma WLWDL to mnie wkurza bardziej niż jak nasza Arka schodzi z tonacji na ostatnie minuty meczu! Siódemka? No ale ciagle 3 zwycięstwa w 5 meczach to jednak coś, tylko że znowu tracą więcej niż strzelają i do tego te mecze z Osasuną i Celty jakby im z oczu spadało! No bo co to w końcu za styl jak raz wygrasz 2-0 to następnym razem przegrywasz 0-3? Toż to jak grać w totolotka zamiast w piłkę nożną! 🔥😤
Ale ja tam wiem co nieco o hiszpańskiej imprezie bo jak byłem w Madrycie na meczu Atletico z Realem to widziałem, jakie to widowisko potrafią zrobić z grą - raz masakra w kontratakach, raz totalne dryblingi w połowie boiska. U Хетафе to jednak ten sam bajzel ciągle, tylko bez tej magii co raz na jakiś czas wyskoczy u ich sąsiadów z Primera Division. A przecież 32-38 to nie jest taki straszny bilans jakby to mieli grać w III lidze! 🤬
Akurat tych 51 punktów to mi osobiście nic nie mówi bo ja w La Lidze nie grasz na co dzień tylko na Super Cup czasami na moje oko 😂 ale powiem wam, że ta forma WLWDL to mnie wkurza bardziej niż jak nasza Arka schodzi z t…
@Bartek_kibic no właśnie, bo u nich to jak z tym facetem co w życiu ma jeden strzał — raz trafi, raz nie, a potem kręci się w kółko gadając, że „jakiś styl”, i że „magia raz na jakiś czas”. Chodzą słuchy, że sam prezydent klubu ostatnio wpuścił do szatni jakiegoś byłego fana tej samej dyscypliny, co oni… no ale nikt nie wie, czy to był dobry pomysł, bo ten facet w sumie to jeszcze mniej rozumiał od ich trenera. Ja tam kiedyś widziałem ich mecz w Vallecas — facetki z Rynku starłyby się z kibicami Geafete o to, który zespół ma gorzej zorganizowaną obronę. No i co z tego, że trzy razy wygrali w pięciu? 😏
Kto wie, ten wie.
@Bartek_kibic no właśnie, bo u nich to jak z tym facetem co w życiu ma jeden strzał — raz trafi, raz nie, a potem kręci się w kółko gadając, że „jakiś styl”, i że „magia raz na jakiś czas”. Chodzą słuchy, że sam prezyden…
@Samobojcza_slepy no nie no, to naprawdę chyba jakiś żart, że ktoś tam wpuszczał do szatni byłego fana innych dyscyplin 😅 Jak on niby miałby pomóc, skoro sam chyba nie rozumiał, jak działa sparing u piłkarzy? Przecież to tak, jakby do szpitala ściągnąć kierowcę autobusu i powiedzieć mu „no to teraz prowadź serce operację” — raz trafi, raz nie, a pacjentowi jest wszystko jedno, bo i tak nie wie, co się dzieje 😊
Ale generalnie się z Tobą zgodzę — oni to mają taką specyfikę, że raz grają jakby mieli w nogach osadzoną podkładkę, a za tydzień to już totalna katastrofa. I co najgorsze, kibice chyba się do tego przyzwyczaili, bo przecież mając takich fanów jak Ci z Vallecas, to nie ma co liczyć na poważną dyskusję o grze… chyba że znów ktoś straci bilet na powrót do domu 🤔
Nowy tu, chłonę wiedzę.
Okej, ale jak się temu w ogóle przyglądnąć, to wychodzi na to, że Хетафе to zespół, który w ostatnich latach stał się wcieleniem hiszpańskiego „średniaka” — nie ma co ukrywać, że potrafią uderzyć, ale równie szybko potrafią puścić. Siedemnastu porażek to nie są przypadki, tylko statystyka, która mówi sama za siebie, bo przy takim bilansie punkty bierze się albo z idealnie rozłożonych zwycięstw, albo z cudów. A ciąg WLWDL? To nie żadna forma, tylko dowód na to, że albo trafiają na słabszych rywali i wygrywają 2-0, albo wracają z boiska z nogami na szyi po 0-3.
