Tych barw nie da się zapomnieć – o chwilach, które stworzyły legendę Zielono-Czarnych
pamiętam ten mecz jak dzisiaj – akurat byłem wtedy na zielonogórskim weselu, siostra wychodziła, ale do diabła z tym, radio wciąż pod ręką, a tu znikąd nagle pogłoski: "zagłębie idzie do łodzi i gra o wszystko!". ja na to: "moja siostra może zaczekać, te chłopaki biją się o medal!". i tak siedziałem z kumplami do późnej nocy, waląc piwem w stylu "jak Zagłębie wygra, to sami potelepać się nie damy". a oni naprawdę te srebro wywalczyli, jakby mieli w kieszeni karabin maszynowy założyć starym wam w szatni – wszyscy wiemy, jakie to było widowisko, zwłaszcza drugi mecz, kiedy to całe łódzkie miało już uciechy w kieszeni, a tu nagle Zielono-Czarne im zafundowały lekcję klasy. ci debiutanci, ci chłopcy, ledwo buty zdjęli z nogi, a już grali jakby od zawsze. i pamiętam, jak starys zapytał mnie potem: "no i co, warto było wesela odpuścić?" – a ja na to: "każdemu bym odpuścił, bo takiego widowiska nie widziałem od lat". no i jeszcze ten wkurzony dziennikarz z łódzkiej prasy, który potem pisał, że "Zielono-Czarne zagrali jak banda podpitych ślusarzy z powiatu" – a myśmy się wtedy tylko śmiali, bo wiedzieliśmy, że to najlepsze pochwały, jakie mogły nas spotkać. takich chwil nie zapomnisz, bo to przecież nie tylko piłka nożna – to kawałek serca, kawałek historii, który nosimy w sobie do dzisiaj.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A kurde, a ja akurat stałem pod stadionem, ale nie tym w Lubinie – tam byłem dopiero potem, kiedy mnie rodzice na ten mecz wyciągnęli jak debila z pierdla! Siedziałem w tej cholernej kawiarni na pl. Wolności, bo miałem akurat zmianę, że niby coś tam na boku dorobić, no i radio grało na cały regulator, a tu nagle: "zagłębie idzie do finału!" – no i walnąłem szklanką o stół tak, że kawa poleciała na faceta obok, który nawet nie pisnął, bo też kibicował, ale już takiemu ze starszej daty, wiem że wiedział co to znaczy. A potem jak drugi mecz się zaczął... cholera, no to była masakra dla tych luzaków z Widzewa! Ja tam na trybunach nie byłem, ale kolega coś tam nagrywał na taśmę, że niby da radę później przesłać, i myśmy później na paczce u mnie w garażu puścili to wszystko raz jeszcze, i dalej mi się ciarki robią jak myślę, jak oni tam walili, że nawet sędzia musiał dmuchać w gwizdek jakby chciał powiedzieć "dość, bo mnie już nie starczyło powietrza!". No i potem jak ogłosili wynik... kurwa, ja pierdole, to nie był mecz, to była JEBANĄ BIBLIOTEKA klasy, którą ci chłopcy wymiotli na murawę! Wszyscy się pchali do mnie do domu, żeby to święto jeszcze trochę przedłużyć, a stary tylko kiwał głową i powtarzał: "no to jednak mieliście rację, że ten motocykl na raty odkładałem..." – no ale co tam, warto było! Srebrny medal, a myśmy wtedy wszyscy byli milionerami w sercach, bo mieliśmy co wspominać, co pokazać wnukom, że kiedyś jednak Zagłębie potrafiło grzać tak, że całej Polsce dech zapierało! 🔥💪🔴 no ale trudno, taki już los kibica – albo jest ten jeden raz, albo wieczne czekanie...
ej dobra, a ja wam powiem coś takiego... te ferie z 78 to jeszcze nie był koniec tej bajki. pamiętacie, jak Zagłębie potem latem grało w pucharze intertoto? no i trafili akurat na te austriackie zespoły, wiadomo, solidne lody na początku, ale moi chłopcy to już mieli ten dryg w nogach. pamiętam, że akurat byłem wtedy na wywózce za granicę – ciężarówką, hehe, ironia losu – i akurat radio było włączone w kabinie, bo wiedziałem że coś się dzieje, a tu relacja z meczu z Grazer AK... i nagle ten mój kolega z Łodzi, co jechał ze mną, pyta: "kurwa, co ty tam tak nad kierownicą się garbisz, jesteśmy prawie w Berlinie?" a ja na to: "słuchaj no, Zagłębie teraz drugi raz w jednym sezonie bije po oczach wszystkich, nawet Austriaków!" i on na to: "aleś ty teraz nabrał wiary, chłopie, przecież to tylko jakieś tam wakacyjne gierki". a ja mu: "trzymaj mnie za słowo, za tydzień będą te doniesienia, że znów złoto w kieszeni".
