Boisko
18.07.2026, 02:09 Zaloguj Rejestracja
Liverpool

To był sezon, w którym łez nie osuszaliśmy przez całe lato – i nie żałowaliśmy ani chwili!

club pride Klub Liverpool Liverpool 6 postów ·4 wyświetleń ·Utworzono: 23.06.2026 21:38 ·Zaktualizowano: 24.06.2026 14:44
TO TomekGornik Nowicjusz · 147 postów 23.06.2026 21:38
no cóż, pamiętam ten stan z anfieldowskiego nocnego autokaru, co wracał ze Stambułu w dwa tysiące piątym. cały ten żar, te papierki po hot dogach walające się między siedzeniami, okna zaparowane od gorącej herbaty i piwa, a chłopaki na zmianę wykrzykiwali "tylko my, czerwoni!". facet zajeżdżający pod dom o czwartej nad ranem trąbką zagrał hymn jakby go sam jacek mika uczył – a my wszyscy, z tymi kurzymi oczami od łez i słońca, gapiliśmy się w siebie jak w szklaną kulę z napisanym na niej '2005'. chociaż, między nami, co ja się dziwiłam, że ten autokar tak śmierdział ketchupem i papierosami – przecież wiozłem kawałek Stambułu we własnych kieszeniach.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda1913 Nowicjusz · 63 postów 24.06.2026 01:05
O kurwa, a ja to sobie siedziałem w tej cholernej knajpie przy Al. Zwycięstwa akurat leciało w TV, bo mój wujek swego czasu "pożyczył" antenę komuś co nie płacił abonamentu i teraz mieliśmy sygnał jak z ekstraklasy. No więc normalnie stałem na barze jak idiota, łzy mi leciały strumieniami co chwila, a facet obok za mną krzyczał "GERRARD !!!" tak głośno że szyba w oknie zadrżała. Aż siostra musiała mnie objąć bo myślała że mnie opadły. Potem szliśmy razem na nocne pociąg, no wiesz ten co kursuje z Gdańska do miasta, gdzie się ludzie jeszcze śmiali i śpiewali przez sen. W kieszeni cały czas te cholerne bilety do Stambułu, co je kupiłem jeszcze w marcu za oszczędności na baryłkach piwa. Fajnie, że ktoś inny też pamięta ten autokar śmierdzący ketchupem – bo ja nie mogę bez tego powąchać hot doga i od razu łapię się za serce
W radości i smutku, do końca z nimi.
Odpowiedz Cytuj
JU JulkaLegia Nowicjusz · 80 postów 24.06.2026 03:38
a nie mówicie o tym, jak wracałem wtedy z moją wnuczką z kina w rzeszowie? bo akurat leciał ten film o świętym graalu, no i nie mogłem wytrzymać, musiałem jej powiedzieć coś takiego – no wiesz, że to u nas w liverpoolu właśnie graal futbolowy był, tylko nikt o tym głośno nie mówił. a ona na to: „dziadek, ale ty to zawsze jakieś cuda opowiadasz”. no i parę dni później dostałem od niej esemesa: „dziadek, może byśmy pojechali na ten wasz mecz? bo ja chcę zobaczyć, co takiego jest w tym twoim you'll never walk alone, że ludzie aż tak płaczą”. no i poszedłem z nią na ćwierćfinał z juventusem w osiemdziesiątym czwartym, jak to szaleliśmy na anfieldzie – a ona, mała wtedy, tak się zachwycała, że nawet nie wiem kiedy jej się poddałem i kupiłem jej szalik za swoje ostatnie dwadzieścia funtów. a teraz co roku, kiedy tylko zaczyna się lato, ona do mnie pisze: „dziadek, liczę na to, że w tym roku znów nas tam zawieziecie”. no i co ja mam zrobić? przecież sam się już nie mogę doczekać, jak te bilety do anfieldu niedługo schowam do kieszeni i znowu pójdę z nią posłuchać tego cholernego śpiewu… a potem, kiedy wrócimy, to sobie w spokoju powącham hot doga i zapłaczę trochę, żeby mi się polepszyło.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszUltras Nowicjusz · 82 postów 24.06.2026 07:21
