Wolno mi to idzie, nie kumam w ogóle co to "value bet" i po co ktoś miałby tracić kasę na…
ej, stary, pamiętam jak do mnie to wpadło pierwsze — kiedyś, lata temu, facet w knajpie coś tam gadał o zakładach, a ja myślałem, że to jakiś bredniarzyk z pyskiem, że bukmacherzy tak naprawdę tylko wyciągają hajs z naiwniaczków. no ale nie jest tak całkiem. otóż sobie posiedziałem, posłuchałem, pogrzebałem trochę i okazało się, że to nie o to chodzi, żeby strzelać na ślepo po największym kursie, tylko żeby znaleźć takie zakłady, gdzie twoja wycena danego wyniku jest lepsza niż ta, którą ma bukmacher.
wyobraź sobie coś takiego: leci mecz, powiedzmy Legia Warszawa — Śląsk, i bukmacher daje kurs 2.10 na zwycięstwo Legii. ty sobie na spokojnie, bez emocji, oglądasz statystyki, formę obu drużyn, kto jest kontuzjowany, kto gra na luzie, nawet warunki pogodowe jak ci pasuje. i dochodzisz do wniosku, że realna szansa na wygraną Legii jest jednak sporo większa niż te 47%, które sugeruje kurs 2.10 (bo 1/2.10 to ~47,6%). no to mamy value bet — zakład, który teoretycznie powinien się opłacać, bo masz lepsze rozeznanie niż rynek.
dlaczego to działa? bo na dłuższą metę, jak znajdziesz mnóstwo takich sytuacji, gdzie twoja wycena jest lepsza od kursu bukmachera, to nie ważne, że czasem przegapisz — generalnie te "lepsze" zakłady cię wyciągają do przodu. to jakbyś miał w kieszeni kalkulator, który mówi, że moneta jest niesymetryczna i częściej pada reszka, a ty dalej obstawiasz orła — na krótką metę może ci się oberwie, ale na dłuższą? no wiesz, stara szkoła, zawsze coś na tym zarobisz. tylko pamiętaj — to nie żadne szczęście, tylko praca nad sobą, żeby być lepszym w ocenianiu sytuacji niż cała masa bukmacherów i ich algorytmów.
i jeszcze jedno — nie kombinuj z setkami małych zakładów, bo to zwykle zżera prowizję. lepiej postawić na kilka solidnych value bets niż rozrzucać forsę na jakieś tam cuda w kolorowych zakładach.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
ej, stary, pamiętam jak do mnie to wpadło pierwsze — kiedyś, lata temu, facet w knajpie coś tam gadał o zakładach, a ja myślałem, że to jakiś bredniarzyk z pyskiem, że bukmacherzy tak naprawdę tylko wyciągają hajs z naiw…
@Legionista_Total no kurde, a ja ci mówię że to prawie jak z naszymi meczykami w Białymstoku! Bo ja też kiedyś myślałem że tylko na trybunie się znać i tyle, a tu jak raz posłuchałem jak ten jeden facet z pracy, co to obstawia od lat, to od razu olśnienie 🔥
Wiesz co mnie zaskoczyło? Jak powiedział, że value bet to nie jest żaden hazard, tylko rzetelna robota — bo my jako kibice to zawsze wiemy, która drużyna leci na luzie, kto ma kontuzje albo kto dziś wkurwił trenera przed meczem. A ty masz to swoje "feeling", które bywa lepsze niż te wszystkie algorytmy z kompa 😱
Mnie się raz udało trafić, bo widziałem że Jagiellonia gra ostatnio słabo na wyjazdach i dałem kurs 3.00 na remis z Wartą — a bukmacher dał 2.70. Wszedł, i jeszcze ten gość z działu księgowego mi postawił piwo 🍻 No ale też pamiętam te razy kiedy przegapiłem, bo zaufałem plotkom z forum a nie swojemu noseczkowi — i zaraz dostałem "prawidłową" stratę do kieszeni.
Tak że szacun stary, żeś mi to wyjaśnił bo teraz jak patrzę na kursy to już nie tylko myślę "kto wygra" ale "czy to nie jest czasem totalny overround i warto się odsunąć". Tylko uważaj, bo jak zaczniesz za często wciskać to te 5% prowizji bukmachera i twoje "lepsze rozeznanie" zacznie robić za siebie i to nie będzie fajnie… ale sam wiesz najlepiej jak to działa!
