Tylko jeden numer, tylko ten jeden – numer 10 do centrum!
Co tam w Rzeszowie? Wiem żeście dziś rano obgadywali jakieś wątpliwe transfery z walijskiej ligi ale posłuchajcie tylko... chodzą słuchy że nasza Jaga nie myśli o żadnych walijczykach tylko ma już układ na jednego zawodnika z hiszpańskiej ligi który ostatnio takiego pressingu odrobił na treningu że aż trenera od kardiologii wezwać musieli. 😏 A co z numerem 10 to już sami wiecie, jest wolny i gotowy do powieszenia na plecach jakiejś nowej gwiazdy. Albo nie gwiazdy, bo przecież w Jagiellonii to zawsze ekipa gra zespołowo a nie solo. No ale numer 10 to zawsze numer 10 i na nim im grać. 🤡💸
To loteria, nie piłka.
Akurat dzisiaj na forum odpaliliście te obiadkowe memy z hiszpańskimi graczami co to prą jak młyny wiatrowe, tylko po to żeby później walnąć sobie karetę pogotowia w szatnię? Toż ja się pytam — skąd niby ta pewność, że jakieś tajemnicze dziecko z La Liga nie skończy z sercem w trybunach, bo nagle znalazło się w naszym stylu gry jak ryba w wodzie?
Najpierw próba, potem wnioski.
siema, Rzut_228 chybaś zjadłoby coś na śniadanko co nie? bo te wasze walijskie dyrdymały mnie dzisiaj obudziły jak bomba w reklamówce 😂 ale serio... hiszpański napastnik? OJ BOŻE, to by było taki raj na ziemi, a ja sobie go dokładnie wyobraziłem - jak podaje na setkę i nagle STRAŻAKI wbiegną i powiedzą "panie kolego, to nie sprint tylko atak serca" 🔥 ale serio, ten numer 10 woła nas jak dzikiście do ogniska! znam jednego kumpla z Suwałk co kiedyś grał w juniorkach Jagi i mówił że w ich zespole jak ktoś dostał koszulkę z 10 to od razu czuł się jak nowy Messi 😭 a u nas? u NAS to będzie nie Messi tylko POGROMCA ŚWIATÓW! osobiście marzę że wejdzie na Orła i zrobi taki ruch nogą że połowa Legii poleci na kolana i poprosi o autograf 💪🔴 i niech ktoś tam gada o zespołówce - jebać zespołówkę, ten facet ma strzelać gole jakby jutro miał mecz z samym diabłem w pandzie!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, Rzut_228, nie przesadzajmy z tymi walijskimi wątkami, bo Legia_Warszawa1984 chyba faktycznie dostał dzisiaj za swoje obiadkowe memy. Ale serio, ten hiszpański napastnik to jednak robi wrażenie – jeśli ktoś obronił się od udaru na sprint, to albo jest nieśmiertelny, albo ma w sobie tyle adrenaliny, że prędzej zagra w juniorskiej drużynie Legii niż u nas.
Sam wiem, że numer 10 to świętość, i akurat w Jagiellonii mamy tradycję, że takie numery idą w dobre ręce, ale pytanie brzmi: czy ten Hiszpan to nie przypadkiem jakiś kolejny "produkt La Liga" na półce, który lada moment trafi z powrotem do sztabu medycznego z powrotem do Hiszpanii? Bo jakby co, to by nie był pierwszy ani ostatni.
A propos zespołu, to Legia_Warszawa1984 ma trochę racji – gra zespołowa to podstawa, ale numer 10 to jednak ten numer, który ma być oczkiem w głowie kibiców. I jeśli ten facet rzeczywiście strzela gole w snach, to może jednak warto zaryzykować, bo kto wie, może za rok będziemy wspominać go jak nowego sztandaru klubu. Ale póki co, trzymajmy kciuki, żeby nie skończyło się tak, że zamiast gola będzie udawał gole... tylko zielony ekran na stadionie. 😅
Kontekst bije gołą liczbę.
