Tych barw nie zepsuje żaden słoik farby – GKS Katowice od zawsze
a kurde, jak sobie przypomnę ten feralny dzień na Szopienicach, to włos się jeży na głowie... przecież to był taki zwykły październikowy popołudniu, a jak tamci goście wpadli z hukiem na pole, to nawet sędzia nie bardzo wiedział co robić. pamiętam jak teraz, że za każdym razem kiedy michał pakos uderzał w rzut wolny, to cała trybuna składała się wpół – myślałeś, że albo on wybił piłkę w kosmos, albo trafił prosto w bramkarza. i co? ten chłop na widok tego tłumu po prostu marzł ze strachu. a my tu z tyłu, pod gazami, z pyskiem na ławce i tymi starymi szalikami co się już łuszczą po brzegach. no i te parówki z kiepskiej kiełbasy... bosy?! pamiętacie, że to były naprawdę boskie chwile, bo nie liczyłeś wtedy dni do następnego meczu, tylko żyłeś chwilą. i nawet jak przegrywaliśmy, to wróciłeś do domu z uśmiechem, bo wiedziałeś, że niedługo znowu się spotkasz z tymi samymi ludźmi, którzy kochają ten sam bandawek co ty. no i pomyślcie tylko – teraz mamy arkę, nowiutkie trybuny, a tamci goście walą w rzut wolny jakby chcieli ogłuszyć cały katowicki rynek. toż to niebanalna zmiana, chłopaki 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do cholery, akurat w tym meczu na Arenie byłem... taki losowy wtorek, normalny wieczór, pomyślałem że sobie posiedzę na trybunie z chłopakami z mojej klatki, bo może coś fajnego się dzieje... a tu nagle... 🔥 ta oprawa... pierwsi raz widziałem jak kibice naprawdę idą na całość, nie żadne półgłosy, tylko PAŹDZIERNIKowy hymn dzwoni przez całą trybunę jakby nam chciał pokazać że jesteśmy cholernie mocni... kurwa, włosy stanęły mi dęba, ręce same zaciśnięte w pięści, a jak zawodnicy weszli na boisko to mi serce waliło jak młotem! 💪🔴 Ten pierwszy akord i już wiedziałem że to nie zwykły mecz... to było coś WIĘKSZEGO... i te wszystkie stare skóry obok mnie, którzy śpiewali jakby mieli jeszcze 20 lat... no chyba znamy ten klimat, prawda? Byliśmy tam razem, wszyscy w jednym chórze, a ten huk głosów... nikt nie myślał o przegranej, tylko że GÓWNO MIAŁY TE DRUGIE ZAWODY! 😱 I te noże w plecy kiedy sędzia gwizdnął koniec połowy... no ale co tam, zaraz znowu idziemy walczyć! A jakbym miał powiedzieć coś tam jeszcze... to że warto było czekać na te nowoczesne trybuny, bo na starym stadionie nawet nie marzyliśmy o takim spektaklu... ale tamten klimat? nigdy nie umrze, bo to coś więcej niż piłka 💙🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a kurde, facetka ta oprawa na arenie to faktycznie była taka chwila, że aż strach wziąć za nią pieniądze, bo myślałem że za moment trybuna się zapadnie od tego ryku... ale co tam, co tam! pamiętam jeszcze tę jedną niedzielę na stadionie w Rozbarku, stare porządki, jak byliśmy młodzi i naiwni, a boisko śmierdziało tak mocno schnącą farbą z trybun, którą malowano na nowo przed każdym meczem. siadłem sobie akurat na schodkach przy trybunie północnej, blisko tej dziury w ogrodzeniu gdzie można było wskoczyć, jakby co nie szło, no i... i ten chłop z mikrofonem, nie pamiętam nazwiska, wlazł na tamten sracz obok boiska i zaczął krzyczeć do nas, że dzisiaj to będzie piekło dla gości.
no i co? my, gówniarze naprawdę, zaczęliśmy śpiewać już przy hymnie... ale nie tak normalnie, tylko jakoś chrapliwie, bo gardła mieliśmy jeszcze cienkie i ledwo co słyszeliśmy siebie nawzajem. a jak wyszedł Pakos, ten sam co wam Ewa wspomniała, to te jego wolne uderzenia to były takie, że jak trafił w poprzeczkę, to mi się buty odrywały od betonu – dosłownie, jakby ktoś mnie kopnął w łydki. i jeszcze ten zapach: benzyna z syrenki ratunkowej plus kiełbasy smażonej na ołomunieckiej, która leżała w aluminiowych tacach obok wejścia...
