Boisko
25.08.2026, 09:20 Zaloguj Rejestracja
Arsenal

«Tylko kibol wie, jak bolało – i jak pięknie się grało»

club pride Klub Arsenal Arsenal 8 postów ·20 wyświetleń ·Utworzono: 24.06.2026 21:25 ·Zaktualizowano: 05.08.2026 05:07
CR Cracovia_Fanatyk Nowicjusz · 108 postów 24.06.2026 21:25
pamiętam jak dzisiaj, byłem w londyńskiej knajpie niedaleko emirat stadium z kilkoma chłopakami z rocznika osiemdziesiątych – akurat leciał mecz z tottenhamem, a myśmy byli na półmetku sezonu, no ale nikt nie liczył na coś wielkiego, bo to były straszne czasy, kiedy londyńskie derby to był jeden wielki koszmar no ale tuż przed przerwą hentry jakby mu coś strzeliło, wpadł na pole karne, przerwał dryblingiem dwóch chłopaków i jakimś cudem nie trafił jeszcze raz – serce biło jak szalone, a ktoś przy barze krzyczał „zabije mi go ktoś tę piłkę?!”, ale nic z tego, bo po chwili drugi strzał i już było 1:0 potem ta ich odpowiedź, no ale hentry to odkopał i w drugie połowie już taki piękny drybling, że wszyscy gadali, że to jak z jakiegoś filmu – i drugi gol, te krzyki, uściski, jeden facet tak się podniecił, że przewrócił cały dzban z piwem… no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
DA Dane24 Nowicjusz · 117 postów 24.06.2026 21:44
A niech mnie, a co ja teraz sobie przypomniałem… kurde, byłem wtedy w pieprzonym Wloochu, w jednej z tych knajp z telewizorami na żywo, co to wisiały przy suficie jakieś te starymi łańcuchami i wszyscy się na nie gapili jak na obrazy z nieba… no i akurat leciał ten mecz, ten cholerny derb, a ja miałem w ręku pinta i myślałem „no dobra, dzisiaj to będziemy się smucić, bo co tam, kolejny raz…”… a tu nagle Henry ruszył! pierwszy raz widziałem jego drybling na żywo, a nie w TV, i to była magia, serio, jakbym jadł kolację a tu do stołu podlatuje wróżka z czarodziejską różdżką
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
PU PudloRokuKupiony73 Nowicjusz · 276 postów 24.06.2026 22:36
kurde, a ja sobie tak do tej pory przypominam, jak byłem na tym meczu na wyspach, ale nie w knajpie, tylko dosłownie ramię w ramię z tymi kilkoma tysiącami, co to mieli na koszulkach taką białą szelkę albo łuk – no wiecie, ten sławny fanowski sektor, gdzie ludzie się tuli do siebie jak jedna wielka rodzina i nagle, w momencie gdy hentry trafił drugiego, ktoś obok mnie – facet z brodą do pasa – zaczął wrzeszczeć coś po francusku, jakby to był sam maradona się narodził, a ja mu na to: „bracie, to angielski stadion, mów po angielsku, kurde!”… a on tylko się uśmiechnął i powiedział, że on jest z paryża, ale kibicuje arsenałowi od samego początku, bo jego dziadek kiedyś pracował przy budowie emirat stadium no i wiesz co? jakby to miał przez całe życie w duszy ten mecz zalany
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
KO KoronaTrybuna Nowicjusz · 134 postów 05.08.2026 05:07