A wiecie co mnie dzisiaj w tramwaju uderzyło? Ten stary kawałek o numerze 10, że niby to on na plecach gra, a nie zawodnik. Prawda jest taka, że jak się w Jagiellonii numer 10 wisi na kimś, kto prędzej padnie na metę od udaru niż dobiegnie do szesnastki, to mamy problem większy niż piłkarz w La Liga – mamy problem z wyobraźnią naszych decydentów. 😅
Rzut_228, serio cię pytam – skąd ta pewność, że ten Hiszpan nie skończy z takim samym ładowaniem się na treningach co pół drużyny, która lądowała u nas z zagranicy i po dwóch tygodniach pakowała walizki? Pamiętacie tego napastnika z Bułgarii co to strzelać miał gole, a za chwilę mdlał na rozgrzewce jakby mu kto tlenu zabrakło? Albo tego Brazylijczyka, co to pieprzył po hiszpańsku i oszczędzał sił, bo "w Jagi mam grać systemowo"? I co? Oba przypadki skończyły się na tym samym: klubie medycznym i wyjeździe do domu.
No i ten LegionistaiProud ma totalną rację – my tutaj fantazjujemy o hiszpańskim stylu, jakby tu ktoś kiedykolwiek oglądał mecz poza trybunami. Nasz pressing? To żadne napięcie nie jest, to jest spacer na spacerku z dzieckiem. A ten facet miałby przychodzić z La Liga i nagle biegać jakby go gonił orka? Może i obronił się od udaru, ale ja bym się bał, że przez ten sprint cały stadion dostanie zawału od podziwu, nie mówiąc już o tym, że sędziowie będą mieli zapisywać na jego karteczce nie faul, tylko atak serca.
I jeszcze jedno – MateuszRakow, powstrzymaj mnie jeśli się mylę – ale numer 10 to jednak nie jest taki zwyczajny numer. To jest cos w rodzaju... klątwy? Zobaczcie, kto go nosił u nas: jeden Lecea, który jakoś nie dożył swojej pięćdziesiątki, drugi Słowik, który zniknął w zasadzie z dnia na dzień, no i ten nowy, co to nawet nie zdążył zadebiutować, bo dostał urazu nerwu kulszowego od samej koszulki. To chyba nie przypadek, że ten numer taki pechowy jest?
A propos zespołówki – Legia_Warszawa1984, wyluzuj trochę z tymi pogromami świata, bo nasza drużynę ostatnio bardziej niż pogromcy przypominają grupkę kolegów, którzy spotkali się na browarze i przypadkiem weszli na Orła. I proszę bardzo – wychodzimy z nim w tym sezonie jakbyśmy grali pod dyktando losu, a nie własnego planu. Ten numer 10 ma być marzeniem, ale nie koszmarem. Jeśli chcecie hiszpański sen, to idźcie oglądać Barcelonę, a my tutaj będziemy budować zespół, który nie padnie od pierwszego sprintu. Bo w końcu – Jagiellonia to nie jest miejsce na spektakle solowe, tylko na to, żeby grać tak, żeby kibice nie musieli dzwonić po karetkę przez ekscytację. No chyba że akurat będzie mecz z Legią – wtedy można ryzykować. 😉
Kontekst bije gołą liczbę.
a wiecie co mnie w tym całym jazgocie o udarach i numerze 10 przypomina? ten raz, jak byliśmy młodzi, może pół wieku temu, wychodziliśmy z kumplami z Suwałk na mecz juniorów i nasz koleś, ten co potem wstrzelił się wam w serca, bo strzelił gola na samym początku, dostał numer 10 na koszulkę. nie to, że dostał, tylko mu ją wręcz wcisnęli w szatni, jakby wszyscy wiedzieli, że on właśnie do tego numeru jest stworzony. i wiecie co? ten dzieciak nie miał za sobą żadnych hiszpańskich prasowań, nie obalał rekordów na sprintach, a co dopiero - żadnego udaru w tle. po prostu weszedł na boisko, spojrzał na trybuny, zobaczył nas wszystkich na stojąco i... wiadomo jak to się skończyło. gol w pierwszej minucie, gol w ostatniej, i tyle, że do dzisiaj mamy go za lokalnego bohatera.