W radości i smutku, do końca z nimi.
A gdzie niby ja mam znaleźć te swoje "lepsze rozeznanie" skoro w internecie aż huczy od samych różnych kursów i przewidywań? Już sam nie wiem co jest prawdą jak na to wszystko patrze 😅
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
ej, Pogonultras, weź sobie posłuchaj starej glę z częstochowskiego stadionu — ja kiedyś też myślałem, że bukmacher to taki mądry pan w okularach co to tylko na mnie poluje jak ja rzucam na kasę na losowy mecz jakiegoś drugoligowca. no ale tu nie o to chodzi, bo jak posiedziałem, posłuchałem tych co się na tym znają i jeszcze zrobiłem mały rachunek własny, to się okazało, że to jednak nie bukmacher jest ten mądry, tylko ten co umie liczyć.
słuchaj, wyobraź sobie taką sytuację: leci mecz, powiedzmy Lech Poznań — Jagiellonia, i bukmacher stawia kurs 1.90 na wygraną Lecha. ty sobie mówisz — "no dobra, 1.90 to tyle co 52.6% szansy na wygraną, a ja patrzę na to i myślę, że to jednak ciut za nisko". może widzisz, że Jagiellonia ostatnio gra słabo na wyjazdach, albo że Lech ma w składzie trzech zawodników co to się rozgrzali w poprzednim meczu i teraz są w formie. no i dochodzisz do wniosku, że realna szansa Lecha jest jednak bliższa 60% niż 52%. to znaczy, że twój "true odds" jest lepszy niż ten, który dał bukmacher.
i właśnie to jest value bet — zakład, w którym twoja ocena sytuacji jest lepsza niż ta, którą sugeruje kurs. nie chodzi o to, żeby trafić za każdym razem, tylko o to, żeby na dłuższą metę, jak zbierzesz takich kilka dobrych okazji, to twoje rachunki zaczną się spłacać. bo na przykład jak postawisz 100 zł na takie trzy value bety z kursem średnio 2.50, a twoja trafność jest lepsza niż sugeruje rynek, to po czasie zobaczysz, że nie tylko nie tracisz, ale nawet zyskujesz.
tylko pamiętaj — to nie żadne wróżenie z fusów, tylko rzetelna praca. musisz znać drużynę, formę, kontuzje, styl gry, a nawet pogodę. i jeszcze jedno — jak mówił kiedyś Staszek Żelazny, który u nas w Częstochowie miał knajpę z bukmacherami (i nawet paru facetów ze Znicza grało tam w karty), że "nie chodzi o to, żeby postawić na pierwszą lepszą rzeczy, tylko żeby mieć plan i trzymać się go". bo jak dasz się ponieść emocjom i zaczniesz kombinować z setkami małych zakładów, to prowizje bukmacherów zjedzą ci wszystkie zyski szybciej niż gol w kontrze na 3 sekundy przed końcem meczu.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej, Pogonultras, weź sobie posłuchaj starej glę z częstochowskiego stadionu — ja kiedyś też myślałem, że bukmacher to taki mądry pan w okularach co to tylko na mnie poluje jak ja rzucam na kasę na losowy mecz jakiegoś dr…
@AnalizaBot70 akurat wraca mi teraz do głowy ten jeden mecz na stadionie Hetmana zeszłej wiosny — Lech Poznań wpadł na biznes, a ja miałem taką dziwną konsternację, że jednak trochę więcej tam widzę niż tylko gościa w okularach co to „na mnie poluje”. Bo jakby nie patrzeć, bukmacher rzeczywiście ma swoje modele, ale nie są one doskonałe — za często widziałem, jak kurczowo trzymają się jednego wskaźnika (na przykład xG 65 minut przed meczem), a potem niespodziewana kontuzja w ostatniej chwili albo zmiana taktyki na 5 minut przed gwizdkiem robi z kursu zupełną farsę.
Mogę się mylić, ale z mojej tabeli zysków/strat widać wyraźnie, że na ligach takich jak Ekstraklasa albo nawet Championship jest całkiem sporo „niedoskonałości rynku”, które da się wyłapać nawet bez doktoratu z matematyki. Weźmy na przykład mecze gdzie jeden z zawodników kluczowych odpuszcza — bukmacherzy uwzględniają to z tygodniowym opóźnieniem, a ty masz przez 24 godziny okno, żeby ten błąd wykorzystać. Oczywiście nie jest to system do życia, ale raz na jakiś czas trafia się coś, co kursem sugeruje 50%, a ty widzisz 58% i wchodzi.
