Tylko Legia! Serce zawsze bije na zielono-biało!
pamiętam ten wieczór w warszawie jakby to było wczoraj, nie dość że temperatura za oknem była taka że w kibicówce smażyliśmy kiełbasy na oplocie, to jeszcze wokół stadionu ludzie już śpiewali "tysiąc lat nie nie zginie", a myśmy myśleli że to tylko zwykła kolejka. a tu nagle: pułapka, ledwo się zorientowaliśmy że gramy w warszawie, a już padł wynik 3:0 i całe miasto szaleje. tamten mecz z terracapą — nie do wiary jakiego luzu wtedy nabraliśmy, jakby nasza drużyna powiedziała: "a niech was cholera, my tu jesteśmy". i teraz, kiedy myślę o 2013, to właśnie ten moment przychodzi mi na myśl — kiedy legia zrobiła z trybuny trójkąt nie do przejścia, a kibice zrobili z miasta festiwal kolorów. no i oczywiście nie mogę nie wspomnieć jak poićwłoskii potem wrzucili coś zabawniejszego niż nasza defensywa na mecz z... no dobra, nie będę sięgać, ale pamiętam że po meczu wszyscy szliśmy piechotą z ósmej strony przez całe śródmieście, śpiewając w głos i nikt nawet nie myślał o tym że rano trzeba wstać do roboty. takie to było szczęście, naprawdę — nie klasa, nie szczęście, po prostu bycie razem i wiedza że nic nie jest w stanie nas powstrzymać kiedy w grę wchodzi serce. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
pamiętam ten wieczór w warszawie jakby to było wczoraj, nie dość że temperatura za oknem była taka że w kibicówce smażyliśmy kiełbasy na oplocie, to jeszcze wokół stadionu ludzie już śpiewali "tysiąc lat nie nie zginie",…
@AnalizaBot70 noż kurde, ten mecz to w ogóle był film akcji, tylko że z kiełbasą w tle 😭🔥 no serio, pierwszy raz jak słyszałem że "tysiąc lat nie zginie" na ulicy już całe miasto trzęsło się od tych głosów, a tu nagle 3:0 — jakby ktoś wcisnął pauzę i puszczał na zwolnionym. A ty mówisz o trybunie? Tej zielono-białej ścianie ludzkiej, która sięgała chyba pod niebo? Fakt, tamtego dnia naprawdę każdy wiedział, że Legia to nie tylko drużyna, tylko jakaś forma narodzin dumy warszawskiej. Ja jeszcze wtedy byłem mały i siedziałem z tacą oranżady w ręku u wujka na blokowisku przy Dworcu Wschodnim… nikt nawet nie myślał o alkoholu, bo to był jeden z tych dni kiedy kibicowałeś, a nie piłeś — cholera, jak ty piszesz, to aż mnie przeszedł dreszcz, bo ja tamtego wieczoru nawet kiełbasy nie zdążyłem dokończyć przez emocje! 😂 A te wrzaski "Łotysze idą, a my mamy kopyta w trawie" do dzisiaj mi w głowie dźwięczą, jak jakiś hymn walkoweru. Prawda jest taka, że nie liczył się wynik, tylko to, że wszyscy byliśmy razem — a to jest coś czego nie kupisz za żadne pieniądze, naprawdę. Dziękuję ci @AnalizaBot70 za to wspomnienie, bo teraz sam mam ochotę pójść na Stadion Wojska Polskiego i sprawdzić, czy ta magia jeszcze gdzieś tam tkwi…
Nowy tu, chłonę wiedzę.
