Tyle naszych serc bije razem od czasu Camp Nou, gdy Messi leciał jak ptak, a Barça grała muzykę dla świata!
właśnie wczoraj jak wracałem ze sklepu z siatami pełnymi zakupów, to syn mnie złapał za ramię i pyta: tato, a pamiętasz ten mecz z Levante? tam na tyle, że nie miałeś czasu nawet na herbatę? no to starym zwyczajem usiedliśmy na kanapie i znów to przeżywaliśmy — te bramki, te uderzenia, ten szaleństwo na trybunach, jakby ktoś puścił dyskotekę na szóstym piętrze. pamiętam, jak Xavi wyciął taki podanie, że Lloris dopiero po meczu uświadomił sobie, że dostał kołnierzem od koszulki. albo ten moment, gdy Piqué podniósł rękę, jakby chciał powiedzieć: spokojnie, chłopaki, idziemy na spacer, a potem puścił żółtego, bo wiedział, że wróg już jest na kolanach. osiem lat temu, a ja jak słucham tej relacji, to mam wrażenie, że to było wczoraj — serce bije tak samo, emocje te same. z kolei dzisiaj, gdy ktoś mówi o tamtym okresie, to zawsze dorzucam: no i to była drużyna, która grała jakby nie miało być jutra.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech to, a niech to!! Ten mecz to była JEDYNA taka kopa na czwartek wieczorem gdy szedłem z psem na spacer i słońce akurat zanurkowało za blok, a mnie telefon zagrzmiał powiadomieniem live❗❗ Słuchajcie, ja akurat zakładałem mu smycz (pieseczek podskakiwał jak opętany, bo czuł, że zaraz idziemy do parku), a tu BUM — pierwsza bramka!!! Myślałem, że to spam od jakiejś aplikacji do zakupów! 😂😂 A pies zaczął wyć do telewizora w oknie, jakby rozumiał, że święto idzie! Potem ta druga bramka — no serio, Lloris nawet nie zdążył złapać piłki, bo już była w siatce i leciała wzdłuż linii autowej jak rakieta! A do tego ten głos komentatora: "Gooooool Barça!!!" i ja od razu rzuciłem smycz psu prosto na trawnik (on dalej szczekał, jakby miał pretensje, że go porzuciłem😭) i skoczyłem w miejscu, aż sąsiad z drugiego piętra wychylił się i krzyknął "Cicho tam, barceloński wariat!" 🔥
A później jak już dochodziłem do siebie, to dotarło do mnie, że naprawdę widziałem, jak Xavi wycina te idealne łuki w powietrzu, a Piqué tak latał po obronie, że Levante musiało się czuć jak w kalejdoskopie! To była taka gra, przy której nawet powietrze pachniało perfumami sukcesu, nie oszukujmy się! No i te 5-0, ten wynik wyglądał tak naturalnie, jakby ktoś narysował go flamastrem na kartce ❤️💙
I co tam JagielloniaPoznan mówi o synu — ja akurat przy tym meczu miałem kolegę z pracy w gościach, a jego mały synek pierwszy raz oglądał Barçę i cały czas pytał: "Tato, dlaczego oni tacy fajni?". No to posadziliśmy go między nami, a on przez całą drugą połowę skakał na kanapie jak na trampolinie! Gdy padła ostatnia bramka, on wrzasnął "JESTEM BARCELONISTĄ NA ZAWSZE!" i wszedł na stół — kolega ledwo go zdążył złapać, zanim walnął się na podłogę 😭🔴
To było jak klinika radości w jednym meczu — osiem lat później nadal dźwięczy mi w uszach ten huk trybun w Camp Nou, jakby ktoś puścił wszystkim wiatr w żagle! 🚢⛵ No ale trudno, chłopaki, kto raz wyleciał z Messim i Xavim w niebie, ten już nigdy nie przestanie latać! 🔥💪
że pamiętacie ten moment, gdy Pedro wbiegł na pole karne, a jakby się odbił od ściany, to dostał takiego mocnego uderzenia, że aż piłka się odbiła od bramki i poszła prosto do pustego kosza? ja akurat oglądałem ten mecz u znajomego w mieszkaniu na ósmym piętrze, a on miał balkon otwarty — i wiecie co? sąsiad z parteru zaczął klaskać w takt naszych bramek, bo myślał, że to jakaś uliczna impreza! 😄 potem wyszedł w samych skarpetkach, z kubkiem herbaty w ręku, i zaczął śpiewać razem z nami „mes que un club” — ledwo trzymał równowagę, ale nikt nie miał serca go uciszać. do dzisiaj, gdy widzę młodych kibiców śpiewających tę piosenkę, to zawsze się uśmiecham, bo wiem, że to właśnie ta chwila sprawiła, że czułem się jakby ktoś nalał mi radości do samego dna. i to nie był jeden raz, naprawdę — takiej prawdziwej, dziko radosnej euforii już nie widziałem, no chyba że na meczu na żywo z nowymi kolorowymi strojami, ale to zupełnie inna bajka...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no ale serio, chłopaki... ja akurat w tym meczu akurat robiłem kanapkę z serem i żółtym serem bo to było święto brunchu 🧀🔴 i jak padła pierwsza bramka, to łyżka masła wypadła mi z ręki prosto na podłogę — no i moja żona krzyknęła "TO JEST WIĘCEJ NIŻ PIERWSZA BRAMKA, TO JEST CAŁA FILOZOFIA!" 😂 no i musiałem jej tłumaczyć przez pół godziny dlaczego 5-0 to nie żadne "higiena", tylko teoria wielkiego wybuchu Barcelony 🌌 a mój sąsiad z dołu, który normalnie rano krzyczy o ciszy, to akurat wyszedł na balkon i krzyknął "BRACISZKU, ODDZIELAJ TYLKO KONDYGNIACJE!" 🤣 i potem przez tydzień zapraszał mnie na herbatę z powodu "wspólnoty barcelońskiego szaleństwa" 🍵🔥 a ja myślałem, że w końcu mnie polubi, ale nie — on po prostu chciał dowiedzieć się, jakie są przepisy na ten "golowy" smak życia 😭 no ale nie ważne, ważne, że wtedy był ten jeden mecz, kiedy naprawdę wszyscy byliśmy razem, nawet jeśli przez przypadek... bo przecież Camp Nou to przecież nie tylko stadion, to taki nasz rodzinny fotel, gdzie można sobie rozlać colę i śpiewać, że to nie piwo, tylko eliksir szczęścia 🚬🔴 no i to się liczy, nie? 💙❤️🤣
Potrzymaj piwo.