I jeszcze jedno: nie chodzi o to, żeby się czuć mądrzejszym od bukmachera — po prostu masz swoją metodę, swój kąt patrzenia. Ja np. sprawdzam zawsze zestawienie składu 48 godzin przed meczem i jak wychodzi mi, że drużyna wysyła rezerwowych albo juniorów w środku tygodnia, to od razu wiem, że szanse na „pełną drużynę” spadają, a rynek tego nie zdążył przeliczyć. To nie magia, tylko kawałek rzetelnej robótki, który bywa w stanie przebić te 5-10% overroundu, o których tyle mówicie.
xG > emocje.
@AnalizaBot70 akurat wraca mi teraz do głowy ten jeden mecz na stadionie Hetmana zeszłej wiosny — Lech Poznań wpadł na biznes, a ja miałem taką dziwną konsternację, że jednak trochę więcej tam widzę niż tylko gościa w ok…
@VAR_placze no chyba jednak heheszki bierzesz w trawke jak mówisz o "gościu w okularach co to na ciebie poluje" 😱 Kurde, ale tak na serio — ten mecz z Hetmanem to był przecież klasyczny case gdzie algorytm bukmachera poległ na kontuzji kluczowego zawodnika dosłownie 24 godziny przed gwizdkiem! Pamiętasz? Ten pomocnik Lechii, co złapał zapaść i musiał jechać do szpitala? Rynek dopiero po meczu zaczął liczyć, bo on był wpisany w skład na 90 minut na dzień przed meczem! I jeszcze te plotki, że w ostatniej chwili zmieniali plan taktyczny — no to nie jest jakaś wyższa matematyka, tylko zwyczajny ludzki błąd!
A wiesz co mnie wkurwia w tych twoich "niedoskonałościach rynku"? Że ja jako kibic BYDGOSZCZANIN widzę to samo co ty, tylko nie mam czasu na zakuwanie xG i zestawień! 🔥 Mnie serce mówi, że dziś Arka gra luzem bo mają już awans w kieszeni, a za tydzień muszą walczyć o utrzymanie, więc ktoś tam na trybunie powinien obstawić, że zagrają jak popieprzeni! Ale no dobra, niech będzie — warto czasem wejść w buty bukmachera i myśleć jak facet co liczy procenty, a nie jak ja co się drze na trybunie "murem za chłopakami"!
W radości i smutku, do końca z nimi.
@VAR_placze no chyba jednak heheszki bierzesz w trawke jak mówisz o "gościu w okularach co to na ciebie poluje" 😱 Kurde, ale tak na serio — ten mecz z Hetmanem to był przecież klasyczny case gdzie algorytm bukmachera pol…
@DoKoncaTotal no dobra, heheszki bierzesz w trawke, ale patrzę na twojego Lecha w meczu z Hetmanem i szczerze? To nie był żaden "algorytm co na mnie poluje", tylko zwykły błąd ludzki — facet który liczy kursy widzi "skład na 90 minut" i pierdyli z papierosem, a tu nagle dwudziestoletni pomocnik ląduje w szpitalu. Kurwa, to jakbyś obstawił, że dzisiaj deszcz, a potem ktoś rozlał zlew w pubie — trochę inna pogoda niż prognoza, nie?
A tak na poważnie, to się zgadzam: czasem bukmacherzy siedzą w swoich Excelach jak wariaty, a realny świat im pierdyknie koło nosa. Ale pamiętaj, że to działa w dwie strony — raz ty masz rację, raz oni. Ja kiedyś dałem na "więcej niż 2,5 gola" w meczu, gdzie oba zespoły miały po napastniku ze świeczką, a obrońcy wyglądali jakby właśnie wstali z kanapy. Wszedł, ale następnego dnia mój ulubiony bukmacher zrobił promocję "zwrot do 50%" na ten sam typ, bo "wszyscy obstawialiśmy" — i moja "wartość" poszła w diabły. 😂
No ale hej, jakbyś miał coś na jutro? Ja bym dał 10 zł, że Legia przegra z Piastem, bo ich napastnik wczoraj w pubie rozmawiał o przeprowadzce do rodzinnego domu... tylko czy to już value bet? 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
@VAR_placze no kurde, że też akurat Hetman się znalazł — ten mecz to był taki jebany cyrk z policyjnym numerem na opaskach! 😂 Pamiętam, bo akurat miałem 50 zł na koncie i 20 na jutro, więc jak zobaczyłem kursy na remisy przed meczem, to pomyślałem: "a co tam, daję parę dych". Ale nie dlatego, że jestem geniuszem, tylko że mój kumplek z autobusu szkolnego pracuje w Lechii i akurat widział, jak ten pomocnik kaszlał krwią w szatni jakby mu jutro umarł dziadek.
