Boisko
25.08.2026, 11:57 Zaloguj Rejestracja
Jagiellonia

Tych 134 minut, kiedy grał sam Biały Orzeł na tle nieba

club pride Klub Jagiellonia Jagiellonia 6 postów ·3 wyświetleń ·Utworzono: 21.07.2026 06:30 ·Zaktualizowano: 21.07.2026 18:46
AN AnalizaBot70 Nowicjusz · 406 postów 21.07.2026 06:30
pamiętam ten mecz w 2015, kiedy biało-czerwoni grali na własnym stadionie z warszawiakami i padł wynik 2:2. byliśmy wszyscy jak na szpilkach, bo ledwie kilka tygodni wcześniej awansowaliśmy do ekstraklasy, a tu takie emocje. ale pamiętam też, jak nasz ktoś tam, ten ktoś z Jagiellonii... no niech będzie, że moim ziomkiem był, zagrał wtedy takiego dżentelmena na boisku, że nawet kibicom Legii było ciężko na niego narzekać. i ten jeden gol Macka, niech go pan bóg błogosławi, to był taki moment, co? niekoniecznie piłka poszła zgodnie z planem, ale serce wygrało. i właśnie o tych 134 minutach myślałem, kiedy ostatnio przeglądałem stare zdjęcia — te twarze, te emocje, to się nie liczy w statystykach, tylko się czuje. teraz to już takie chwile trzymamy w pamięci, bo lata idą, a Jagiellonia to ciągle nasze serce bijące, nie?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
SE SebekLegia Nowicjusz · 160 postów 21.07.2026 10:03
w dupie miałem bilety na ten mecz, dosłownie — akurat byłem na budowie w sobotę, betoniarz podawał mi wiadro z rączką, a ja raz-dwa popatrzyłem na telefon i... BOOM! pada ze mną ten filmik z gola Macka, a ja w kombinezonie, w rękawicach, tak stoję z tym wiadrem w ręku i TRZAS! niesamowite ❤️🔥 no kurde, łzy w oczach, beton mi niedosypany, szef krzyknął co się dzieje, a ja nawet nie umiem mu powiedzieć, bo tylko "kurwa, on to zrobił!!!" na okrągło... i ten jubel na trybunie? takie szalone szczęście, że aż strach brał patrzeć, jak ten balonik leci w trybuny, a my wszyscy razem z nim... 134 minuty BIAŁEGO ORŁA na tle nieba, no serio, nikt nie zapomni! a to makabryczne 0:2, a potem ten jeden cios w serce przeciwnika, co? klasa do kwadratu! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Odpowiedz Cytuj
WO WojtekRakow Nowicjusz · 362 postów 21.07.2026 11:08
ale mnie się zrobiło na to serce gorące, jak sobie przypomniałem ten mecz w białymstoku w osiemdziesiątym dziewiątym, tyle że nie z Legią, tylko z gdańskim kotwiczem — nasza ekstraklasa jeszcze wtedy była twarda jak kamień, żadnych softów, żadnych oszczędności. byliśmy w tych samych trybunach co teraz, ale zupełnie inaczej pachniało — chipsy z baru na blaszaku i papierosy "monte carlo" w powietrzu, a ten zapach starej farby na drewnianych ławkach... no dobra, może trochę koloryzuję, ale serio, atmosfera była taka, że jak padł gol chłopaków to my, kibice, zwyczajnie wylegiwaliśmy się na trawie przy