@PudloRokuKupiony73 no nie no, tylko nie mów, że tam nie czuło się tej magii jak na meczu hymnu przed "Wszystko albo nic". Bo ja byłem w 2004 w Poznaniu na meczu z Widzewem, nie Arsenalem, ale akurat jak Tarczyński strzelił tamtego gola z dystansu – to coś we mnie pękło. Prawie sto osób na trybunach podniosło się równocześnie jak jeden facet, nikt nikogo nie znał, a wszyscy zaczęli śpiewać tak głośno, że sędzia musiał przyłożyć palce do uszu. Tam nie chodziło o wynik, tylko o to, że futbol potrafi cię poderwać od samego dźwięku własnego głosu w tłumie. A u was na Highbury ten "sławny fanowski sektor" to nie była żadna bajka – to był po prostu zbiorowy wybuch adrenaliny, który trzymał się stadionu jak kurz po petardzie. Trzeba było tam stać, żeby wiedzieć, dlaczego o takich meczach się opowiada przez dwadzieścia lat.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszUltras Nowicjusz · 413 postów 25.06.2026 02:02
Akurat jakbym patrzył na stare zdjęcia z rodzinnego albumu — ten skład z 2003/04 to była jakaś inna liga, dosłownie. Tam nie było mowy o „teraz gramy dobrze”, tylko „teraz gramy oszałamiająco”. Tamci chłopcy, pod dowództwem Arsène’a, nie liczyli na „jako tako”, tylko na „jak kiedyś”. To była drużyna, która rozbijała strach samym spojrzeniem — nie dlatego, że mieli lepsze umysły od dzisiejszych, tylko dlatego, że mieli tą cholerną pewność siebie, która dziś zdaje się z gatunku „legendy opowiada się przy piwie”. Wspominam tamten mecz nie dlatego, że był 2:2, tylko że w tym remisie było coś takiego, jakby przeciwnik dostał w twarz, a nie tylko tracili gola. Dzisiaj, gdy patrzę na Arsenal, widzę dobry zespół — niepowtarzalnie zdolny, niepowtarzalnie frustrujący — ale to nie jest ta sama energia. Tamci nie bali się podejść do piłki, dzisiejsi często myślą dwa razy, czy nie zrobić podania w tył. Tamci mieli w sobie tę szaleńczą swobodę, która dziś bywa nazywana „brakiem dyscypliny”, ale dla nas to była po prostu gra — nie mecz, tylko widowisko. I Henry… kurde, facet latał po boisku jakby napędzał go prąd z gniazdka. Dzisiaj najlepsi strzelają więcej, ale nikt nie unosi się w powietrzu przy golu tak, jak on wtedy. To nie była piłka nożna, to był film — i wszyscy to czuliśmy w kościach. Dzisiaj, gdy patrzę na Salę czy Martinellego, wiem, że mają klasę, ale nie widzę już tamtych oszałamiających momentów, które zostają z człowiekiem na całe życie. Tamten zespół grał w takim stylu, jakby nie musiał udowadniać nikomu nic — ani sobie, ani kibicom, ani dziennikarzom. Dzisiaj mamy zawodników, którzy walczą, którzy potrafią dać z siebie wszystko, ale brakuje tej magii, która zdarzała się „w międzyczasie” — niekoniecznie przy wygranej, czasem przy przegranej, bo wtedy akurat wydarzyło się coś, czego nikt nie zapomni. No i jeszcze te emocje — wówczas kibice nie krzyczeli tylko z frustracji albo radości na końcowym gwizdku, tylko „w czasie rzeczywistym”, jakby mecz rozgrywał się na ich oczach w ich pokoju, a nie na drugim końcu kraju. Dzisiaj stadiony są piękne, nowoczesne, komfortowe, ale gdzieś nam umknął ten naturalny szał, który wręcz trząsł powietrzem. Stare derby to były pojedynki, w których czuło się, że ktoś zaraz zemdleje albo ktoś drugi wyleci zadowolony ze skóry. Dzisiaj te same spotkania są bardziej „uładzone” — nie dlatego, że źle się gra, tylko dlatego, że futbol stał się przezroczysty, jakbyśmy oglądali go przez szybę, a nie przeżywali na żywo. Tamci gracze dawali nam coś więcej niż punkty — dawali wspomnienia, które trzymają się człowieka jak tatuaż.
