Tych chwil nie zastąpią żadne dzisiejsze laury: jak Raków częstochowski wbił się w serca całej Polski!
a no pamiętam jak to lipiec 2021 był, a my już po tym meczu o puchar, że cała ciuchcia pachniała piwem i radochą... no bo facet wpuścił nas na trybunę gościa, a tam wiatr dął tak, że bannerom się darły przyczepy na sąsiednim stadionie! tyłeśmy się z kibolami ze Śląska, co to 700 km dojechali, a jeden stary zielony beret miał transparent „częstochowskie szaleństwo" wiszący na kiju od miotły, bo normalny drążek akurat komuś wypadł z rąk. i ten huk ryków jak tych wojskowych okrętów w Gdyni podczas defilady, tylko że my mieliśmy przy okazji zawołania „robić damy! robimy lody!" i wszyscy razem na „żeleźniaka", i ja mówię: cholera, ta drużyna to nie zespół, to cała pielgrzymka, która trafiła do celu. i ten moment, gdy ulationo otworzył bramkę, a ja w nogi, bo zapomniałem o protezach i biegałem z zębami w słońcu jak idiota. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A co to był za lipiec 2021, nie?
Ja to akurat byłem w Częstochowie na wczasach u cioci na letnisku w Podlesiu, no ale jak tylko usłyszałem, że mamy mecz o Puchar, to od razu „siema cioci, idę kibicować!”. Biegnę na stadion, a tu cała dzielnica wyludniona, bo wszyscy na trybuny! A mnie co? Miałem przy sobie tylko butelkę wody i ustnik, bo myślałem, że wezmę coś na później, a nie zdążyłem nawet butelki odstawić.
I jak tu na ten mecz patrze — pierwsza połowa była niby spokojna, ale powietrze takie, że czuło się, że zaraz coś się wydarzy. A potem ta akcja, gol Ulationego… JA LITERALNIE ODJĄŁŁŁ!! Podskoczyłem tak wysoko, że zahaczyłem kolanem o bark starszego pana obok, a on na to: „ej, młody, uważaj, bo mi piwo wylejesz!” i tak ze sobą zaczęliśmy na trybunie śmiechem, że reszta nawet myślała, że się znamy od lat. A potem ten huk! Cała trybuna „Raków! Raków!” tak mocno, że aż mi szczękało w zębach, i ten jeden facet w szaliku z numerem 7 wykrzykiwał coś przez megafon zrobiony z tuby po chipsach, bo normalny padł. No i ta chwila, gdy Rak nabiegał całe boisko, a my tak samo jakbyśmy z nim biegli — naprawdę czułem, że jesteśmy częścią tej pielgrzymki, o której mówił Pogon_1913. I te łzy… nie no, serio, normalnie zapomniałem, że noszę okulary przeciwsłoneczne, bo oczy mi tak błyszczały, że było widać odbijające się w nich reflektory, no bo jak nie płakać, jak cały naród się razem śmieje i płacze?! A potem ciocia na drugi dzień mówi „wszystko zjadłeś?”, a ja jej: „ciociu, ja tam nic nie jadłem, bo wstrzymałem oddech przez pół meczu z emocji!” 😂
No ale trudno, to było coś więcej niż mecz. To było cuda nad cudami, i do dzisiaj jak słyszę „Raków Częstochowa”, to od razu mi się nogi trzęsą i serce wali, bo wiem, że tamten dzień to była magia, którą nikt nam nie odbierze. A te spotkania z kibolami z daleka, co 700 km jechali… no to jest coś, czego żadne dzisiejsze laury nie zastąpią, bo przecież nie o trofeum chodzi, tylko o to, że byliśmy razem i walczyliśmy o coś, co nas wszystkich połączyło w jednym momencie. RAKÓW CHAMPION! 🔥💙⚫
Na trybunach od dzieciaka.
a co to był za lipiec 2021, nie? ja akurat akurat tamtej soboty jechałem z częstochowskim konwojem na trasie pod lublin, i to nie żaden konkret, tylko normalny transportowy kurs na węglę. no ale jadę ja taki ciężarówką, a radio gra „na żywo”, i nagle ten dziennikarz krzyczy „gol raków!” i ja do kierowcy: „stary, zwalniam, bo muszę posłuchać!” — a on na to: „ej, nie baw się w kibica, dojeżdżamy na czas”. no ale jak tu nie zwolnić, kiedy słuchasz, że twoja drużyna właśnie wpakowała gola w puchar? no i zatrzymałem się na parkingu przy jakiejś knajpie koło piotrkowa, i tam siedział facet z konwoju, co też jechał na mecz, z tym samym pomysłem — obaj wysiedliśmy, otworzyliśmy piwko i stojąc na tej betonowej płycie, słuchaliśmy jak komentator bredzi, że „teraz nic nie jest pewne”, a my dwie sekundy później jeden drugiego o mało nie uściskał, bo wiedzieliśmy, że to koniec problemów.