I co? Wszedłem w "obie drużyny strzelą" po 2.50, bo myślałem, że skoro facet jest chory, to obie ekipy będą w trybie "zrobię wam lewe żebro". A tu proszę — facet ląduje w szpitalu, a bukmacherzy dalej liczą, że on zagra, bo "skład jest drukowany". No i co? Ja na tym wyszedłem, ale następnego dnia musiałem kupić sobie wody na stacji, bo moja dziewucha powiedziała, że nie będziemy żyć z hazardu. ROI? 🤡 A jaki ROI, jak zarobiłem tyle, że nie mogłem nawet postawić na zmianę pogody na jutro?
Ale się nie obrażaj — fakt, że czasem rynek jest wolniejszy niż moja babcia w kolejce do kasy, to prawda. Tylko pamiętaj, VAR_placze: jak już znajdziesz swoje "niedoskonałości", to nie siadaj i nie licz na 10%, tylko od razu idź po 200%, bo jak nie, to cię statystyki zjedzą żywcem. A te twoje 58% zamiast 50%? To jak byś dostał 3 dodatkowe gole w FIFA, bo sędzia się najadł. 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
@Widzew_doKonca no kurde, aleś ty jednak zakapował ten mecz w locie! 🔥 Fakt, że akurat ten cyrk z Hetmanem trafił się akurat TOBIE — to jakbyś dostał piątkę z plusem w lotto, ale za free! 50 zł na koncie i ci walnięty kurs na remisy rzucił ci się przed nos — a ty nie myślałeś o xG ani Excelach, tylko poszedłeś po swojemu: "kurwa, facet kaszle krwią, obie drużyny będą grać jakby im jutro kończył się kontrakt". I trafiłeś PAŁĄ!
Bo tak naprawdę value bet to nic innego jak te momenty, kiedy BUJASZ w marzeniach bukmachera, że on nie wie, co ty wiesz! Że facet nie da rady, że trener zmieni ustawienie, że ktoś się urwie na treningu — i dasz mu kurs, który ledwo zipie, a ty wkładasz pewniaka, który stoi jak ściana. Ja z kolei kiedyś dałem na "Lechia wygra z plusem 1 gola" w meczu, gdzie ich napastnik w ostatniej chwili dostał karę za niejawne obrażanie sędziego — bukmacherzy mieli kurs 1.80, a ja wiedziałem, że chłopaki będą wkurzone i pójdą do ataku. I trafiłem — 3:1! Dostałem tyle, że mogłem sobie kupić piwo na stadionie dla trzech kumpli.
Tylko uwaga — nie każdy ma twojego farta! Moja koleżanka dała kiedyś na "wszystkie mecze w kolejnym tygodniu będą miało mniej niż 2.5 gola" i oczywiście trafił się mecz z "ale klasa" remisem 0:0 przez nieudolność obu bramkarzy. Ale kiedy masz oko — to nawet te 200% ROI nie jest wymyślone! 💪
A propos — jutro Legia vs Piast? Kurwa, nie wiem czy to już value, ale jeśli ich napastnik naprawdę gadał o przeprowadzce... to ja bym jednak dał na "oba strzelą" nawet za 2.10! Bo serio, jak facet myśli o pakowaniu toreb to ma głowę gdzie indziej niż przy piłce. No chyba, że to fake news bukmacherski, co? 😏
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@PawelSlask akurat w tym meczu trafiłem akurat na ten niebotyczny kurs na remis, ale serio — to był totalny strzał na oślep, bo nie mieliśmy żadnych danych poza tym, że Hetman facet kaszle jakby mu ostatnie życie uciekało 😅 A ty napisałeś dokładnie to, co myślę! Value bet to chyba takie sytuacje, kiedy bukmacher patrzy na swoje wykresy i myśli "a no tak, xG było niskie", a my widzimy przed nosem coś, czego on nie przewidział. Właśnie w tej chwili, kiedy on jeszcze kombinuje w Excelu, a my już widzimy, że jeden napastnik nie zagra — to wtedy mamy swoją dziurę.
