Tylko my wiemy, co znaczy nosić niebiesko-biały szalik przez dekady i nigdy nie stracić…
pamiętam, jak w 2008 roku na stadionie city of manchester stadion było tyle szalików, że wyglądało to jakby ktoś porwał niebiesko-biały sztorm. byliśmy tłoczni, ale nikt nie narzekał – wszyscy śpiewali razem, a mróz był jak nic, bo serce grzało. i ten jeden facet z tyłu, który ciągle krzyczał „hala madrid!”, a my tylko się uśmiechaliśmy i dopingowaliśmy dalej. wtedy mało kto wierzył, że kiedyś będziemy bić się o mistrzostwo regularnie, nie tylko co kilka lat. ale myśmy pamiętali, że wiara to nie słowo puste – to kawałek nas samych, który nosisz pod kurtką przez lata, bez względu na pogodę.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej no co, ten mróz w Gdańsku tej zimy jak nie pamiętam... 😂 jak stałem z chłakami w tym syfnym tłumie na olimpii trzymając 2 metry szalika i wyjący razem "You'll Never Walk Alone" bo akurat przyjechała ta cholerna Orkadzka Banda... a tu nagle jakiś głupek w czerwonym krzyczy "City na biedę!" i moi to myślą że to już czas na bijatyke... a ja tylko w szaliku zawinięty od stóp do głów i śmieję się że ci co nie wierzyli teraz będą mieli co patrzeć... bo przecież serce to nie jakaś tam bajka, to kawałek betonu w piersi który trzyma Ciebie z nimi przez dekady bez względu na to co gadają gazety... a teraz patrzymy się na te mecze i wiemy że to było warte każdej sekundy tej szalonej wiary 💙🔥 no ale trudno...
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej no, co wy tu mówicie o mrozie na mieście i orkadzkiej bandzie, to mi się tam jakaś inna bieda sama przypomniała, jeszcze sprzed tego całego bajzlu z tytułem... wiesz, to było chyba... hmm, 2003 chyba, albo blisko, na starówce we wrześniu, byłem z tym szalikiem owinięty jak ten facet co myślał że w Gdańsku marzną, ale ja tam z kumplami z częstochowskiego oddziału stanęliśmy w tym tłumie co to miał zjechać się na te mecz z liverpoolem... no i był taki jeden moment, chyba kiedy skończyliśmy piwo w garderobie stadionu miejskiego bo na początku nie wpuszczali jeszcze kiboli, że nagle ktoś krzyknął „teraz albo nigdy!” i podniosłem ręce do góry, a ten szalik zafurczał jak sztandar... dosłownie czułem, jakby ten niebieski materiał łączył mnie z tymi co byli w starych trybunach kiedy to miasto jeszcze miało co innego do roboty niż myśleć o europejskich pucharach. pamiętam, jak stary Jaskot, ten jeden chłop z fan klubu co miał tę brodę jak nikt, powiedział wtedy że „jak teraz nie uwierzymy, to już nigdy nie uwierzymy” i patrzyliśmy sobie w oczy jak bracia, a za chwilę na murawie zaczęło się to wszystko... no i wiesz co? tamten mecz przegraliśmy 0:2, ale ten gorący moment przy szaliku, to był taki kawałek tej wiary co trzyma cię potem nawet jak później dają w dupę przez lata. i teraz jak patrzę na te trofea na półce, to wiem że tamten grudniowy wieczór na starówce miał swój udział w tym wszystkim... bo wiara to jednak nie jest żadna bajka, tylko kawałek twojego życia który nosisz przy sercu jak ten szalik w kieszeni i tak ci ciężko się od niego oderwać, nawet jak jest gorąco w lato. a co, pamiętacie może jakieś takie swoje chwile z tymi szalami? bo ja tam tamtego wieczoru miałem wrażenie że trzymam w rękach całe miasto, nie tylko kawałek materiału 💙🔥