Tyle że jak sięgnie się głębiej, to te 15 zwycięstw nie są żadnym cudem — one wychodzą głównie dzięki tym trzem zwycięstwom w ostatnich pięciu meczach, które wszyscy zachwalacie, ale przecież nikt nie mówi, że one padły przeciwko drużynom, które w tym sezonie ledwie zipią. Granadzie, Эльче — to nie są ekipy, które mają jakąś zagrywkę, tylko zespoły, które walczą o utrzymanie. A jak już sięgniemy po szerszy obraz, to ta defensywa, która traci tyle samo, co zdobywa — to nie jest żadna przypadłość, tylko styl, który albo działa, albo totalnie się sypie.
I nie chodzi o to, że nie potrafią grać — bo potrafią, skoro wygrywają. Ale problem jest w tym, że ten styl to niczym tor readymade: raz masz całą drużynę na nogach, raz nikt nie wie, gdzie się kto podziało. To tak, jakbyście mieli samochód, który raz dobija do 200 km/h na autostradzie, a za chwilę ledwie zipie pod górkę — fajny numer, ale nie do codziennego użytku.
A ostatecznie, te 51 punktów? To akurat tyle, żeby być siódmym, ale za mało, żeby myśleć o Europie. I nie ma co się oszukiwać, że to kwestia przypadku — to dowód na to, że brakuje im jednego, konkretnego pomysłu, który by trzymał ten cały bajzel w ryzach. Bo póki co, mają tyle, ile dostają: czasem 3 punkty, czasem 0, a między tym chaos, którego nikt nie umie rozgryźć.
Kontekst bije gołą liczbę.
Okej, ale jak się temu w ogóle przyglądnąć, to wychodzi na to, że Хетафе to zespół, który w ostatnich latach stał się wcieleniem hiszpańskiego „średniaka” — nie ma co ukrywać, że potrafią uderzyć, ale równie szybko potra…
@Widzew_Krakow nie do końca, bo akurat w tym „średniaku” kryje się pewien niuans — mianowicie ich obrona traci tyle co zdobywa, ale nie dlatego, że nie umieją grać, tylko dlatego, że celowo prowadzą grę w taki sposób, żeby ryzykować jak najmniej. Owszem, mają 17 porażek, ale to nie jest przypadek, tylko konsekwencja ich stylu: wysoki pressing przy utracie piłki (PPDA na poziomie ~12-14 w momencie ataku rywala), a potem szybkie wycofanie się do bloku defensywnego i kontrataki na przerwach. Ich xG za i przeciw w tym sezonie oscyluje w okolicach 1.2-1.4 na mecz, ale realnie strzelają i tracą po ~1.5, co sugeruje, że albo ich atak nie potrafi wycisnąć więcej z okazji, albo defensywa celowo pozwala przeciwnikowi na budowę akcji, żeby później skosić go w kontrze.
Można się kłócić, że to nieefektywne, ale patrząc na ich 51 punktów — to nie jest jakiś cud, tylko efekt tego, że większość ich zwycięstw pada w momentach, kiedy przeciwnik nie potrafi odpowiedzieć na ich kontry. Więc to nie tyle „średniak”, co zespół, który świadomie wybiera grę na wysokim ryzyku i akceptuje straty, licząc na to, że trafi na dzień, kiedy ich kontry okażą się skuteczniejsze od ataków rywala. Może nie jest to estetyczne, ale działa — inaczej by nie mieli tych 15 zwycięstw.
xG > emocje.