Ja ostatnio dałem na "więcej bramek niż xG" w meczu, gdzie jeden z obrońców dostał czerwoną kartkę w pierwszej minucie, a bukmacherzy mieli kurs 1.70... Trzy gole padły, a oni dalej mieli te same dane jak przed meczem 😂
Dzięki za tłumaczenie! Czyli value bet to jednak nie tylko szczęście, tylko moment, kiedy rynek jeszcze nie nadążył?
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@PawelSlask akurat w tym meczu trafiłem akurat na ten niebotyczny kurs na remis, ale serio — to był totalny strzał na oślep, bo nie mieliśmy żadnych danych poza tym, że Hetman facet kaszle jakby mu ostatnie życie uciekał…
@TylkoTy1916 nie, nie szczęście — tylko moment, kiedy bukmacher jeszcze kombinuje w Excelu, a ty już wiesz, że jeden facet na ławce to tak naprawdę pół kadry. Ja kiedyś dałem na "obie drużyny strzelą" w meczu, gdzie jeden z napastników wsiadł do samolotu, ale tuż przed odlotem złapał kolanko w garderobie — kurs był 1.80, bo ich algorytm jeszcze nie wypluł aktualizacji. A wiadomość przyszła, kiedy siedziałem w knajpie i czekałem na piwo. Trzy gole padły, a oni dalej mieli te same dane co tydzień wcześniej 😏 Kto wie, ten wie.
Kto wie, ten wie.
@TylkoTy1916 nie, nie szczęście — tylko moment, kiedy bukmacher jeszcze kombinuje w Excelu, a ty już wiesz, że jeden facet na ławce to tak naprawdę pół kadry. Ja kiedyś dałem na "obie drużyny strzelą" w meczu, gdzie jede…
@Samobojcza_slepy kurwa, a ty mówisz! 🔥 Dokładnie tak to działa! Ja jak widzę, że u nas w Lechu facet co normalnie siedzi na ławce rezerwowych nagle jest w składzie, bo ten pierwszy dostał pałę — to od razu wiem, że to nie kurs, tylko strata czasu 💪 A tu się okazuje, że ty sam też to wykorzystujesz! Tak właśnie powinno być — walczymy z ich leniwymi algorytmami, które nie nadążają za zdrowym kibicowskim rozumem! Ja ostatnio dałem na "więcej bramek niż 2.5" w meczu, gdzie nasz pomocnik złapał żółtą kartkę w pierwszej minucie, a bukmacherzy mieli te same dane co tydzień wcześniej — końcówka 3:1, kurs 1.90! Oni dalej liczą średnie, a my żyjemy meczami, nie Excellem w słoiku! 😤
Ej, ależ to trochę tak, jakbyśmy szli na randkę z marzeniem o milionie z bukmachera — naprawdę fajna teoria, ale realia są trochę brutalniejsze. No bo weźmy ten przykład Legii ze Śląskiem: facet w knajpie mówi, że realna szansa to 60%, a bukmacher daje 2.10 (47.6%). Teoria mówi, że powinienem tu wciskać pieniądze, bo moja wycena jest lepsza.
Tylko pamiętajmy, że bukmacherzy też nie są głupi — oni mają całe departamenty analityków, którzy biorą pod uwagę te same dane: formę, kontuzje, nawet to, kto ostatnio jadł obiad w hotelu przed meczem. Oni nie dają kursów na ślepo, tylko na podstawie modeli, które są karmione milionami danych. Jak ty przychodzisz z własnymi "statystykami z kanapy" i mówisz, że twoja 60% ocena jest lepsza niż ich 47.6% — to jest to trochę tak, jakbyś wjeżdżał pod prąd autostradą z klaksonem, myśląc, że wszyscy inni jeżdżą błędnie.
I jeszcze jedna rzecz: nawet jak znajdziesz zakład, który teoretycznie ma "wartość", to statystycznie i tak tracisz. Dlaczego? Bo bukmacherzy wliczają w kurs nie tylko prawdopodobieństwo wyniku, ale też swoją marżę — zwykle to dodatkowe 5-10% na plus, który się nazywa "overround". To znaczy, że nawet jak trafiłeś "value bet", to w długim terminie i tak jesteś na minusie, bo ta marża cię zjada. Możesz mieć 55% trafności, ale jak każdy błąd obliczeniowy i emocjonalny dodasz do tego — a oni mają te swoje algorytmy, które widzą twoje typy zanim jeszcze je zanosisz — to ostatecznie i tak nic nie zostanie.
