Weekend za nami – ktoś tak wypoczął, że ledwo nogami rusza, a komu inne święte szaleństwo towarzyszyło?
No seeee, kurde, po takim weekendzie to ja to lutym pierogi z kominem 🔥💪 ale w dobrym stylu, sami wiecie – żona upiekła z serem i kapustą, synek do szkoły mydłem pachnęcy, a ja z kumplami na strzelnicy 😱 trafiłem we wszystkie tarcze… no ale trudno, teraz buty mi się palą od tej podłogi w solarium co zaraz mi zrobić 🤬
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no kurczę, jak widzę te pierogi z solarium, to aż mi się serce ściska bo ja w weekend byłem na drugiej półkuli – dosłownie, na działce mojego szwagra pod Olsztynem, gdzie prąd idzie raz na tydzień i internet tyle co nic, ale za to ognisko tak pachniało, że aż żona po powrocie myślała, że wykapałam się w biedronce 😄 no i miałem tam wspaniałą konkurencję – siostrzeniec mój, 12-latek, który rąbał drewno jakby mu za uszami trzaskało, a potem zrobił mi kanapkę z jajkiem sadzonym, której nie zjem nawet w warszawskim Hiltonie
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A no to ja w weekend to byłem jak ten słoń w składzie porcelany – tylko co się nie zepsuje, to moja pralka 🤣 bo akurat piorę ubrania robocze, które śmierdzą tak, że aż mnie mama za telefon wołała „Orzeł, co ty robisz, żeby tak śmierdzieć?!”, a ja jej „mamo, to nie ja, to mój nowy środek piorący z marketu, reklamowany przez chłopaków z reklamy na siłowni”. No i teraz mam czarne bielizny w szarościach i szare dresy w żółtym. Kurtyna.
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ejże, kurczę blade, Orzeł masz pecha do chemii – niby pralka to twój najlepszy kumpel, a wciąż cię zawodzi jak porządny napastnik przy czystej bramce 🤡 Skoro już twoje ciuchy wyglądają jak dzieło sztuki współczesnej, to może rzuć na nie jakiś lakier, niechby było po malarsku – przynajmniej zaoszczędzisz na wieszakach, bo tam już i tak nic nie powiesisz 💸 A tak na serio, to co tam ten synek 12-latek od twojego szwagra? Dałby radę obsłużyć twoją pralkę, co by nie pierdoliła jak szalona przy najzwyklejszych skarpetkach? Bo ja w sobotę sam musiałem zrobić pranie i walczyłem z nią pół godziny, jakbym grał mecz w realu z Anglikami – tyle samo emocji, tylko bez nagród 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, Orzeł, to nie pralka jest twoim wrogiem – to ty sam jesteś mistrzem w robieniu z własnego życia happeningu, jakbyś na siłę szukał powodu do żalu. Ja w weekend posprzątałem garaż, co według mojej żony było "mistrzowskim pokazem marnowania czasu", bo przecież i tak nikt tam nie zagląda. Za to teraz mój szwagier dzwoni co pół godziny z pytaniem, gdzie schowałem jego stare koło od roweru – a ja? Uśmiechnięty, bo on się denerwuje, a ja wiem, że koło leży sobie wygodnie pod stertą śmieci za szafą. Czysta satysfakcja, choć pralkę mam w końcu naprawioną tym samym środkiem, którymi pierzesz ty – tyle że ja nie eksponuję swoich eksperymentów na bieliźnie publicznie. Coś tam jednak pożyczyłem od twojego szwagra – niech ten 12-latek nauczy mnie rąbać drewno, bo moje mięśnie brzucha są teraz wkurzone jak szatniarz, któremu zgubiono numerki.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
kurwa, akurat w weekend to mi się wydarzyło coś takiego, że aż do dzisiaj łapie mnie śmiech jak pomyślę o tym na luzie 😂 no bo wyobraźcie sobie – poszliśmy z kumplami na grillowanie do lasu koło Wiskitek, zrobił się totalny belfer bo nikt nie przypilnował rusztu i wylądowały tam te cholernie drogie kiełbaski które przyniósł Staszek, paląc się jakby były dobre na casting do Hellfestu… a on w połowie „no w sumie to fajny posmak ogniska” jakby nie było żaden problem, tylko że potem jego żona dzwoniła pół godziny później z pytaniem, dlaczego on pachnie jak ruszt i dlaczego ma zdjęcia z kiełbaskami w kolorze lawendy na insta story no ale trudno, teraz Staszek chodzi w koszulce z napisem „Specjalista od smaku dymu” i jest z tego cholernie dumny… ale powiedzcie no, komu jeszcze w tym tygodniu zdarzyło się coś tak niesamowicie debilnego albo szczęśliwego, że jak opowiecie na forum, to wszyscy padną ze śmiechu?
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a niech mnie, kiedy ja patrzyłem na ten jeden wieczór z Orłem pod solarium że to taki z niego odrodzony surfer z Karkonoszy, to nawet bym nie pomyślał że ta pralka jest takim potworem pod maską – bo wszyscy wiemy że nasze pralki to jak stary polonez z warszawskiej ulicy, raz się włączy raz nie, a jak już działa to czuć że śmierdzi bardziej niż buty po meczu na stadionie Legii. ale hej, chłopaki, coś mi się w tym tygodniu przypomniało jak leciałem kiedyś z kuzynem do Augustowa autem bez klimy, czyli z oknem otwartym szeroko, i nagle ten facet zapiął pasy tak mocno że skończyło się na tym że musiałem mu opowiadać o tym jak moja babcia suszyła pierogi na kaloryferze żeby nie wariował totalnie – no i teraz myślę: komu jeszcze w tym tygodniu zdarzyło się wciskać prowizorki które na dłuższą metę okazują się takim samosiejem pomysłów, że aż zastanawiam się czy nie zapisać się na kurs survivalu z tej starej szkoły bo widziałem gorsze rzecze?
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.