potem dojechałem na stadion, a tam już wszyscy mieli takie „wiadomo” miny, że ten gol to była tylko formalność. i pamiętam ten moment, gdy Ulatowski wbiegł na boisko i rozkładał ręce, a my na trybunie ryczeliśmy tak, że chyba trzęsło się całe miasto — bo to nie był tylko gol, to był „wreszcie, doczekaliśmy się”. i ten dziadek obok mnie, co miał koszulkę z roku ’96, kiedy to częstochowiakom ledwo co pierwszy raz w ekstraklasie zaświeciło, powiedział mi wtedy: „widziałeś, chłopaku, jaka to siła, co się zebrała?”.
no i wiesz co? do dzisiaj, jak jadę tą samą trasą, to mijając ten parking koło piotrkowa, uśmiecham się do siebie, bo tamtej nocy, na tym betonie, z tym jednym piwkiem i szczęściem w kieszeni, poczułem, że jestem częścią czegoś większego. nie tylko kibica, nie tylko zawodnika — ale całej tej szalonej pielgrzymki, która w lipcu 2021 wbiła się w serca całej polski. RAKÓW NA ZAWSZE! 🔥💙⚫
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A co to był za lipiec 2021, nie?
Ja to akurat byłem w Częstochowie na wczasach u cioci na letnisku w Podlesiu, no ale jak tylko usłyszałem, że mamy mecz o Puchar, to od razu „siema cioci, idę kibicować!”. Biegnę na stad…
@EwaCracovia no kurwa właśnie — a ja akurat tamtego lipca jechałem z Częstochowy do Rudnej, transport na wapno, i też musiałem zwolnić na stacji Orlovka bo „gospodynie” nie dały rady… 😱 a radio akurat puszczało ten mecz na żywo, i jak ten komentator wrzasnął „GOOOOL Ulatowski!!!” to ja kurwa prawie wypadłem z kabiny! Kierowca szedł w szranki ze mną o piwko w aucie 🍻 a potem tak naprawdę nie jechaliśmy na wapno tylko na trybuny co najmniej 300 kiboli żeleźniaka w konwoju się zebrało, bo wszyscy „słuchali co tam się dzieje” na kanale kibiców 💪
No i pamiętam, jak zatrzymaliśmy się przy McDonaldzie w Piotrkowie, bo „trzeba odpocząć”, a tam całe towarzystwo kibiców z wagami na ramionach, jeden z transparentem „Węgiel — nasze paliwo, Raków — nasza krew” — i cała restauracja na nogach tańczyła „żeleźniaka” 🔥 no ale trudno, to było takie szczęście, którego nikt już nie powtórzy bo dziś każdy świętuje lodami a nie łzami radości
No do licha, a więc to były dwie zupełnie inne rzeczy, tylko połączone tą samą miłością. Tamten Raków z Ulatowskim, z tym pierwszym pucharem, to była taka młodzieńcza szaleńcza energia, która nie miała opcji nie pęknąć od środka — i pękła, i to było piękne. Mieli w sobie coś takiego, że nawet jak drużyna traciła, to się tak uśmiechali, jakby wiedzieli, że ten jeden moment wszystko zmieni. I te flagi rozwieszone na tramwajach w Częstochowie, te transparenty z napisami „Tego nam brakowało”, to były nie-oficjalne ogłoszenia, że Raków nie chodzi już o sam awans, tylko o coś więcej. I to poczucie, że każdy kibic, nawet ten zza 700 km, czuł się jak pielgrzym wracający do domu — wkurwieni, że musieli jechać własnym samochodem, bo pociąg zatarasowali kibole, ale wkurwieni na luzie, bo wiadomo było, że się spotkają.
A teraz? Ten Raków to już dorosły facet, który wie, jak się bronić, jak wygrać, kiedy trzeba się schować. Oni wiedzą, że nie liczy się już tylko jeden gol, tylko systematyczność, takie tam „małe kroki”, które składają się na wielkie zwycięstwa. I nie ma już tej naiwnej euforii z 2021 roku, bo teraz są doświadczeni — ale za to jest ta świadomość, że naprawdę mogą coś osiągnąć. Tyle że wtedy mieliśmy tę magię w oczach, a dziś mamy pewność, którą ciężko kupić za żadne pieniądze.
I co ważne — dzisiaj ten Raków potrafi wycisnąć zwycięstwo nawet w najgorszych warunkach, ale brakuje mu tamtej dziecięcej radości, która wręcz wyrywała się z gardła, jakby chciała się podzielić z całym światem. Teraz to bardziej „dobrze, wyszło”, a tamtego lata było „nie do wiary, że to się dzieje”. I to jest ten niuans, którego żadne dzisiejsze trofea nie zastąpią. RAKÓW NA ZAWSZE! 🔥💙⚫
xG > emocje.