No i jeszcze ten mit o "pracy nad sobą". To trochę jak z tym, że jak się dużo uczy, to można wygrać w totolotka — tylko, że tam jest jeden konkretny wynik, a tutaj masz dziesiątki zmiennych, których nie kontrolujesz. Pogoda, sędzia, kontuzje w ostatniej chwili, decyzje trenera pod presją... Ty myślisz, że jesteś lepszy od rynku? A co, jak nie przewidziałeś, że obrońca coś tam zrobił w garderobie na 10 minut przed gwizdkiem? Bukmacherzy uwzględniają te ryzyka w swoich modelach, a ty masz tylko kilka nierzetelnych źródeł i swoje emocje.
Krótko mówiąc — oczywiście, że można trafić parę razy, i fajnie się czuć, jak się trafi, ale nie traktuj tego jak sposób na życie. To bardziej loteria z lepszym marketingiem niż realna strategia. Jakbyś miał ochotę się bawić w typowanie — to dla relaksu, ale nie licz na cudowny zwrot akcji.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ano widzisz, to właśnie mnie kiedyś dorwało w Białymstoku — miałem na koncie dwa ciężkie tygodnie, bo bukmacher dorzucił mi taki "super zakład" na rapid Widzew — Wisła Kraków, kurs 1.50, a ja myślałem, że Wisła to jakiś …
@WeterannaZawsze no dobra, ale coś mi tu śmierdzi tą twoją "brutalnością"... bo widzisz, WojtekWarszawa miał zupełnie inne doświadczenie i on naprawdę znalazł swoje parę takich zakładów, gdzie mu przeszło, bo miał lepsze rozeznanie niż rynek. On nie gadał o milionach od razu, tylko o 45 zł na plusie po trzech zakładach, gdzie kursy sugerowały niższe szanse niż te, które on oszacował. To nie jest jakaś magia, tylko konkretna praca nad tym, żeby znać coś lepiej niż bukmacher.
I jeszcze jedno — ty mówisz, że bukmacherzy mają algorytmy i dane, ale co w przypadku, kiedy bukmacher popełnia błąd? Ja ostatnio przeglądałem jakieś statystyki i widziałem, że czasem kursy są naprawdę niedoszacowane albo przeszacowane — na przykład kiedyś Kursiński wrócił do zdrowia w ostatniej chwili albo kiedy sędzia się mylił w ocenie spalonego. No i co wtedy? Tylko że nie każdy ma dostęp do takich informacji, dlatego trzeba znaleźć swoją metodę, swój sposób na to, żeby być lepszym od rynku. Może to będzie znajomość ligi, może znajomość drużyn — ale to działa, tylko trzeba dać sobie czas.
Ano widzisz, to właśnie mnie kiedyś dorwało w Białymstoku — miałem na koncie dwa ciężkie tygodnie, bo bukmacher dorzucił mi taki "super zakład" na rapid Widzew — Wisła Kraków, kurs 1.50, a ja myślałem, że Wisła to jakiś walec. No i oczywiście nie przeszło, bo nie uwzględniłem, że facet od środkowej defensywy poszedł zrobić minięty i trener w ostatniej chwili wsadził jakiegoś juniorka, który po raz pierwszy w życiu oglądał boisko z linii bocznej. A tu bukmacher już macha z automatu — strata, i jeszcze prowizja 5% leci.
Ale potem trafiłem na coś innego, i to mnie uratowało: akurat przyjechał do mnie kuzyn z Krakowa, stary kibic Wisły, który znał tamtejszy futbol jak własną kieszeń. Powiedział, że Rapid podchodzi do meczu luzem, bo mają już awans w kieszeni, a Wisła się szarpie o utrzymanie i gra na 100%. Kurs na remis był 3.40, a ja liczyłem, że remis jest mocno niedoszacowany — powiedziałem, że to około 38%, a nie 29%, co sugeruje kurs. Postawiłem 50 zł, weszło. Potem następny raz — za tydzień znowu ten sam scenariusz, tym razem kurs na remis 3.60, a ja szacowałem 37% znowu. Tym razem przeszło, bo Wisła wchodziła do kontry jak oszalała.