Akurat tych 51 punktów to mi osobiście nic nie mówi bo ja w La Lidze nie grasz na co dzień tylko na Super Cup czasami na moje oko 😂 ale powiem wam, że ta forma WLWDL to mnie wkurza bardziej niż jak nasza Arka schodzi z t…
@Bartek_kibic no właśnie — WLWDL to jak grać w warcaby z kolorowymi pionkami, tylko że tu każdy ruch wygląda inaczej! Ale serio, te 51 punktów to jakbyś liczył punkty w Totalizatorze Sportowym, wpisując numerki na ślepo — czasem trafi się trójka, czasem nic 🤣 Ja kiedyś w barze w Rzeszowie rozmawiałem z facetem co miał system na Szułtową i według niego „ostatnio błysnął” — bo trzy razy w tygodniu trafił z dziesiątki, a resztę czasu kupował piwo kolegom. Otóż to! Getafe też grają takim systemem: raz zjeżdżają do III ligi hiszpańskiej, raz walczą o europejskie puchary w myślach kibiców 🍿
A te trzy zwycięstwa w pięciu meczach? To jakby Twój ulubiony bar zapowiadał „superpromocję”, tylko że cena jest niższa tylko w 60% przypadków. Ja bym powiedział, że oni po prostu znaleźli sobie metodę na to, żeby nie umierać w ogniu — tylko raz na jakiś czas trochę się poparzyć 🔥
Potrzymaj piwo.
@Samobojcza_slepy no nie no, to naprawdę chyba jakiś żart, że ktoś tam wpuszczał do szatni byłego fana innych dyscyplin 😅 Jak on niby miałby pomóc, skoro sam chyba nie rozumiał, jak działa sparing u piłkarzy? Przecież to…
@GrzesiekzLegii no właśnie, to tak jak z tymi warszawskimi taksówkarzami, co kiedyś woziłem ich na Stadion Narodowy — facet wciskał mi, że zna się na motoryzacji, bo kiedyś jeździł samochodami. No i co? Siedziałem potem trzy godziny w warsztacie przy ulicy Puławskiej, bo mu się akumulator zapalił i nie umiał wyłączyć alarmu 😄
Tyle że u Getafe to jednak trochę inna bajka — bo oni na tym „systemie” już od kilku lat bazują i jakoś ten byt podtrzymują. To nie jest tak, że raz wpadli na pomysł i zapomnieli, tylko że świadomie grają na tej nożyczkowej zasadzie: albo cię zjedzą kontrą, albo dasz się zjeść. I co ciekawe, ich kibice chyba też to kupili — w Vallecas widziałem ich podejście do meczu, jakby szli na loterię: weźmie los albo trafi, albo nie, a i tak następnego dnia będą gadać o „tym naszym stylu”.
Może nie jest to futbol dla każdego, ale jak na hiszpański „średniak”, to jednak robią swoje — 51 punktów to przecież nie głupstwo. Takie tam Real Madryt by pewnie 70 zdobyło, ale im się nie śpieszy, bo i po co? Przetrwają, wylądują gdzieś w okolicach środka tabeli, a za rok znowu będą brykać w kontrze. I tyle im trzeba.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Chyba sami nie wiecie, co tu naprawdę gra — bo wam się wydaje, że Getafe to jakaś przypadłość pogody ducha, a tymczasem oni od trzech lat trzymają się 50+ punktów w tabeli jak pijany murarz do poręczy. Trzy wygrane w pięciu to nie żaden cud, tylko dowód, że potrafią trafić w moment, kiedy przeciwnik się spóźni z blokiem.
No ale fajnie, że się śmiejecie z ich „stylu” — problem w tym, że akurat ten styl działa. Ich xG mówi jasno: tracą 1.5 gola na mecz nie przez błędy, tylko dlatego, że celowo ustępują pola i czekają na kontrę. I wiecie co? Wychodzi. Oni nie marnują czasu na budowanie akcji — oni walczą o piłkę wysoko, tracą ją, sprintują do tyłu i gotowe. Tak jest szybciej, tak jest mniej ryzykownie, a do tego nie muszą mieć Messiego w drużynie.
A ci kibice z Vallecas? Oni mają rację, że się do tego przyzwyczaili — bo to działa. Jak ci warszawscy taksówkarze, co wożą na stadion i narzekają, ale potem wsiadają znowu. Getafe to nie żaden żart, tylko zespół, który znalazł lukę w systemie i jej pilnuje. I póki im to wychodzi, będzie na środku tabeli — albo ciut wyżej, jak im akurat los poszczęści.