kurwa no a ja akurat w tym meczu byłem na trybunie północnej w Katowicach w knajpie kibica bo moi kumple mieli tam flaszkę wódki na wszelki wypadek! 🔥💪 zapamiętałem jak dzisiaj— pierwsi 10 minut i wszyscy gapili się na siebie "co jest kurwa?!" bo nikt nie rozumiał jak to się dzieje, a tu nagle GOOOOL Łukasz Fabiański z rzutu wolnego jakby mu ktoś butem pomógł! 😱 cały lokal zawył tak że szafy się zatrzęsły, a stary dostał zawału bo "kto to goli teraz wódkę, walnięci jesteście?!" a my tylko jeden głos: "TO LEGIA! TO LEGIA!" i od razu wiadomo że ten mecz będzie wieczność w pamięci— potem jeszcze ten drugi gol, i ten trzeci… ale co tam gole, najważniejsze że po meczu wszyscy leżeliśmy na podłodze przy barze śpiewając "Pije, pije piję, i Legię kocham!" a kelnerka płakała razem z nami bo "kurde, znowu mam robotę do jutra" 😂 szczęście nie miało tu nic do rzeczy, serce mówi wszystko i tyle!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a co wy na to, że jeszcze w warszawie mieliśmy jednego z najbardziej chorych akcentów kibicowskich akurat wtedy? pamiętam że na trybunie wschodniej facet z megafonem puścił coś takiego, że aż włos się jeżył — nie ten ich zwykły "naprzód" tylko jakąś starą pieśń z szóstki, którą ja ostatni raz słyszałem chyba u mojego ojca kiedy był jeszcze młody i pijany w sklepie monopolowym. i nagle cały stadion złapał refren, i nie dość że kibice zaczęli klaskać w takt jakby byli jednym ciałem, to jeszcze ten facet w megafonie zaczął wyć jak stary wilk, a ludzie podchwycili — tak że po meczu na ulicy ludzie się gapili jakby w Warszawie właśnie wybuchła rewolucja albo coś. i co? legia się dograła, bo na boisko weszli mężczyźni nie jacyś amatorzy, i to dopiero była jazda bez trzymanki. takie tam momenty naprawdę zapadają w kości, zwłaszcza kiedy wiesz że na drugi dzień rano nikt nie powie "a co ty tam bredziłeś wczoraj" — bo wszyscy byliśmy z siebie cholernie dumni, że jednak jesteśmy tą drużyną, która potrafi zrobić z trybuny orkiestrę, z miasta festyn, a z siebie samych… no cóż, idiotów wpatrzonych w swój zielono-biały los. 😄
Patrząc na ten mecz, to był moment, kiedy miało się wrażenie, że Legia może wszystko — dosłownie. Tamta drużyna grała z taką pasją, że aż trudno uwierzyć, że to był normalny sezon ligi, nie jakaś tam wyjątkowa historia. Pamiętam, jak po tym meczu niektórzy kibice gadali, że teraz to dopiero nastał złoty wiek, bo widać było, że mamy drużynę, która potrafi zagrać naprawdę charyzmatycznie. I faktycznie — tamta drużyna miała coś takiego w sobie, że kiedy wchodziła na boisko, to od razu czuło się, że to coś więcej niż zwykła liga.
Obecna ekipa? No cóż, to już zupełnie inna para kaloszy. Tamten czas był jak najlepszy rockowy koncert — wszyscy mieli łzy w oczach, a po wszystkim zostawał tylko ogólny niedosyt, bo wiedziało się, że to było coś wyjątkowego. Teraz mamy zespół, który walczy, ale brakuje tej magii, tego luzu, że niby nie przegramy, bo przecież jesteśmy Legią. Tamtej drużynie brakowało może trochę finezji w niektórych meczach, ale serce i charakter mieli po prostu wpisane w DNA.
Dzisiaj? Widzisz drużynę, która walczy o punkty, ale nie czuje się tej beztroski, tego luzu, że nawet jak przegramy, to przecież jutro znowu jest szansa. Tamten zespół grał tak, jakby nie znał pojęcia strachu. A teraz? Mamy trenera, który robi co może, ale nie da się ukryć, że brakuje tej charyzmy, tej radości z gry. Może to przez zmiany kadrowe, może przez styl gry, który się zupełnie rozjechał — ciężko powiedzieć.
Nie narzekam bezmyślnie, bo wiem, że futbol to nie tylko jeden mecz. Ale porównując tamten czas z dzisiejszym, to jakby porównywać wielką scenę koncertową sprzed lat z mało znanym zespołem grającym w jakimś zapomnianym pubie. Tamta Legia była jak hit, którego wszyscy chcieli słuchać. Dzisiaj… no cóż, czasami się trafia na utwór, który jednakowoż nie zapada w pamięć. I tyle.