no i rzeczywiście – zajęli drugie miejsce w grupie, ale co tam drugie, oni tam grali jakby mieli w planach zagarnąć pół Europy! a ja w tej kabinie to aż łzy mi stanęły, bo pomyślałem sobie, że te dzieciaki co tam w Lubinie robią, to nie jest tylko piłka, to jest magia, którą poczuło się na całym świecie. i jak potem bratanka zapytałem, co myśli o tym srebrze z ligi, to on na to: "dziadku, a pamiętasz jak Zagłębie grało w europejskich pucharach?" – no i musiałem mu pokazać stare wycinki z gazet, bo on tego nie pamiętał. ale z tego co ja widziałem, to ci chłopcy to nie mieli strachu, ani wtedy, ani później – i to jest ta siła Zielono-Czarnych, że nawet jak idą na podbój nowych lądów, to grają z głową, ale i z sercem, które bije jak szalone. tyle że wtedy nikt nie mówił jeszcze o "epoce", bo ludzie wierzyli, że każdy sezon to nowa szansa, a ci z Lubina dawali im wiarę. 😄🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, chłopaki, akurat wczoraj oglądałem stare zdjęcia z tamtego pucharu – ten srebrny medal 78, ten finał z Widzewem... i muszę powiedzieć, że porównania same się nasuwają, ale zróbmy to spokojnie, bo tu chodzi o serce, a nie o tabelkę.
Tamta drużyna to byli chłopcy, którzy grali jakby mieli urodzić się z numerami na koszulkach. Debiutanci? Prawie wszyscy. Ale co to byli za debiutanci – ciarki chodzą, jak się pomyśli, że ktoś tak grał na dobę przed debiutem w Ekstraklasie. Teraz co innego: mamy zawodników, którzy przyjeżdżają z wielkich klubów, obrońców, którzy grają jakby od zawsze w lidze, napastników, którzy strzelają, nawet jak ich przeciwnik ma cztery linie obrony. Tamci mieli serce w kieszeni, teraz mamy fachowców, którzy wiedzą, jak to gra się na luzie, bo potrafią oddać podanie, zrobić przerwę i znowu wejść do akcji, jakby mieli zegarek w głowie.
Pamiętacie ten drugi mecz w Łodzi? Tamci nie mieli lęku – walczyli jakby o swoje życie, a nie o srebrny medal. Dzisiaj mamy drużynę, która potrafi wygrać 1:0, ale też przegrać przez jeden błąd. Tamci mieli zapał, teraz mamy umiejętność. Tamci byli jak burza, która pojawia się raz na pokolenie – dzisiaj jesteśmy stabilniejsi, ale czasem brakuje tej dawnej pasji, która sprawiała, że kibice czuli, że cały świat się kręci wokół Zielono-Czarnych.
No i jeszcze ta otwartość – tamci grali z radością, która była widoczna na każdym kroku, jakby kibice byli ich partnerami w tym szaleństwie. Dzisiaj mamy zawodników, którzy są profesjonalistami, ale czasem brakuje tej spontaniczności, tej radości, którą czuliśmy, gdy któryś z nich wychodził z autu z uśmiechem od ucha do ucha.
Tak więc – tamci byli jak wielka, dzika bestia, której bali się wszyscy. Dzisiaj mamy maszynę, która działa precyzyjnie, ale czasem traci ten magiczny błysk. Ale nie narzekam – lepszy fachowiec niż amator, prawda? Chociaż szkoda, że nieczęsto widujemy już takie widowisko, jakie dali nam ci chłopcy w 78. Bo wtedy nie chodziło tylko o wynik – chodziło o to, żeby dać kibicom powód, by mogli powiedzieć: "Patrzcie, jacy jesteśmy fajni, że mamy takich zawodników."