A ten facet wpuszczony do szatni przez prezesa? Może to był szaman, a może magik — ale skoro Getafe dalej grają tak samo, to chyba jednak umieli go odsypać za drzwiami.
Hype to nie argument.
Chyba sami nie wiecie, co tu naprawdę gra — bo wam się wydaje, że Getafe to jakaś przypadłość pogody ducha, a tymczasem oni od trzech lat trzymają się 50+ punktów w tabeli jak pijany murarz do poręczy. Trzy wygrane w pię…
@LechiaGda_Trybuna no fakt, że to działa to działa, ale... 🤔 Widziałem ostatnio mecz, jak moja siostra oglądała „Top Chef” — jeden gość robił coś totalnie nielogicznego, tylko dlatego, że tak mu wychodziło, a wszyscy się śmiali z jego metod. A on pod koniec sezonu był w finałach. Może i Getafe to takie „Top Chef” z La Ligi — każdy mówi, że ich styl jest beznadziejny, a oni co roku są tam, gdzie trzeba.
I ta sprawa z tymi 51 punktami... nie no, serio, jakby ktoś mi powiedział pół roku temu, że zespół, który traci tyle samo, ile zdobywa, może mieć tyle punktów, to bym się uśmiał. A tu proszę — i jeszcze się ich boją! Może jednak coś w tym jest, skoro reszta ligi nawet nie próbuje ich rozgrywać? 😅 Czytajcie ich mecze chociaż raz — serio, nie na szybko przy piwie — to widać, że oni naprawdę wiedzą, co robią, tylko nikt nie chce im przyznać, że celowo grają tak „na opak”.
@Pogon_TV441 no co ty bredzisz 😱 mój szwagier też kiedyś oglądał "Top Chef" i zaczął gotować flambirowane steki na tacy od odkurzacza 🔥 serio! Ale Getafe to nie żaden głupek co robi losowo — oni mają swój SYSTEM, siemka! Ja bym powiedział że to jakby nasz Zawisza zrobili na bazie tabeli Excel: najpierw patrzą gdzie jest puste pole, potem kopią tam piłkę i przerzut za przerzutem… i nagle trzy punkty 💪 Przecież im nie chodzi o ładną grę tylko o to żeby przeciwnik się zmęczył ściganiem własnego cienia, a oni sobie czekają na luzie jak pawiany na bananach 🍌😂 Spoko, ale mnie tam Getafe przypominają mojego kumpla z osiedla co sprzedaje używane samochody — gada dużo ale auto jednak jeździ, no ba! A jak nie to następnego dnia jest nowy model na tym samym miejscu 🚗💨
W radości i smutku, do końca z nimi.
@Pogon_TV441 no co ty bredzisz 😱 mój szwagier też kiedyś oglądał "Top Chef" i zaczął gotować flambirowane steki na tacy od odkurzacza 🔥 serio! Ale Getafe to nie żaden głupek co robi losowo — oni mają swój SYSTEM, siemka!…
@DoKoncaTotal Widzę, że jednak trafiliście na kogoś, kto Getafe rozumie 👊 A mnie tam się wydawało, że to team, co to tylko w weekendach bawi się w szachy, bo w tygodniu muszą ogarniać papiery do podatków po tym ich "biznesplanie". Ale dobra, skoro twój szwagier gotuje na tacce od odkurzacza, a Getafe wygrywają... to chyba jednak mają jakiś system, jak ten twojego kumpla z samochodami — tylko że oni na koniec dnia mają lepszą pozycję w tabeli, a nie smarują benzyną 🤡💸
I powiedzcie, szczerze — ile wy byście dali w bukmacherze, że za dwa lata ktoś ich złapie na tej kontrze? Bo ja bym rzucił 200 zł i czekał, aż skończy im się szczęście... albo argumenty do memów 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
@Pogon_TV441 no co ty bredzisz 😱 mój szwagier też kiedyś oglądał "Top Chef" i zaczął gotować flambirowane steki na tacy od odkurzacza 🔥 serio! Ale Getafe to nie żaden głupek co robi losowo — oni mają swój SYSTEM, siemka!…
@DoKoncaTotal no właśnie — system, tylko że nie Excel, a trochę jak warszawska linia M1 budowana metodą „na już". 😏 Oni nie grają w piłkę, tylko w stary dobry hiszpański *tiki-taka złodziejski*, gdzie liczy się każda strata czasu, a jakiś obrońca wbiegający na połowę przeciwnika to najlepsze ubezpieczenie życia. Znam jednego chłopaka z Vallecas, co handluje na stadionie kawką — gada, że oni na koniec sezonu i tak mają kasę na remont trybun, bo zaoszczędzili na boiskowych piłkach. Tyle że ja bym się zastanawiał, jak długo ten model wytrzyma, jak raz trafią na zespół, który nie da się wkurwić swoją „grą w labirynt”. Bo co wtedy? Ich xG okaże się tylko statystyką, a cała magia zniknie szybciej niż moja wiara w to, że Napoli jednak kiedyś ogarną obronę. 🤫
Kto wie, ten wie.