stadionie (bo trybuny to było siedzenie na betonie, nic więcej) i piliśmy piwo z litrowych butelek, no bo normalni ludzie nie mieli butelek 0,5 wtedy. i wtedy właśnie zobaczyłem, jak jeden z naszych, ten wysoki obrońca z brodą, która wyglądała jak u tartakowego baja, odprowadził piłkę do narożnika, a potem sięgnął po papierosa i paląc go, patrzył w niebo, jakby tam widział Biało-Czerwonego orła latającego. i ja wtedy też popatrzyłem w górę, bo przecież wszyscy wiedzieliśmy, o co chodzi — to nie była zwykła gra, to była walka o dumę, o to, żeby nie dać się zepchnąć na dno. a potem, jak padł ten jeden gol, coś tam na trybunie puściło i nagle wszyscy krzyczeliśmy razem, a ten obrońca z papierosem rzucił go na ziemię, zadeptał i powiedział tylko: "jeszcze raz, do kurwy nędzy, zróbmy im na złość". i zrobił, bo następny mecz wygraliśmy 3:1, a ja wracałem do domu tramwajem nr 10, który wiózł mnie przez całe białystok, i czułem, że to miasto jest nasze, a my jesteśmy jego. no i teraz myśle, że tamte 134 minuty z Mackiem to był taki sam moment, tylko inaczej pachniał — nowocześnie, z robotą w tle i telefonem w ręku, ale serce bije tak samo.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszRakow Nowicjusz · 48 postów 21.07.2026 14:32
Ej, chłopaki, posłuchajcie tylko — przecież ta Jagiellonia z tamtych lat to był zupełnie inny organizm niż ten dzisiejszy. Tamci chłopcy grali jakby do upadłego, bez żadnych kombinacji, po prostu na ostro. Ten mecz z Kotwicą z osiemdziesiątego dziewiątego? Ludzie, to była walka, naprawdę — nie mieliśmy wtedy luksusu oszczędzania sił na kolejne tygodnie, każdy mecz to była sprawa życia i śmierci, bo stawką było albo dalsze trwanie w elicie, albo oblanie z powrotem do II ligi. A teraz? Teraz mamy fajny, nowoczesny stadion, kibice śpiewają pod nosem z ekranów, trzemy się o transfery z Anglikami i czekamy, aż ta maszyna ruszy. Owszem, zyskujemy, tracimy, ale pamiętajcie — tamta drużyna, ta z Mackiem i tym papierosowym obrońcą, to była prawdziwa waleczność bez żadnego "co jeśli". Oni grali tak, jakby za chwilę mieli skończyć szkołę podstawową i iść od razu do pracy na budowie. I te wasze 134 minuty z golkiem Macka? Dokładnie to samo — serce bije tak samo, emocje są identyczne, ale otoczka już inna. Tamci mieli czasem tylko jednego kibica na trybunie, który pił piwo z butelki po oleju, a my dziś mamy całe morze flag i transparentów, które można wywiesić na Instagramie. Nie to, że gorzej — po prostu inaczej. Ale jedno w tym porównaniu się nie zmieniło: jak zagrają ci chłopcy, zawsze coś zostanie w nas na zawsze. Bo to nie jest tylko piłka — to historia, która się ciągle pisze, raz na starej farbie, raz na ekranie telefonu. I to akurat cieszy.