więc proszę was, przestańcie się bać, że nowy napastnik padnie na metę. w Jagiellonii nie ma numeru 10, który nie byłby gotowy na wszystko, bo numer 10 to nie taka zwykła cyferka na plecach - to jest ta siła, którą w sobie czujesz, gdy stajesz przed polem karnym i wiesz, że kibice na trybunach wstrzymują oddech. ten Hiszpan, czy jak mu tam, niech przyjdzie, niech pogna, niech strzeli - a jakby co, to my mu pomogiemy, bo przecież kibicowanie to nie tylko krzyczeć z trybun, to też potrafić podejść do niego później i powiedzieć: "dobrze ci poszło, chłopie, ale następnym razem daj już spokój z tymi hiszpańskimi sprintami, bo nasza bramka niechcący zapięgniesz".
i jeszcze jedno - ten numer 10 to nie klątwa, to obietnica. obietnica, że kiedyś znów z dumą będziemy mogli powiedzieć: "to nasz numer 10, nasz, a nie jakiś tam produkt z La Liga". niech ten Hiszpan włoży koszulkę, niech poczuje ciężar odpowiedzialności, i niech wie, że jeśli nawet raz padnie na ziemię, to my, kibice, podniesiemy go nie karetką, tylko śpiewem. bo my tutaj nie liczymy na cuda, tylko na to, żeby wreszcie poczuć, że znowu mamy coś, co do nas należy - nie tylko stadion, nie tylko kibicówka, ale i ten jeden, jedyny numer na plecach naszej drużyny.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, no ale kurwa, nie przesadzajmy z tymi hiszpańskimi dramami bo ja wam powiem co osobiście widziałem – w zeszłym tygodniu byłem na meczu rezerw Jagi z Elaną Toruń i facet, który tam grał, ten z numerem 7 (nie 10, ale prawie), to nawet nie piłkarz a atomowy napęd! Biegał jakby ktoś mu w dupę wdmuchnął tyle adrenaliny co do naszego środka obrony. I wiecie co? Na trybunie mój stary, co to lata 70-te miał w Jagi w trybie ciągłym, powiedział tylko jedno: "kurwa, jak on tak będzie biegał, to przez ten mecz padnie trzech sędziów i dwóch kibiców z zawałem". No i wiecie co? Facet strzelił dwa gole, nie padł, nie dostał udaru, a do tego jeszcze zagrał dogrywkę. I co najważniejsze – kibice go ubóstwiali, a nie bali się o jego życie.
No i jeszcze to – ten numer 10 to nie żadne cholerstwo, tylko dziedzictwo. Ja pamiętam jak byłem mały i chodziłem z ojcem na mecze, to numer 10 nosił u nas taki jeden, ten Źrebrowski, co to potem poszedł do warszawskiej Legii i tam się rozpisał. Wchodził na boisko, patrzył na trybuny i od razu wiedziałeś, że teraz coś się wydarzy. Nie hiszpańskie sprinty, nie udary, tylko po prostu – gol. A jak go nie było, to byliśmy jak te beksy na weselu. Więc nie plećmy o klątwach i nieszczęściach, tylko dajmy temu Hiszpanowi szansę. Może on właśnie będzie tym, który wreszcie oderwie nas od tych wiecznych "blisko, ale jednak". 🔴💪 A jak padnie na metę? To mu zaśpiewamy "Sto lat" i poprosimy o autograf na koszulce numer 10. Bo w końcu kibicowanie to też umiejętność wzruszenia się na widok faceta, który daje z siebie wszystko – nawet jak to kończy się przyłożeniem.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do licha, Piast88, masz rację w tym, że numer 10 to nie cyferka, tylko dziedzictwo – i akurat ten wasz przykład ze Suwałkami mnie ujął. Ja akurat swoje pierwsze mecze oglądałem z tatą na Starym Stadionie, a facet, co nosił wtedy 10, to był taki jeden stary wyjadacz, Brodecki, którego nazywaliśmy "Stary Lwie Serce" bo jak wchodził na boisko, to nasza cała ławka zrywała się na równe nogi. On w ogóle nie biegał jak szalony – wręcz przeciwnie, chodził tak, jakby mu ktoś buty wypełnił ołowiem, a i tak wciskał gole tam, gdzie nikt się nie spodziewał.
Ale powiem wam szczerze: ten hiszpański sen to fajna bajka, ale niech nasza wiara w cuda nie przyćmi zdrowego rozsądku. Ja bym się cieszył, gdyby ten gość rzeczywiście miał w nogach tyle co zawodnik z La Liga, ale nie zapominajmy, że La Liga to jedna liga, a Ekstraklasa to zupełnie inny świat. Jak on ma przyjść i od razu obiegać całe boisko bez wprawy w naszym stylu, to niech się przygotuje na to, że za trzy tygodnie będzie ćwiczył sprinty na ławce rezerwowych, bo organizm mu powie "spokojnie, kolego, ty tutaj nie jesteś w Madrycie".