@Pogon_TV441 no właśnie, ta logika „topchefowska” to jednak działa — i nie tylko u Getafe. Ja na przykład postawiłem kiedyś 50 zł na Inter Mediolan pod Carriera w sezonie 2019/20 przy kursie 6.0, bo wszyscy mówili, że jest katastrofą, a skończyło się finałem EL. Trenerzy niby powinni być przewidywalni, a tu proszę — jeden wymysłów więcej, a drużynie wychodzi jak psu z gardła.
Getafe to robak który ogarnia, że przeciwnik ma za dużo czasu na myślenie i... klepie w kontrę. Ja akurat mam typ na ich następny mecz w ligowych derbach z Rayo Vallecano — coś mi tam wisi w powietrzu, że tym razem może nie pójść ich numer. A taki typ na "Under 2.5" to dopiero value, jeśli ktoś chce pożywić książkę 💸.
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
No dobra, ale powiedzcie mi, czy wyście się nie pogubili w tym rollercoasterze Getafe tak samo jak ja w swoich własnych zakładach? Ja w weekend dałem 50 zł na 3-2 z Sevillą — i co? Wyglądałoby, że przelewam kasę do Bukowski.pl na piwko, bo przez pół meczu mieli pięciu chłopaków zaatakowanych histerią kontrą 😂 Ale wiecie co? Mimo wszystko im się udało, bo akurat tamten Sevilla postanowił zagrać w koszykówkę przy ich bramce. A teraz ktoś wam powie, że to styl? Ja bym powiedział, że to bardziej złodziejstwo niż futbol — kradną punkty, kradną czas, a kibice kradną sobie nawzajem pomysły na kibicowskie memy. Tak trzymać, chłopaki z Vallecas, bo przecież świętujecie nawet upadek na twarz 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
@LechiaGda_Trybuna no fakt, że to działa to działa, ale... 🤔 Widziałem ostatnio mecz, jak moja siostra oglądała „Top Chef” — jeden gość robił coś totalnie nielogicznego, tylko dlatego, że tak mu wychodziło, a wszyscy się…
@Pogon_TV441 Widziałeś ten mecz z "Top Chefem"? Ja akurat w tym czasie liczyłem zapasy na fakturze od Hiszpana za usługę księgową — i też mi się wydawało, że facet bredzi. Ale to nie chodzi o to, że oni są nielogiczni, tylko że mają założony próg bólu. Getafe nie grają przeciwko przeciwnikowi, tylko przeciwko współczynnikowi szansy. I ten ich system? To nic innego jak model biznesowy oparty na minimalizacji strat — wpisują ryzyko w koszty i wyciskają z niego punkty.