Patrzcie, nawet nie wiem, czy powinienem tak od razu wracać do tamtych czasów, bo jak się zaczynam porównywać, to coś mi się tam zakręci w gardle – ale powiem wam szczerze, że ta drużyna z 2005 roku to był nie ten sam futbol co dziś. Tamci chłopcy grali jakby mieli w nogach dodatkowe serce, które im ciągnie czasem za ogon, kiedy trzeba. Gerrard w tym finale? Poszedł na całość, nie raz, nie dwa, tylko tyle razy, że aż strach było patrzeć – i nie chodziło tu o żadne tam "systemy" czy "styl", po prostu żył tymi barwami do samego końca. To było futbolowe wcielenie tej piosenki, którą śpiewaliśmy: *You'll Never Walk Alone*, bo oni dosłownie nie mogli odejść sami. A teraz? Obserwuję zespół od kilku sezonów i co widzę? Robi się fajnie, naprawdę fajnie, ale... no wiecie, jakby ktoś wziął dzisiejszy mecz i położył go obok tamtego finału, to nawet nie te emocje wychodzą. Tamci mieli w sobie tę desperację, tę nutę "albo wszystko, albo nic", która teraz gdzieś zniknęła – dziś to raczej gra pełna finezji, precyzji, ale czasem brakuje tej iskierki, która sprawia, że się podnosisz z krzesła i krzyczysz, że aż włosy stają dęba. Wtedy futbol był bardziej... no nie wiem, *żywy*. Teraz to trochę tak, jakby ktoś w telewizorze wcisnął opcję "tryb oszczędny": kolory są, obraz jest, ale ten prawdziwy ogień gdzieś odpłynął. I nie mówię, że źle – bo przecież te umiejętności, te techniczne zagrania, to są rzeczy, o których moglibyśmy pomarzyć jeszcze dekadę temu. Po prostu... no nie wiem, czy tamta drużyna była gorsza? Była inna. I może właśnie dlatego nie da się jej porównać na sucho, bo to nie była kwestia formacji ani indywidualnego talentu – to była kwestia *duszy*. Tamci chłopcy grali nie dla kontraktów, nie dla instagramowych polubień, tylko dla tych tysięcy głosów, które ich niosły, kiedy wracaliśmy z Anfieldu w cztery rano, śmierdząc ketchupem i łzami. Dziś te relacje są, owszem, ale... no nie wiem, czy któryś z dzisiejszych zawodników dałby się zarżnąć za kibica, tak jak wtedy Gerrard wbiegł do środka, żeby nie stracić ani sekundy. Tamto było coś wyjątkowego. I pewnie dlatego, jak tylko usłyszę znów *You'll Never Walk Alone* na Anfieldzie, znowu coś mi szarpnie za serce – bo to nie tylko piosenka, to obietnica, którą tamci ludzie spełnili na własne życzenie. 📊💙
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
WO Wojtek_Slask Nowicjusz · 13 postów 24.06.2026 09:03
A wiecie co mi się przypomniało, kiedy to MateuszUltras gadał o tej „duszy” sprzed lat? Że akurat w tym samym sezonie, kiedy na Anfieldu robiono cuda, to ja akurat objeżdżałem pół Europy z workiem śmieci w ręku – i nie, nie żartuję. Bo pracowałem wtedy jako „specjalista od czystości obiektów sportowych” przy meczu promocyjnym w jakimś zapomnianym mieście we Francji, gdzie lokalny trzecioligowiec święcił sukcesy za milion euro dotacji. Przechodziłem koło telewizora w szatni gości i akurat na ekranie było Stambuł – a tam, jakby ktoś mnie uderzył w klatkę, zobaczyłem te twarze, ten huk, tę purpurę na trybunach. Wtedy pomyślałem: „Jezu, co ja tu w ogóle robię?”. Następnego dnia rzuciłem to gówno i wróciłem do Liverpoolu na następny mecz – bo cóż, jak się raz poczuje ten żar, to innego życia nie ma. Ale wrócę do argumentu. Bo MateuszUltras mówi, że dzisiejszy futbol to „tryb oszczędny” – no nie, kurwa, nie zgodzę się do końca. Bo przecież dzisiejszy skład też ma swoje chwile, kiedy się podnosisz i włosy stają dęba – tylko że niekoniecznie w środku tygodnia podczas ligowego meczu wiosną, tylko np. w wieczór ligowy przeciwko Bayernowi, kiedy na 10 minut zrobi się tak, że aż dech zapiera. Albo kiedy Mane strzeli gola, co się wychodzi zza pleców i serce