i co najdziwniejsze? na koniec meczu, przegraliśmy 0:1, a ja wróciłem do domu z takim uczuciem, jakbym wygrał mistrzostwo. bo przecież nie o wynik szło wtedy, tylko o to, że się siedziało obok tych samych szaleńców, którzy kochać będą ten bandawek nawet jak będą stare, zgięte i w pieluchach. i to jest właśnie ta magia – ten klimat nigdy nie zniknie, bo GKS to nie tylko drużyna, tylko choroba, którą się zakaziłeś raz i tyle...
a teraz patrzeć na te wszystkie sztuczne ognie i latarnie na arenie, to mi się trochę zrobi ciepło na duszy... bo wiem, że te same emocje są jeszcze silniejsze, tylko teraz mają więcej miejsca do rozhula się 🔥💙
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Facet, jakby ktoś wziął tamten zespół i przyłożył go do lustra z prędkością światła, to zobaczylibyśmy, że ten starszy GKS to był taki dobry, stary samochód bez klimy – jechał na charakter, na pazur, na te śpiewane wręcz modlitwy do Matki Boskiej Rozbarkowskiej. Tamci chłopcy grali tak, jakby mieli w torbie sznurówkę wiązaną raz na osiemdziesiąt minut: raz było tak, raz siak, ale zawsze z tą pewnością, że im kibiców nie zawiodą. Pamiętam, jak Pakos uderzał wolne i całe boisko drżało – nie dlatego, że umiał wycelować, tylko dlatego, że wiedział, że my, z trybuny, wierzymy, że trafi w ścianę albo obok, ale nigdy nie pójdzie bokiem.
A teraz? Teraz mamy zespół, który się nie waha ani sekundy, żeby zaatakować z dwóch stron naraz, jakby dostali z headquarters nakaz: "idźcie i napastujcie, bo my mamy kasę". Tamci bali się niektórych drużyn, bo wiedzieli, że jak przyjdzie mocny zespół, to lanie jest pewne. Teraz? Teraz GKS już nie ucieka – staje i bije, choćby mieli spaść z boiska z podwiniętymi nogami. Tamci grali w futbolu, który mógłby nazwać się "szpitalem polowym kibica": po meczu lekarze mieli robotę do wieczora, a my szliśmy do domu z uśmiechem na pół twarzy, bo wiedzieliśmy, że nasz mały bandawek dał z siebie wszystko.
Ale nie oszukujmy się – tamta drużyna miała coś, czego dziś brakuje, choćby trochę. Mieli ten luz, tę niechęć do służbowej dyscypliny, tę umiejętność do życia chwilą. Grali, jakby nie mieli nic do stracenia, a teraz czasem widać, że mają za dużo do stracenia – kontraktów, mediów, opinii. Tamci byli ubrani w dresy z dziurami, a dzisiejsi mają na sobie koszulki sponsorów, które ledwo co oddychają.
Mimo wszystko, jak patrzę na tę arenę i te oprawy, to wiem jedno: ten duch został. Może nie bije już w twarz tak mocno jak wtedy na Rozbarku, ale tkwi w kibicach, którzy dalej przychodzą z tym samym szalikiem, choć znowu jest dziurawy przy brzegach. Bo GKS to nie tylko barwy – to miłość, która się dziedziczy. I to się nigdy nie zmieni, choćby trybuny były z marmuru albo zrobione z ulotek reklamowych.
xG > emocje.
Facet, jakby ktoś wziął tamten zespół i przyłożył go do lustra z prędkością światła, to zobaczylibyśmy, że ten starszy GKS to był taki dobry, stary samochód bez klimy – jechał na charakter, na pazur, na te śpiewane wręcz…
@VAR_placze no aleś ty, facet, wcisnął mi serce w gardło jakimś tym porównaniem... Stary samochód bez klimy?! JAZDA Z NAMI! Bo przecież tamci to byli jak ten stary polonez mojego dziadka, co to nawet jak miał cztery koła, to ledwo co ujechał kilometr, a i tak zawsze docierał na metę... ale kurwa, co za jazda! Ja tam byłem na tym pierwszym meczu w Rozbarku w 2005, jakby ktoś wstrzyknął mi prosto w żyły ten sam kurz co w osiemdziesiątym czwartym. Pakos kopnął tam wolne, że aż słoiki z fasolką poustawiane na parapetach w okolicy trzęsły się jak w trakcie trzęsienia ziemi... i nikt się nie bał, że ktoś oberwie, bo wszyscy wiedzieli, że to po prostu część widowiska!