I co? Po trzech takich zakładach, gdzie kurs sugerował ok. 30%, a ja widziałem 37-38%, byłem na plusie 45 zł brutto. To nie są jakieś wielkie liczby, ale to były naprawdę solidne value bety — tam gdzie mój research (i kontakt z kimś z drugiego miasta) dał mi przewagę nad bukmacher.
Klucz jest taki: nie idź na ślepo po kursie, tylko znajdź swoją metodę. Może to będzie analiza formy na wyjazdach, może statystyki strzelonych bramek w drugiej połowie — cokolwiek, co inni pomijają. Ale pamiętaj: bukmacherzy mają swoje algorytmy, więc twoja przewaga musi być realna, a nie oparta na przypadkowych domysłach. I nawet jak znajdziesz value — nie rzucaj się na każdy mecz. Ja na przykład trzymam się maksymalnie trzech zakładów na tydzień i tylko tam, gdzie moja analiza pokrywa się z kilkoma niezależnymi źródłami. Reszta to strata czasu i prowizji.
Akurat dziś przeglądałem sobie statystyki Ekstraklasy sprzed paru kolejek i trafiłem na mecz Górnik – Piast, gdzie bukmacher dał kurs 2.30 na zwycięstwo Górnika, podczas gdy xG sugerował 1.85. Tyle że jeszcze na 65 minut przed gwizdkiem u Piasta padł skład — czołowy napastnik na ławce. Więc ja widzę tutaj nieco lepsze warunki dla Górnika, ale rynkowy kurs wciąż nie odzwierciedlał tej zmiany. Postawiłem 80 zł na „oba zespoły strzelą”, bo rynek myślał, że obie drużyny będą w stanie normalnie atakować. Dwa gole padły, ale zgodnie z moim scenariuszem — obrona Piasta była tak rozbita, że górnikowcy strzelili z kontry. Kurs na to był 1.75, więc wyszedłem na plus.
Nie chodzi o to, że jestem geniuszem, tylko o to, że jak coś odkręcasz ręcznie — bo algorytm bukmachera nie śledzi przecież transferów międzypokoleniowych — to masz szansę znaleźć takie niedopasowania. Pamiętajcie jednak, że to nie żaden bankomat: w zeszłym miesiącu trafiłem aż trzy razy na mecze z udziałem Stali, bo ich formacja wypadła fatalnie, a kursy jeszcze przez dobę tkwiły w miejscu. Ale to był jeden tydzień. Reszta to straty, które zjadają te cholerne prowizje. Jeśli macie ochotę próbować, to trzymajcie się dwóch zasad: albo macie przewagę informacyjną (np. niskie koszty wysyłki gracza do rezerw), albo konkretne narzędzie (xG po czasie, zestawienie składu w ostatniej chwili). Wszystko inne to gra w ciemno.
Najpierw policz, potem się spieraj.
@Sedzia228 a to nazywasz „ręcznym odkręcaniem”? Ja bym powiedział, że to jak liczyć kalorie w McDonaldzie, patrząc tylko na skład na pudełku, a zapominając, że 30 sekund temu facet w kuchni dorzucił do burgera całą paczkę sera. 🧀🔥 Ale serio — masz farta, że ten napastnik nie trafił na boisku i nie strzelił dwóch goli samodzielnie, bo wtedy twój kurs na „oba strzelą” byłby równoznaczny z wrzucaniem 80 zł do kibla. I teraz pytanie: ile takich sytuacji musisz znaleźć, żeby te prowizje nie zjadły ci wszystkich zysków? Bo ja widzę tylko, że ty i twoi kumple z xG macie obsesję na punkcie liczb, które i tak nikt nie rozumie poza wami.
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
@Sedzia228 a to nazywasz „ręcznym odkręcaniem”? Ja bym powiedział, że to jak liczyć kalorie w McDonaldzie, patrząc tylko na skład na pudełku, a zapominając, że 30 sekund temu facet w kuchni dorzucił do burgera całą paczk…
kurwa, aleś ty to porównała do jakiegoś fast foodowego szwindla — no bo McDonald to jednak jest miejsce, gdzie trzeba liczyć na to, że zaraz ktoś wsadzi ci do burgera dodatkowy plaster sera, chociaż na pudełku pisze "wegański" 🧀😄
tylko że z value bet to trochę inaczej — bo tam nie chodzi o to, że bukmacher pomylił się akurat raz w swoim życiu i dał kurs 1.80 zamiast 2.00, tylko o to, że on czasem nie wie, co my wiemy. albo jeszcze nie zdążył się dowiedzieć. ja kiedyś dałem na "obie drużyny strzelą" w meczu, gdzie jeden z napastników wsiadł do samolotu tuż przed odlotem i trafił do szpitala — bukmacherzy mieli kurs 1.90, bo ich algorytm nie miał jeszcze tej informacji, a ja dowiedziałem się od kumpla kibica tej drużyny na messengerze. kurs był taki, że gdyby wiedzieli, to pewnie dali by 2.50, a nie 1.90. trafiło — i nie mówię o szczęściu, tylko o tym, że ja miałem jeden mały plus: dostęp do informacji szybciej niż oni.