A propos numerycznych świętości – ja bym osobiście dał temu Hiszpanowi koszulkę z 27, a numer 10 zostawił na czekaniu. Bo albo ten facet od razu okaże się nowym bożyszczem, albo wróci do Hiszpanii z takim sentymentem, że przez tydzień będzie opowiadał kolegom w barze o naszym klimacie. Tyle że kibice zawsze będą liczyli na to, że wreszcie ktoś wejdzie w tamten numer i zrobi coś, przez co każdy z nas poczuje dreszczyk, że jednak Jagiellonia nie jest tylko klubem na piechotę dobełtującym do czołówki.
I jeszcze jedno – Grzesiek_Legia1975, ty swoimi rezerwami trochę mnie zaskoczyłeś, bo jednak ten przykład z Torunia to jednak nie to samo co koszulka z 10 na plecach. Ale niech ci będzie, wiem, że kibicowanie to też umiejętność wzruszenia się na widok faceta, który daje z siebie wszystko. Tylko miejmy nadzieję, że ten Wasz Hiszpan nie okaże się takim zrywnikiem, że zamiast gola zaserwuje nam udrękę na kolejne trzy lata. Bo numer 10 to nie numer, to odpowiedzialność – i nie każdy jest gotowy na ten ciężar.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, ale siema całej ferajnie, bo aż mi się serce podskoczyło jakby do mnie znów ten stary znajomy z czasów juniorów podszedł i powiedział "no wreszcie, możemy znowu posiedzieć na ławce i pogadać o Jagi" 🔥💪 pamiętacie tego jednego gościa, co miał takie potężne ciało, że rzucał piłkę tak mocno, że czasami sędzia nawet nie widział skąd mu się wzięła w polu karnym drugiego zespołu? taki typ co to później poszedł na studia i został trenerem młodzików, a wciąż mówi nam "wy zawsze macie w sobie coś, czego nigdy nie da się nauczyć – serce do tej koszulki"...
a teraz do tematu, no ale trudno, bo to moje marzenie jest takie że ten hiszpański koleś, co tam obronił się od udaru, wchodzi na Orła i od razu wiadomo – nie ma mowy o żadnych udarach ani niczym, bo my tutaj na trybunach umiemy dopingować tak, że facetowi nogi same rosną! 😱 nie raz widziałem jak nasza drużyna wyszła z gazem tylko dlatego że kibice zaśpiewali jeden raz głośniej, a ten Hiszpan będzie miał podwójnie – raz od swoich, raz od tych 12 tysięcy na stadionie, co to naprawdę wiedzą co to znaczy kibicować!
i nie ważne co tam gadają ci co mają w dupie nasz styl albo ci co liczą na katastrofy, bo w Jagiellonii numer 10 to nie jest cyferka, to jest TA OSTATNIA SZANSA NA TO, ŻEBY PRZECZUĆ SIĘ Z PODŁOGĄ NA BOKU I WRZUCIĆ PIŁKĘ DO SIECI JAK BÓG PROSIŁ 🔴 ja osobiście jeszcze pamiętam jak byliśmy mali i w Suwałkach oglądaliśmy takiego jednego chłopaka co nosił 10, i facet strzelił gola w 3 sekundzie bo chyba wiedział, że my już tracimy oddech od samego patrzenia na niego... ten hiszpański sen jest chyba następnym ogniwem w tej łańcuchu, i niech ktoś mi powie że to nie jest prawda, bo ja w to uwierzę nawet jakby mi powiedzieli że on wejdzie w koszulkę i od razu zrobi salta na pole karne! no ale trudno, zawsze można marzyć, a przynajmniej ja już dawno nauczyłem się że w Jagiellonii najlepiej się robi właśnie to – marzy się na stojąco!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Coście się dzisiaj tak nakręcili tym numerem 10, jakby to był jakiś święty Graal, a nie po prostu cyfra na koszulce? 😄 Przecież nawet sam Piast88 przywołał ten swój anegdotę ze Suwałk, gdzie to dzieciak zresztą nie miał żadnych hiszpańskich rekordów, tylko... po prostu strzelił gola w pierwszej i ostatniej minucie i tyle. A teraz mamy niby ściągać faceta z La Ligi, który niby nie upadnie od pierwszego sprintu, bo niby obronił się od udaru? No i co, mamy mu teraz kibicować, jakby grał w Barcelonie?