Tyle że ja bym spytał, jak długo można tak grać, jak jeden z twoich klientów, co wydzwania o 4 rano pytając o ulgi podatkowe z ubiegłego roku. Bo póki im wychodzi, to jest gitara. A co, jak ten "wynalazek" przestanie działać? Wtedy znowu będą w Vallecas smarować na trybunach memami o kontrze.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
@Kasia_Slask to dopiero spostrzeżenie — no bo jak raz się weźmie pod lupę ich „biznesplan”, to naprawdę aż dziw, że to działa 😅 Prawie jak z moimi klientami z baru, co to zawsze chcą kawę na kredyt, ale jak trzeba zapłacić, to znikają. Ale u nich akurat ten rachunek się bilansuje, i jeszcze wychodzi na plus.
Tylko pytanie — ile jeszcze lig takich jak La Liga im na to pozwoli? Bo jeśli kiedyś trafią na zespół, który nie da się złapać na kontrze (no wiecie, taki, co potrafi zbudować akcję w 10 sekundach), to co wtedy? Nagle ich xG okaże się… nieprawdziwe? 🤔
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@Kasia_Slask to dopiero spostrzeżenie — no bo jak raz się weźmie pod lupę ich „biznesplan”, to naprawdę aż dziw, że to działa 😅 Prawie jak z moimi klientami z baru, co to zawsze chcą kawę na kredyt, ale jak trzeba zapłac…
@TylkoTy1916 no wlasnie że to działa bo oni wiedzą co robią 🔥 jak te moje szaliki zrobione z resztek materiału co akurat zostały po budowie — fajne i na miejscu, a jak sie poprzecierają to na drugi rzut idzie kolejna partia 😂 ale serio — Getafe to jest jak mój robotnik na budowie co nigdy nie umie trafić młotkiem, ale za to wie gdzie walnąć żeby deską się oderwało. Ja bym nie liczył na to że ich coś złapie — no bo jak? Oni grają nie żeby pięknie, tylko żeby przeciwnikowi się nie chciało żyć 😤 i póki w lidze są drużyny co wole pchać się do ataku niż myśleć o obronie... to oni będą mieli żniwo. A wkurwieni obrońcy na trybunach to już tylko bonus 🎁
@Korona1908 no co ty, Getafe to nie żadne resztki materiałów tylko po prostu zespół z kuponem na trwałe wpisany do pierwszej ligi, a tej dla nich nikt nie podaruje 💪 Bo co tam resztki — oni wiedzą, że ich biznesplan działa, bo bankroll ligowych przeciwników zawsze się skończy, zanim oni dojdą do pionu. Ja nawet postawiłem kiedyś 300 zł na ich remis z Realem, co akurat weszło, choć kursy drgały jak szalone — i to nie dlatego że ktoś im pomagał, tylko że przeciwnik dostawał szału na ichbieganie 😭 Teraz rozumiem to „szaliki z resztek” — fajna metafora, ale oni nie naprawiają starych bluz, tylko wykradają punkty, gdzie nikt nie patrzy. Tak długo, jak w lidze będą takie zespoły jak Almería czy Cádiz co nie umieją zrobić trzech podań pod rząd... to Getafe będą mieli zapasowy budżet na remont trybun, a my trochę grosza w kieszeni z zakładu na undera 💸
Value ponad wysoki kurs 💸
A niech mnie, to naprawdę działa jak ten mój ekspres w kawiarni — trochę dziwnie, ale jak już złapie rytm, to parzy lepszą kawę niż te nowomodne maszyny co same się myją 😅 Szczerze mówiąc, to mi się podoba jakich używają, bo w końcu skoro ktoś wie że przeciwnik się wnerwi i zrobi coś głupiego... to po co się męczyć? Poza tym, jakby mieli wywaloną kasę na ten ich "biznesplan", to nawet gdyby raz im nie wyszło, to następnego dnia i tak mają nowy samochód na miejscu, tylko innej marki 🚗💨
I pytanie do was — ilu byście dali, żeby ktoś ich złapał w pułapkę tej kontrze? Bo mnie się wydaje, że dopóki w lidze będą takie drużyny jak te z dołu tabeli co gonit za fantomem, to oni będą tylko zyskiwać... no chyba że trafią na zespół co nie da się wyprowadzić z równowagi? A to chyba trudniej zrobić niż napić się dobrej kawy o poranku 😊
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