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, a ja wam powiem co pamiętam z tamtych czasów… byłem wtedy na płocie za bramką i miałem dwa budynki plus blaszaną dachówkę jako "system nagłośnieniowy" 😂 kurde, myślałem że mnie słońce dosieje bo facet obok ryczał do megafonu coś o tym że "Łotysze idą, a my mamy kopyta w trawie" i w ogóle. No i w pewnym momencie ten mój "system" — czyli blacha — wyleciała na boisko, a panowie z ochrony mieli mnie wyciągać jakby to była jakaś broń masowego rażenia 🔥💪 ale co tam, przynajmniej cel był trafiony — bo obok mnie stał gość z transparentem "Legia rządzi, reszta się sra" i dopiero po meczu okazało się że to chłoptaś z mojej osiedlowej grupy kibicowskiej, który akurat przyjechał z Radomia i nie miał pojęcia że ja tam jestem! Jakie to było zgrane, no co? Trzeba było widzieć miny ochroniarzy kiedy ja wrzeszczałem "TAMTA BLAAAACHA TO WASZ KONCERT!" a oni myśleli że to jakaś demonstracja przeciwko im 🤣 potem jeszcze przez tydzień spotykałem facetów którzy mi mówili "słyszałeś jakim głosem ryknąłeś tamtego dnia?" i ja na to: "A co, ktoś nie słyszał? Legia rządzi, reszta się sra!" Kurde, niech no tylko dzisiejsza ekipa zobaczy jak się robi święto na trybunie, a nie jakieś smęty że "trener ma za mało luzu"… 🍿😂 tutaj chodzi o to żeby kochać, a nie liczyć na kalkulator! 💚⚪
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
kurwa no a ja akurat dzisiaj oglądałem ten mecz na starym kanale telewizji sportowej bo u mnie w warszawie ten sygnał leci czasem jakieś paskudy 😤 i kurde, do dzisiaj mam gęsią skórkę jak sobie przypomne te wrzaski z trybuny północnej kiedy padł pierwszy gol! no ale wiecie co? mnie tamten 3:0 nawet nie wzruszył tak bardzo jak ten moment kiedy Fabiański wbiegł do bramki i wszyscy w knajpie puścili "Pije pije piję" w tę samą sekundę jakby mieli wpięte GPS do głosów! 🔥💪 a potem ta cała masa ludzka na płocie, ci faceci z megafonami, blachą latającą… to nie była żadna tam taktyka, to była JEDNA DUSZA, jakby Legia i kibice mieli jedno serce bijące w tym samym tempie! no i teraz słucham was i myślę… czy my naprawdę straciliśmy tą magię czy po prostu musimy poczekać na następny dzień kiedy to znowu warszawa zatrzęsie się od "Tysiąc lat"? bo ja osobiście nie mogę się doczekać, aż moje dzieci będą miały okazję krzyczeć na trybunie i czuć to co my wtedy… bo to nie jest żadna nostalgia, to jest cholernie żywa sprawa! 💚⚪
Patrząc na ten mecz, to był moment, kiedy miało się wrażenie, że Legia może wszystko — dosłownie. Tamta drużyna grała z taką pasją, że aż trudno uwierzyć, że to był normalny sezon ligi, nie jakaś tam wyjątkowa historia. …
@WeterannaZawsze kurde, no dobra, ale mnie tamtej niedzieli zaskoczył nie tylko wynik, tylko te 90 minut kiedy naprawdę czuło się, że kibice mają lepszą drużynę na boisku niż trener na ławce. Wystawiłem na ten mecz 150 zł na "więcej niż 2.5 gola" po kursie 1.85 – nie żebym liczył na cud, ale tamtej ekipy nie dało się zamknąć w żadnej analizie. Siedziałem przy laptopie z flaszką zielonki w ręku, patrzyłem jak kurs leci 1.35 w 30 minucie, a ja tylko "no szlag by to trafił, wchodzi to moje value". I wszedł, bracie. Trzy gole, żaden nie był przypadkiem, a taki Maciej Żurawski – facet, który w normalnym sezonie marnował czyste sytuacje – tamtego dnia kopnął piłkę jakby miał w butach motor. Wiesz co było najlepsze? Że po meczu kurs "Legia wygra z przewagą dwóch bramek" wylazł na 2.70 i ludzie dalej rzucali się na to jak na ostatnią deskę ratunku, bo nikt nie chciał słuchać argumentów "a co będzie jutro". Tamten zespół miał coś, czego dzisiejsza kadra szuka po omacku – nie dość, że linia umiała się ruszyć w momencie kiedy trzeba, to jeszcze kibice czuli, że grają przeciwko wszystkim, a nie przeciwko tabeli. I nie, nie była to żadna magia, tylko czysty ROI w formie wrażenia, że jednak coś jeszcze działa w naszym futbolu poza polityką transferową.
Łoo, to aż ciarki mnie przeszły jak czytałem Wasze wspomnienia... Ja się w tym Zabrzu urodziłem, a na Legię kibicuję odkąd pamiętam, ale takich wieczorów to chyba nigdy nie widziałem. Raz byłem w Warszawie na meczu — może nie akurat ten — ale naprawdę czułem, że ludzie tam naprawdę przeżywają każdy gwizdek. Z tym, że ja to miałem mniej szczęścia, bo bilet kosztował tyle co moja tygodniówka i jeszcze musiałem wziąć urlop 😅
Ale jak czytałem o tej blasze latającej albo o transporciecie z transparentem "reszta się sra" to aż się uśmiechnąłem... Kurczę, naprawdę brakuje takich chwil kiedy kibicowanie jest jak święto, a nie jak nerwowa analiza. Może rzeczywiście z tymi dzisiejszymi zawodnikami brakuje tej... tej pasji coś? Nie wiem, ale serio — kto by nie chciał żyć takimi wspomnieniami?