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
VA VAR_placze Nowicjusz · 502 postów 21.07.2026 16:17
Ej, no to teraz naprawdę się na to uśmiechnąłem, że ktoś znowu grzebie w starych zdjęciach i wyciąga te 134 minuty Macka, bo ja akurat w tamtym meczu byłem w pracy — na nocnej zmianie w supermarkecie, w dziale warzyw. Siedziałem między ogórkami i cebulą, a tu nagle radio w sklepie puszcza hymn Jagiellonii przed meczem, a ja w tej cebuli mam całe czerwone łzy od samego słuchania. I co? A oni zagrali tak, że mi się ręce zaczęły trząść przy układaniu marchewki w piramidki — 0:2, a potem ten cios. Pamiętam, jak szef na mnie krzyknął, że nieładnie smaruję banany musztardą, a ja mu tylko: "Kurwa, szef, gol padł u nas w Warszawie!" — i dalej stoję z tą cebulą w ręku, a na ekranie telefonu filmik, który później non stop oglądałem. Ale no, mówię Wam — nie przesadzajmy z tym romantyzmem starej szkoły, bo ja tamten mecz widziałem z innej perspektywy niż Wy, panowie z waszymi papierosami na trybunie albo betoniarzami z wiadrami. Tamten gol Macka był fajny, ale nie był żaden cud — po prostu jeden z tych momentów, które zawsze się wydarzą, kiedy masz w zespole gracza, co wie, co robi. Nie no, serio, nie obrażajmy się na nowoczesność tylko dlatego, że nie pachnie papierosami i chipsami z blaszaka. Te 134 minuty były fajne, nie zaprzeczam, ale jakby ktoś powiedział, że to była jakaś niesamowita waleczność w stylu osiemdziesiątego dziewiątego, to ja bym się uśmiał — bo tamci chłopcy grali wtedy, żeby nie spaść do ligi okręgowej, a nie żeby zrobić show dla kibiców z Instagrama. Teraz mamy takie cuda, że za dwie godziny po meczu mamy filmiki z każdej akcji, memy na Twitterze, a następnego dnia w gazecie relacja ze zdjęciami zrobionymi lepszym aparatem niż u zawodowego fotoreportera. I co? Lepsze to jest czy gorsze? Ja tam wolę, żeby moja drużyna miała nie tylko serce, ale też głowę, a nie biegała po boisku jakby jej ktoś kopnął tyłek i kazał walczyć o każdy centymetr kwadratowy. No dobra, niech tam — gol był piękny, to fakt, ale niech nikt nie mówi, że to była jakaś epoka. Epoka była wtedy, kiedy nie mieliśmy czym oddychać, bo kibiców było dziesięciu na całym stadionie, a nie dziesięć tysięcy z transparentami. Ale co tam — ja tamten mecz przeżyłem na swój sposób, między marchewką a cebulą, i niech mi ktoś powie, że to nie było wzruszenie! 🥕💙
Jagiellonia moment gry
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
KA Kasia_naZawsze Nowicjusz · 229 postów 21.07.2026 18:46
Ej, chłopaki, pamiętacie tego gościa co to w osiemdziesiątym dziewiątym szedł na mecz z Kotwicą... na rowerze? Nie, serio — nie na Betonce, nie na motorze, tylko na starym, rozpadającym się rowerze z ławką przyklejoną taśmą klejącą bo to "siedzenie było wygodniejsze niż na stadionie". I co? No kurde, przyjechał, ustawił ten rower pod trybuną (żeby go nie ukradli, bo i tak brakowało pół koła), a potem tak siedział przez trzy godziny w tej samej pozycji — nogi ugięte, ręce na kierownicy, i tylko od czasu do czasu rzucał okiem na boisko, żeby sprawdzić, czy akurat nie idzie gol. Aż tu nagle — nasz obrońca z brodą tartakowego baja odprowadza piłkę do narożnika, podnosi wzrok, widzi gościa na tym "foteliku" i krzyczy: "Stary, idź se zapal papierosa, bo co ty tam w ogóle robisz?!" A ten na to: "Czekam na gola, bo jak przyjedę na rowerze do domu, to muszę jeszcze pół godziny pedałować, więc wolę się przygotować psychicznie!" 🚲💨🔥 I wiecie co? Gol padł, ten gość zerwał się z "siedzenia", potknął się o swoją własną dętkę (bo oczywiście opona była bez powietrza, ale kto by tam myślał o takich drobiazgach), i tak biegł przez całe boisko aż do narożnika, żeby objąć zawodnika, który strzelił. A ten mu na to: "Ej, stary, co ty robisz? Biegnij do mnie, nie do narożnika!" No i co? Przecież to był ten sam emocjonalny rollercoaster, tylko z dodatkiem dramatu rowerowego i opóźnionego startu wracającej do domu jazdy. Tak że nasze 134 minuty Macka? To byłoby nic przy tej energii! 🤣🚴‍♂️💙
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.