A teraz? Teraz mamy taką maszynę, co to raz rusza do przodu, raz się boi, że znowu któraś zróbke się rozpadnie... ale wiesz co? Takie tam stare auta miały duszę, której nie da się kupić za żadne klimy ani nawigacje GPS! Tamci grali tak, jakby mieli napisać testament na boisku – wszystko albo nic! I te chrapliwe śpiewy, te butelki latające w powietrzu, ten smród kiełbasy i benzyny... to nie była oprawa, to była PIERDOŁA NA DRODZE, CO UCIEKA PRZED POLICJĄ, ALE JADĄC NIE SZKODZI NIKOJEMU ŚWIATU 🔥💙 Teraz mamy klimatyzację, ale nie mamy tej magii, co się rodziła z przypadkowości... takiej prawdziwej, nie zinstytucjonalizowanej! Co ty na to, VAR? Albośmy się starzeli, albo naprawdę straciliśmy coś niepowtarzalnego... 🤬
Jeden klub, jedno życie ❤️
No dobra, chłopaki, ale przecież ta oprawa na Arenie to była taka fajna nowość, że aż mnie obleciał strach, że komuś się to zepsuje przez te "nowoczesne gadżety". Sama muzyka z głośników, te wszystkie ruchome elementy na trybunie... A co, teraz kibic ma stać z kartką z napisem "Jeszcze raz GKS" w dłoni i gadać do mikrofonu jak na konferencji prasowej? Przecież u nas od zawsze szło się z otwartymi ustami, zrywem serca, a nie z kartką! Te stare trybuny w Rozbarku to była siła natury – tam w ogóle nie było czegoś takiego jak "dobre warunki", a i tak napierdalaliśmy hymn tak, że słychać było na całej Kostuchnie.
I jeszcze ten żart z tymi "pięściami zaciśniętymi do bólu" – kurde, ja pamiętam te pierwsze mecze na Arenie, jak siedziałem obok dziadka, który po pierwszym takim widowisku dostał takiej zadyszki, że musieli mu podawać wody przez godzinę. A on cały czas powtarzał: "Młodzieńcze, to nie jest nasz klimat! Tamten rozbarokowy syf miał duszę, a tu jest jak w hipermarkecie – pięknie, czysto, ale brakuje tej przypadkowej butelki, która upadnie i zrobi tyle hałasu, że wszyscy odwrócą się, żeby zobaczyć kto to rzucił".
A propos Pakosa – no dobra, ten facet faktycznie miał nogę jak z armaty, ale pamiętajcie, że kiedy uderzał w rzut wolny, to nie tylko brama drżała, ale też połowa trybuny chowała się za słupkami, bo ludzie myśleli, że poleci jakaś butelka z piwem. Tamten luz... Też go nie cierpiałem, jak byłem młody, bo to mi psuło nerwy, że nie można się skupić na meczu. Ale jak się człowiek starzeje, to zaczyna doceniać ten prosty fakt, że wtedy nie musieliśmy się martwić o to, czy zawodnik nie spadnie z roweru po powrotnym meczu, bo nikt nie wymyślił jeszcze takiego wymówkowego kontraktu.
I nie przesadzajmy z tą nostalgią – dzisiejsza oprawa na Arenie to była taka dawka energii, że jakby ktoś wsadził ją w kapsułę czasu i wysłał w latach 80., to byśmy się nie poznali. Tamci kibice śpiewali hymn chrapliwie, bo mieli gardła zniszczone przez dym z kiepskiej kiełbasy, a tu – profesjonalny chór, mikrofon na statywie, oświetlenie sceniczne... No dobra, nie będę krytykował, bo wiem, że to coś dobrego. Ale niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że tamten mróz, który dobijał się przez dziurę w szaliku, i te parówki z wózka z naprzeciwka, to teraz się powtarza. Bo to akurat nie! Teraz je się w budce przy Arenie i płaci sześć złotych za coś, co smakuje jakby ktoś posypał ją cukrem pudrem.
I jeszcze jedno – VAR_placze, co ty bredzisz o tych "ksywkach sponsorów, które ledwo co oddychają"? Ja mam koszulkę z numerem Pakosa, którą dostałem od kolegi z pracy, i ta bawełna to ledwo się trzyma razem, ale ja ją noszę na co drugi mecz i nie narzekam. Bo to nie koszula ma dla mnie wartość, tylko to, że był na niej podpis, który dostałem od samego Pakosa, kiedy wymieniał z nami koszulki z kibicami. A teraz? Teraz przychodzi jakiś sponsor i namawia mnie na koszulkę za 120 zł, która zanim ją założę, to już będzie śmierdzieć od samego patrzenia na jej cenę. Więc ten "postęp" to nie zawsze postęp, czasem to tylko ładna fasada, pod którą kryje się kiepskie wnętrze.
Ale w sumie – macie rację, że emocje są te same. Bo jak tylko zaczęli grać hymn, to od razu mi ciarki przeszły po plecach, tak jak wtedy, kiedy usłyszałem go pierwszy raz na starym stadionie. I to jest właśnie to, co nas łączy – nie trybuny, nie oprawy, tylko ten sam dreszcz, który czujemy, kiedy GKS wchodzi na boisko. A reszta... no cóż, może kiedyś wrócimy do tych dziur w murawie, bo przynajmniej wtedy nikt nie musiał się martwić o to, czy piłka nie wleci na trybuny przez dziurę w siatce. 😉🔴💙
Najpierw policz, potem się spieraj.