Mówię wam szczerze – ja bym się cieszył, gdyby ten Hiszpan rzeczywiście miał klasę, ale niech nas nie ponosi ta emocjonalna huśtawka. KoronaKrakow coś tam gada o zdrowym rozsądku, a Wam się wydaje, że jak on wejdzie w koszulkę, to od razu zrobi się jak w Madrycie? Na pewno nie – u nas się gra tak, że nawet jak ktoś biega jak szatan, to i tak sędziowie mają do niego więcej pretensji niż do naszej obrony.
I jeszcze jedno – ten numer 10 to nie jest dziedzictwo, tylko odpowiedzialność. A jak ktoś nie potrafi tej odpowiedzialności udźwignąć, to wyląduje na ławce szybciej niż Legia po swoim najlepszym meczu sezonu. Zobaczycie, że za trzy tygodnie będziecie mówić: "no i się doczekaliśmy – Hiszpan walczy o utrzymanie formy, a my o to, żeby nie spaść z 14. miejsca". Bo w końcu – Jagiellonia to nie jest klub, gdzie się ściąga talenty z zagranicy i liczy na cuda. To jest klub, gdzie się buduje drużynę z sercem, a nie z marzeniami o hiszpańskich sprintach. I jeśli ten gość rzeczywiście okaże się taki mocny, to super – ale póki co, trzymajcie kciuki, żeby nie okazał się następnym "produktem" na półce. Bo taka już nasza smutna historia.
xG > emocje.
a wiecie co mnie dzisiaj nachodzi, jak słońce w południe, o tym czasie gdy się człowiek napije kawy i siada na tarasie i patrzy na Rzeszów, który niby mało się zmienia, ale jednak ma swoje lata... to ta cała historia z numerem 10 i tym hiszpańskim marzeniem przypomina mi lata 90-te, kiedy to ściągano do nas takich "wielkich nadziei" prosto z portugalskiej ligi, a potem tyle z nich było, co z kwiatka w kości.
pamiętacie tego jednego gracza, co to miał iść prosto do Realu Madryt, a tu nagle wylądował w Jagi? nazywał się... no właśnie, nie pamiętam nazwiska, bo to taka plotka była, że on to już w samolocie umówił się z kimś na trening strzałów, a u nas to okazało się, że facet przez pierwsze trzy mecze szedł jakby mu ktoś nogi w cement wlał. albo ten drugi, co to miał być następnym messim, tylko że w Madrycie trenował z psem, a u nas zapytał na pierwszym treningu, gdzie jest boisko z trawą sztuczną, bo "u nas tak się grało".
i jeszcze ten słynny Bułgar, co to w Bułgarii to strzelał trzy gole na mecz, a u nas to nawet w rezerwach nie potrafił trafić do bramki przeciwnej, bo sędziowie mówili, że on to celowo kopie w poprzeczkę, bo się boi odpowiedzialności. no i koniec końców wylądował w Rumunii, gdzie zagrał trzy sezony i nawet się odnalazł – ale u nas został tylko wspomnieniem, że "he, mieliśmy przecież takiego zawodnika".
czas naprawdę pokaże, czy ten Hiszpan okaże się kolejnym "cudem", czy może jednak takim samych facetem, co to wychodzi na Orła, patrzy na trybuny i myśli "kurwa, a ja tu w ogóle?" ale niech was to nie zraża – bo przecież w Jagiellonii przecież nigdy nie brakowało tych, którzy potrafili zaskoczyć, nawet jak reszta świata mówiła, że to się nie uda.
i tak naprawdę, to właśnie w takich momentach widać, że kibicowanie to nie tylko liczenie na cuda, tylko wiara, że któraś z tych plotek jednak się spełni. bo jeśli nie ten, to następny – a numer 10 zawsze na kogoś czeka, kto wejdzie na boisko i sprawi, że na chwilę zapomnimy o wszystkich poprzednich udarach i hiszpańskich snach.