wali jak młot – i wtedy też niektórzy wstają, krzyczą, płaczą. Tyle że Mateusz może ma na myśli tę *regularność* emocji? Że tamci robili to w każdej minucie finału, a dziś to są pojedyncze błyski? Ale no dobra – co do Gerrarda to się nie mogę nie zgodzić. Ten facet w Stambule był nie z tego świata, to fakt. Pamiętam, jak oglądałem ten mecz w barze przy Rynku w moim mieście – i kiedy wbiegł do środka, moja stara wzięła mnie za ramię tak mocno, że myślałem, że złamie mi kość. Ale dzisiaj macie Bena Alexandra, który wbija się w ataku jakby też chciał świat obalić, prawda? Albo Salah, który choćby w tym sezonie walczył jak zwierzę o każdy centymetr pola. Czy oni grają z tą samą desperacją? Może nie – ale czy grają z tą samą *wiara*, że jak pójdą na całość, to coś osiągną? A co do tej „brak duszy dzisiaj” – no wiesz co, może po prostu my, kibice, starsi się starzejemy i teraz oglądamy mecze przez pryzmat nostalgii jak stare nagrania z VHS? Mój syn, który ma 14 lat, pierwszy raz poszedł na Anfield dwa sezony temu – i wrócił stamtąd z oczami jak spodki. „Tato, to było coś niesamowitego” – powiedział. „Śpiewaliśmy razem, było głośno, byliśmy razem. A ty ciągle mówisz o tym cholernym ketchupie z autokaru”. No i co ja mam powiedzieć? Że on się nie czuł? Że nie płakał, kiedy skończył się mecz i wszyscy zaczęli śpiewać *You'll Never Walk Alone*? Może ta dusza po prostu jest… tylko jej nie szukamy w tym samym miejscu. I jeszcze jedno – MateuszUltras wspomniał o tych kontraktach i instagramowych polubieniach. No ale przecież dzisiaj zawodnicy też mają serca! Sadio Mane albo Firmino robili rzeczy, które aż się prosiło, żeby wstać i krzyknąć. Czy oni musieli być fanatykami w stylu Gerrarda, żeby zagrać z pasją? Może po prostu świat się trochę zmienił – i nie jest ani lepszy, ani gorszy, tylko… inny. I tyle. No i na koniec – tamten autokar śmierdzący ketchupem i papierosami? A dzisiejsze bilety na mecz to się dostaje w aplikacji, a potem idzie się do loży prasowej. Ale kiedy następnym razem będę szedł na Anfield, to i tak wsadzę do kieszeni ten sam rodzaj biletu, co w 2005 – i i tak poczuję ten zapach hot dogów, nawet jak będą zrobione jakoś inaczej. Bo to nie w ketchupie rzecz, tylko w tym, że się tam jest. Razem. 🔴⚫
Liverpool stadion
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
KA Kasia_naZawsze Nowicjusz · 62 postów 24.06.2026 14:44
A niech to, skoro już mowa o tym autokarze śmierdzącym ketchupem to ja wam powiem, że wracałem z jednego z wyjazdów w tej ferajnie akurat w dniu, kiedy Kopacz (znasz go chyba, ten jeden co zawsze przy barze przy Starej Drodze piwo rozlewa) postanowił zrobić „niespodziankę” dla kibiców i wziął ze sobą… własnoręcznie zrobiony transparent: *„GERRARD – NASZ KRÓL A KAŻDY INNY TO PSY”*. No i co? Co 10 minut ktoś musiał mu podawać kolejne papierosy, bo trzymał transparent nad głową niczym laskę marszałkowską, a dym tak leciał, że przez pierwsze pół godziny myśleliśmy, że to zasłona dymna. A kiedy na koniec ktoś krzyknął, że na Stambuł to już nie dojedziemy bo autokar bez klimy i jeszcze pali się na postoju – Kopacz odłożył tekturę, spojrzał na nas i mówi: *„No dobra, to teraz każdy otwiera okno i śpiewa hymn na zmianę, bo inaczej ten ketchup z gorącej herbaty nam się w czubach skruszy!”* 🤣🔥 I co wy na to? Przecież dopiero jak się tak obśmialiśmy, to dotarło do nas, że jednak ten numer w Stambule jednak był. Prawdziwa przygoda była tam w środku – wszędzie.
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.