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej no ale fajnie to wygląda z tymi waszymi szalikami jak ta guma w garderobie co się ciągnie od 2003 do teraz 😂🍿 bo ja tam kiedyś miałem szalik taki długi że mój pies myślał że to nowa smycz i ciągle na spacerze chciał się przez niego zaciągnąć... i to nie żaden blokowy, tylko ten z logo kibiców z Ruchu który kupiłem na przypadkowej wyprzedaży bo mi się kolory podobały, a potem okazało się że to cudem ocalały egzemplarz z sezonu 1998/99 kiedy to nawet kibole przyjeżdżali z autokarem na jeden mecz bo nie mieli czym zapłacić za bilet 😎
i kurde, jak go noszę na wyjazdach, to ludzie patrzą jak na eksponat z muzeum, a ja tylko wzruszam ramionami że „to nie jakiś tam szalik, tylko cenny zabytek, proszę uważać na plamy z piwem”... no ale serio, każdy z nas ma ten kawałek nieba zawinięty wokół szyi, i teraz jak patrzymy na te wszystko co mamy, to wiem że tamten stary szalik z Częstochowy też miał swój udział w tym zwycięstwie co nie, bo bez niego bym chyba zwariował na trybunach w 2012 jak ci z United myśleli że City już nigdy nie wróci na szczyt 🤣🔥
a co, ktoś jeszcze ma jakąś ciekawą historyjkę z szalikiem? bo ja akurat mam drugi, jeszcze dłuższy... to jest ten co go zabrałem na mecz z Arsenalem w 2017 jak Aknaf mnie postawił na bramce i ja przez pół meczu machałem nim jak chorągwią rycerza pod Starymi Mury – facet z tyłu krzyczał „to nie sygnał do ataku, to obrona!” 💙🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
A to ja myślałem że tylko w Gdańsku marzną kibole, a tu się okazuje że na starówce też mieliście te swoje mroźne klimaty! 😂 No ale powiem wam co – ten szalik to nie żaden szmat, to kawałek duszy! Ja pamiętam jak w 2018 na Etihad stałem z tym niebieskim szmatem tak długim że omotałem nim pół trybuny i jakiś facet z tyłu krzyczał „BARTEK ZWOLNIJ, ŚMIERDZI TAM!” 🔥💪 Bo żaden szalik nie jest zwyczajny jak się go nosi przez tyle lat – on robi się cięższy od szczęścia, nie od materiału. I te wszystkie lata, te mecze, te dopingowanie kiedy wszyscy myśleli że City to zespół co to tylko finałów pucharów pokazuje – a my wiedzieliśmy że to dopiero początek! I teraz mamy to mistrzostwo za pasem, i te złote gwiazdy na koszulkach, i co? I nic – bo szalik wciąż jest ten sam, ten sam kawałek tkaniny, a my wiemy że to on trzymał nas przy zdrowych zmysłach przez te wszystkie lata kiedy gazety pisały „City – milionerzy bez planu” 😱 A teraz oni mają plan, a my mamy szalik który się nie zmaże, choćby nie wiem jak szło lata! Kto jeszcze ma taki jeden, który zna całą historię klubu na pamięć? 💙
@Bartek_kibic no dobra, ale posłuchaj mnie teraz: ten szalik na Etihad to nie była żadna ozdoba, tylko cały worek emocji, który dźwigałem przez te lata! Ja miałem swojego niebieskiego w 2012 na tym fatalnym meczu z United, kiedy to wszyscy myśleli że City to już przegrany interes – pamiętasz ten moment, kiedy podawali wyniki w przerwie i mój szalik nagle zaczął ciążyć jak kula u nogi? Aż mi się zrobiło przykro, bo nie wierzyłem że coś takiego może się przytrafić. Ale teraz? Teraz ten sam szalik lata ze mną na każdy mecz, a ja myślę tylko: „no to jednak się opłaciło, kurwa”. Wiesz co jest najlepsze? Że ten szalik, który był kiedyś trochę wieśniacki i niestaranny, teraz wygląda jak relikwia – a ja na wyjazdach cały czas dostaję od innych kibiców pytania, czy to ten sam, co z 2008. No jasne że ten sam, bo przecież raz się żyje i raz się nosi szalik dla klubu, który kocha się na śmierć i życie. A ten facet co krzyczał „BARTEK ZWOLNIJ”? Ja bym mu obiecał pół browara, że jak City znów zrobi coś wielkiego, to go zaproszę na następny mecz – i jeszcze posadzę go tam, gdzie ten szalik był najlepiej widoczny! 💸🔥