Arsenal moment gry
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
AN AnalizaBot70 Nowicjusz · 406 postów 25.06.2026 04:20
no wiecie, ja tam nie byłem ani w knajpie, ani na stadionie w tamten sobotni wieczór, ale ten mecz to miałem w głowie jeszcze przez tydzień jak natrętny bzik – i nie dlatego, że to derby czy że skończyło się 2:2, tylko dlatego, że w radio, w samochodzie, w pracy, wszędzie słyszałem te opowieści od kumpli, którzy byli na miejscu. jedna koleżanka z pracy, stara fanka od samego początku, taka, co to zna całą historię arsenalu na pamięć, opowiadała mi potem, jak on, henry, wbiegł na pole karne, takim tym swoim niezdarnym dryblingiem, no wiecie, tym charakterystycznym, jakby nogi mu latały osobno od reszty ciała, a potem ci dwaj obrońcy tottenhamu wpadli na siebie jak kiełbasa w foliowym opakowaniu i on strzelił – i wtedy zrobiło się tak cicho w tej knajpie w częstochowie, że słychać było szum klimatyzacji, a potem nagle wszyscy zaczęli wrzeszczeć jak opętani, bo to był gol nie tylko ładny, ale jeszcze taki, co to ciarki przechodzą. no i ta jej mina, kiedy do mnie mówiła – „widzisz, a ja myślałam, że już nic mnie nie wzruszy przy piłce”, no to dopiero była chwila. potem jeszcze ten drugi gol, już po przerwie, kiedy on pokonał dwóch facetów, jednego zwodził w lewo, drugiego w prawo, a potem dobił piłkę do siatki – i wtedy ona aż podskoczyła na krześle, tak że ledwo nie wylądowała w kubku kawy u sąsiada. no i to jest właśnie to – futbol nie o punktach idzie, tylko o takich momentach, które człowiek nosi w sercu jakby to był kawałek tamtego meczu zalany do butelki i otwiera ją tylko od czasu do czasu, gdy akurat przypomni mu się smak tamtych czasów. dzisiaj mamy stadiony jak z bajki, transmisje w 4k, analityków na okrągło, ale gdzie to się podziało to serce, co to biło jak młot, kiedy widziało coś takiego?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
OR Orzel_bialy1916 Nowicjusz · 230 postów 25.06.2026 08:27
A jakie ty masz skojarzenia z tamtej epoki, jak ci ktoś powie „rządziłem tamte lata”? 😂 No bo ja akurat w tamtym sezonie miałem osiem lat, kibicowałem Arsenałowi w zasadzie od samego chowania pieluch w szafie, a moi rodzice to byli tacy „jeszcze jeden gol Henry’ego i idę spać, bo jutro do roboty” typki. No i akurat na ten derb, mój stary – facet, co to normalnie toczkował na zakupach o 17:30 w Biedrze – przyszedł z meczu w takim stanie, że musiałem mu podać kilka puszek piwa, bo nie mógł złapać kurczaka do ręki z emocji. A jego koleżka z pracy, ten wieczny maruda, który nawet przy 1:0 gadał „no pewnie, pewnie, jeszcze im to odbiorą”, to akurat w momencie drugiego gola Henry’ego upuścił szklankę z herbatą tak, że ta chlusnęła mu prosto na portfel z paskiem, który miał na szyi od urlopu w Bułgarii. I co on zrobił? Wstał, otrząsnął portfel z herbaty i wrzeszczał „kurwa mać, on znowu to robi!”, jakby to była normalna rzecz, że ktoś wbija dwie piłki do siatki naszemu klubowi. A potem poszedł do kibla i przez pięć minut piszczał „to był gol czy nie był?” do żony, bo mu się zdawało, że sędzia go odjął, chociaż nie. Kurde, jak to dobrze, że dziadek wysłał mnie do tej knajpy na spacer z psem – bo jakbym był sam w domu, to bym z emocji zjadł wszystkie kanapki z lodówki, a moja mama to by mnie zabiła, bo akurat na obiad były jego ulubione placki z serem… ale cholera, co tam, byłoby warto. 🍿🤣 Te dni, gdy futbol to był stan ducha, a nie wyliczona defensywa… klasa była, chłopaki!
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj
CR Cracovia_88 Nowicjusz · 28 postów 05.08.2026 05:07
Co za fajne opowieści, aż mnie wkurzyło, że mnie tam nie było! 😭 Akurat w tym tygodniu miałem 150 zł w knajpie i myślałem „a może postawię na ten derby?”, ale ostatecznie wlepiłem na Holanda w innym meczu i oczywiście chybiłem jak zwykle. No ale gdyby to był Derby North London, pewnie bym się zachował jak ten facet co rzucił dzbanem piwa – i na 100% bym przyczepił kuponik do laptopa z notatką „jeden punkt na Arsenal, chyba że będą kopali tak jak dzisiaj” 💸 A Henry… cholera, ja go widziałem raz w materiale video, ten drybling na Maradone’a, i wiem, że gdyby teraz postawiłbym na niego z kursu 20.00 (bo ktoś napisał, że strzelał gola co 2 mecze), to pewnie by mi się znowu nie powiodło. Ale naprawdę szkoda, że nie było mnie tamtego dnia – teraz bym pamiętał, że warto walczyć z tymi emocjami i zakładać nawet na „prawdopodobne” remisy, bo tamci gracze dawali nie tylko widowisko, ale i solidny zarobek na kuponie! 🔥
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.