I tak trzymać, chłopaki – niech ta tradycja trwa, choćby nie wiem co. Bo Zagłębie bez tej magii z 78 to tylko klub jak każdy inny. A my nie jesteśmy "jak każdy inny". 🔴⚫
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no co wy, chłopaki, jakie tam "fachowcy" albo "umiejętności", skoro ja wam powiem, że tamten sezon 78 to była taka wielka szkoła życia, że do dzisiaj starym się nogi trzęsą jak pomyślę... a miałem wtedy ledwo parę lat i na dodatek akurat złapałem jakiegoś chorego ze dwa dni przed finałem, no ale nie ważne, bo radio wciąż grało, a ja pod kocem nasłuchiwałem relacji jakby to był ostatni akt mojego życia. i wiecie co? te chłopaki z Lubina, te same co potem jechały do Austrii i nadal grzmiały, to byli po prostu chłopy z charakterem, którzy mieli w sobie tyle zapału, że aż samemu przykro było leżeć choreemu w łóżku zamiast siedzieć na trybunie i wrzeszczeć razem z nimi.
pamiętam, jak mój ojciec, stary zagłębiarz, kiwał tylko głową i mówił: "to nie jest żadna sztuka grać jak rezerwowi w Arce, jak masz dwudziestu kolegów, co biegają za piłką jak oszalali — to jest sztuka, jak przychodzi się w pionie, z niczym, i wyrywa się wszystko rękami". i miał rację, bo ci faceci nie mieli nic do stracenia — ani doświadczenia, ani sławy, ani nawet normalnego kontraktu, bo wiadomo, że wtedy nie zarabiało się tyle co teraz. ale mieli w sobie tyle jadu, że jak dziś myślę, to aż mi się serce ściska.
a te ich miny po drugim meczu... cholera, jak oni stali na boisku z tymi medalami w oczach, to nie było widać ani jednego zmęczonego chłopaka — wszyscy uśmiechnięci, jakby im ktoś właśnie powiedział, że jutro będą jeść na mieście, a nie, że zrobili historię. i co najgorsze (albo najlepsze?) — że przez te dwadzieścia cztery lata, które minęły, nikt nigdy nie powtórzył tej sztuki na taką skalę. niby były te puchary europejskie, niby ligowe miejsca, ale to nie to samo.
i wiecie co jeszcze? ja teraz, jak patrze na te młode gwiazdy w dzisiejszym Zagłębiu, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że brakuje im tego ogniwa, które mieli ci z 78 — tej umiejętności, żeby przegrywać, ale walczyć jak lwy, albo wygrać i mieć jeszcze siłę, by następnego dnia od samego rana biec na trening i myśleć tylko o tym, jakby tu jeszcze raz dać czadu. dzisiaj się liczą konkretne transfery, kontraktów tyle, że byś się schylił, a wtedy? wtedy liczył się jeden cel — zrobić coś, co będzie pamiętane, i zrobić to razem.
a my, kibice, jesteśmy temu winni, bo zawsze oczekiwaliśmy cudu, a nie kolejnego transferu za kilka miliona. no i dostaliśmy ten cud — dosłownie z niczego. i to jest ta magia, której dzisiaj brakuje, i której nie da się ani kupić, ani wynająć. 🔴⚫
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Właśnie dzisiaj do rany przyłożenia trafiłem na strychu po te stare zdjęcia z finału 78 – a tu patrzę, że na jednym z nich jest taki jeden chłop, wychudzony jak wycięty z gazety, i trzyma w ręku medal, a za nim stoi jego pies, rudy kundel, i patrzy w obiektyw jakby mówił: "kurwa, szef, i ty się tak stroisz na święto?". No i musiałem się uśmiechnąć, bo sobie pomyślałem – to chyba ten sam pies, co potem przez lata oglądał mecze z trybuny numer 12 i szczekał tylko wtedy, jak zagłębiowcy dostawali piłkę, hehe. 🐕🔴 Przecież to nie był żaden finał, to było widowisko, na które człowiek nawet umierając miałby ochotę jeszcze raz tam wrócić pod bramę stadionu! A ten srebrny medal? Dziś by się pewnie sprzedał za cenę karnetu na trzy sezony, a wtedy nosił się przy duszy jak największy skarb. No i teraz każdy kibic Zagłębia powinien mieć takiego psa – takiego, co potrafi cieszyć się jak my i szczekać na przeciwników, bo to jednak nieźle działa na morale! 😂🍿
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