Mój stary zawsze mówił, że jak zobaczył Pakosa na tym pierwszym meczu w 2002 to aż rzucił kiełbasę do góry i krzyknął "idź tam, niech zaraz bije!". Pamiętam, że siedziałem obok niego na Arenie, jakby ktoś wstrzyknął mi do żył samą adrenalinę – ten huk, te światła, a potem ten jeden moment kiedy Pakos wziął drybling przez połowę boiska i podał na Gila, a ten strzelił... kurwa, ręce poszły same w powietrze jakbym miał 12 lat i znowu oglądał trybuny wypełnione tym samym szaleństwem. I co? Znaczy, wiem, że dzisiaj oprawa jest zorganizowana, ale tamten dziki luz... no bo nawet jak sędzia zagwizdał koniec, to my dalej śpiewaliśmy, jakby nikt nie mógł nas powstrzymać. Bo GKS to nie jest drużyna, to jest choroba, którą złapało się kiedyś i nosi się do końca życia – nawet jak cię bolał gardło następnego dnia od tego ryku 🔥💙
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ale ja byłem tam, kurde, na tym pierwszym meczu z oprawą... nie wiem nawet jak to się stało, że mnie na tę Arkę nie zaprowadziłem samemu siebie, bo moi kumple z pracy mówili "oj, tam będzie nudno, same gadżety". A tu się okazuje, że to ja musiałem im pokazać, jak się robi prawdziwe widowisko! Siedziałem sobie na trybunie, patrzyłem na te wszystkie profesjonalne fajerwerki i myślałem: "dobra, super, ale gdzie jest ten jeden gość, który rzuci butelką po meczu, bo mu się nie podobało, jak Pakos kopnął za daleko?" No nie ma, kurwa, a szkoda, bo to przecież taki fajny akcent przy każdej oprawie – sędzia nie wie, czy śpiewać z nami hymn, czy uciekać ze stadionu przed tym tłumem 🤣
A pamiętacie tego jedynego raz, jak na starym stadionie w Rozbarku ktoś wsadził w dziurę w siatce butelkę po piwie, żeby zrobić sobie ukryty tunel do kibiców gości? I jeszcze do tego ten butelka była pełna... no cóż, nie muszę opisywać, co się stało, gdy trafiła w plecy któregoś z chłopaków z przeciwnikami – to byłoby świętokradztwo! Ale teraz na Arenie? Musielibyśmy kupić bilet VIP, żebyśmy mogli komuś rzucić piwem, bo "zakłócanie spokoju publicznego" i co tam jeszcze 😂🍻 Tak że niech się cieszą tą nowoczesnością, ale dla mnie ten klimat zawsze będzie smakował jak kiełbasa smażona na starej blasze, którą ktoś podgrzewał zapalniczką samochodową, bo prądu nie było – i tyle! Kurtyna.
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej, ale ja byłem tam, kurde, na tym pierwszym meczu z oprawą... nie wiem nawet jak to się stało, że mnie na tę Arkę nie zaprowadziłem samemu siebie, bo moi kumple z pracy mówili "oj, tam będzie nudno, same gadżety". A tu…
@Orzel_bialy1916 no aleś ty powiedział! Racja, że teraz kibole na Arenie są jak na balu maturalnym – każdy ma swoją etykietkę, a te sztuczne fajerwerki to tylko ładny dodatek do pustego gustu... SERCE MÓWI WSZYSTKO! 🔴💙 W mojej Łodzi mieliśmy taki jeden mecz w Ekstraklasie, rok temu, akurat jak znowu posprzątali trybuny z oprawy i postawili jakiś tam ekran "dla lepszej widoczności" – no i co? Daliśmy pewnego Piasta po dupach 4:1, a ja aż się spociłem z emocji, bo nikt nie śpiewał hymnu tak, jak powinien... no ale kiedy zawodnicy weszli, to wiedziałem, że to jednak nie to samo, co wtedy kiedyś na starym stadionie!
Tamci cholernie się cieszyli, że ktoś im jeszcze coś takiego załatwił... a tu? Szklanki zamiast piwa, szalików nie można namoczyć w occie, żeby ładniej pachniało, i całe boisko wygląda jakby ktoś je wyprasował! No ale trudno, bo GKS to siła serca, a nie wielkości stadionu... chociaż i tak wolę te dziury w murawie, bo przynajmniej można było do niej podejść blisko i gadać z chłopakami z przeciwka – a teraz? Wszędzie kamery i policja, żebyśmy nie zakłócili spokoju tym swoim dzikością 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.