No ale serio, a ja akurat tamtego dnia miałem nockę w pracy — nie żart, naprawdę sprzedawałem coś w jakiejś hipeerce w Rzeszowie, bo mój szef uznał, że „tylko ośmiogodzinny dzień jest prawdziwym dniem pracy”. No i lecę ja rano, 100 km/h, żeby zdążyć na 12.00, a tu nagle radio trzaśnie: „gol rakowskich!”. A ja kurwa, pamiętam, jakbym dostał wiadro lodowatej wody — taki byłem zmęczony po nocce, że dosłownie podskoczyłem w fotelu, a ten klient z kasą w ręku patrzy na mnie jak na wariata. „Co jest panie?” — pyta. „Eee… nic, panie, gratuluję Rakowowi!” — rzucam i uciekam na zaplecze, bo musiałem to komuś powiedzieć. Ale że nikogo nie było, to wziąłem się za siebie za ramię i krzyknąłem „ROBIĆ DAMY!”, a potem upadłem na składaną huśtawkę w pokoju socjalnym i tam przez 10 minut udawałem kibica z trybuny, machając rękoma i krzycząc „Ulaaaatiooon!” tak głośno, że aż pani Halinka z księgowości zajrzała: „Co się dzieje, boże drogi?”. No i przez resztę dnia sprzedawałem jak oszalały, bo wkurzonych klientów, co pytają „co z moim towarem”, wykańczałem frazą „nie ma emocji, tylko Raków Championship!” 😂 A jakby tego było mało, to wieczorem idę do sklepu po piwo i ktoś mnie pyta „na co się tak cieszysz?”, a ja jak nie wrzasnę: „Mamy Puchar, debilu, bo na to 70 lat czekaliśmy!”. Facet się uśmiechnął i powiedział „no w końcu”, a ja już wiedziałem, że ten dzień zapadnie mi w pamięć na zawsze. Bo kiedyś to była taka magiczna chwila, że nawet sprzedawanie soku w Rzeszowie stało się częścią tej pielgrzymki — i co? Nadal nie ma żadnych dzisiejszych laurów, które by to zastąpiły! RAKÓW CHAMPION 2021 NA ZAWSZE W NASZYCH SERCACH! 🔥💙⚫🍻
Potrzymaj piwo.
Chłopaki, weźcie to tymczasem załóżmy, że mnie tam nie było — bo akurat miałem nockę na liniach, ale dosłownie w momencie gola na trybunie ekstraszybko rzuciłem wszystko, bo słyszałem ten huk z radia. I to nie żaden dziennikarz krzyczał, tylko jeden kibol, co siedział koło mnie w knajpie i miałby nie wrzeszczeć, jakby sam strzelił gola, nie? Wziąłem szybciutko kurs na konto bukmachera i wbiłem 100 zł na „więcej niż 2,5 gola” — bo widzisz, jak się grało, to była taka sobota, że nawet jakby padł nie-dziś-prognozowany huragan, to bym postawił na celowniku i wygrałem.
A dzisiaj jak patrzę na te dzisiejsze laury, no to fajnie, że znowu coś wygrali, ale kurwa — jak można porównać ten szalony lipiec 2021 z dzisiejszymi występami na Champions? Tam była taka iskra w powietrzu, że teraz, jak sobie odpalę wideo z Ulationym wbiegającym na boisko, to aż mi mdło robi od samego patrzenia. Dzisiaj to już nie ta magia, tylko precyzja, a ja wolę te momenty, kiedy kibicujesz i aż ci serce podchodzi do gardła, niż te, gdzie liczysz na ROI 1.15, bo coś tam zagwarantowali.
Raz się żyje, no nie? 🍻💸
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
No ale kurwa, kurwa, KURWA 🔥 co za wpisy!! Ja tam akurat tamtego lata wracałem z budowy pod Lublinem, słońce prażyło tak, że asfalt się topił, a radio wciśnięte na maxa — i nagle: „GOL RAKÓW!”. Mój kierowca, stary Marian, taki normalnie srogi na trybunach Legii, to aż uderzył pięścią w kierownicę i krzyknął „no wreszcie!!!”. A ja mu na to: „Marian, dzisiaj nie mamy roboty, jadę kibicować!”. Od razu zawróciłem, wjechałem na trybuny w Częstochowie, a tam — CAŁE MIASTO, totalne szaleństwo. I ten moment, gdy Ulatowski wbiegł na boisko, a my wszyscy z nim — dosłownie czułem się jakbym latał, a nie biegł! 💪😱
Teraz? Fajnie, że Raków wygrywa, ale to nie to samo co te łzy radości, które leciały wtedy jak z cebra. Te dzisiejsze laury? No jasne, super, ale gdzie ta magia, którą wszyscy mieliśmy w oczach?! Tamten Raków to było jak cud — nikt nam go nie odbierze, nikt!!! RAKÓW NA ZAWSZE W NASZYCH SERCACH!!! 🔥💙⚫
Na trybunach od dzieciaka.