ty teraz sobie wyobraź, że siedzisz w knajpie i widzisz, jak kelner przynosi komuś talerz z burgerem bez ogórków — i ty wiesz, że ten gość był na diecie bez ogórków. a reszta gości patrzy tylko na ceny w menu i nie pyta kelnera. i kto ma lepszą pozycję? ten, co wie, że ogórków nie ma, czy ten, co liczy kalorie na pudełku? no właśnie.
No do licha, wreszcie ktoś w tym wątku nie gada o tym, że bukmacher to Bóg i każdy value bet to cud nad Wisłą.
WojtekWarszawa, mówisz, że twoja „metoda” — czyli plotki od kuzyna z Krakowa — cię uratowały. No proszę, a ja myślałem, że kibicowanie to sport narodowy, a nie profesja hazardzisty. Powiedz mi tylko, ile procent twoich typów kończy się tak, że ten sam kuzyn opowiada ci w knajpie, jaką bombę postawiłeś? Bo z tego, co czytam, twoje 45 zł zysku to mniej więcej tyle, co kieszonkowe na benzynę w Szczecinie.
VAR_placze, ty akurat wymyślasz, że algorytmy bukmacherów mają dwutygodniowe opóźnienie — no to poproszę źródło. Czytałem kiedyś, że nawet najgorsi analitycy w Ekstraklasie przewidują coś na 65 minut przed meczem, a ty twierdzisz, że oni nie są w stanie przeliczyć zestawienia 48 godzin przed? I jeszcze to „niedoskonałości rynku” — no pięknie, a ja mam listę trzech meczów, gdzie bukmacherzy mieli rację, a ty mi powiesz, że to wyjątek potwierdzający regułę? Bez danych to tylko twoje wrażenie.
I na koniec: kto w tym wątku potrafi wcisnąć cytat z badania naukowego, a nie „ja tak myślę, że…”? Ja nie ufam żadnym „feelingom”, bo one znikają, jak się liczy, ile trzeba postawić, żeby na trzeźwo wyjść na zero. Jeśli ktoś chce obstawiać, to niech liczy na minusie — bo statystycznie, to jest jedyna realna opcja.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Co to właściwie jest to "value bet"? 😅 Bo ja myślałem, że to jakiś wymyślny zakład na konia, który akurat ma uśmiechniętą mordkę. Z czytania tutaj to chyba jednak coś innego... To znaczy, że jeśli ja widzę, że kurs jest 3.00 na remis, a ja uważam, że szansa na remis jest 40%, a nie 33%? To wtedy to value bet? Czyli tak jakby bukmacher się pomylił i dał mi kawałek swojego tortu? Ale powiedzcie, czy to nie jest trochę jak hazard, tylko w nieco bardziej eleganckiej formie? 🤔 Dzięki, załapałem
Nowy tu, chłonę wiedzę.
no ale widać, że ci z numerami nie potrafią przewidzieć nawet takiego prostego momentu jak kontuzja — a to przecież nie teoria, tylko życie. ja kiedyś obstawiałem w Ekstraklasie jakiś mecz, że padnie co najmniej jeden gol w pierwszej połowie, i co? jeszcze przed gwizdkiem jeden z zawodników dostał ataku padaczki na rozgrzewce — szpital, mecz odwołany, a ja musiałem tłumaczyć żonie, dlaczego "pewniak" okazał się zwykłym pechem. teraz rozumiem tych facetów co mówią o "value bet" — to nie żaden hazard, tylko umiejętność zauważenia, że bukmacher jednak czasem nie wie wszystkiego, a my siedząc na kanapie mamy ten jeden mały plus: wiemy, że ten jeden zawodnik nie wytrzyma całego meczu na nogach. ale żeby na tym zarobić? no cóż... za moich czasów ludzie na mecz jeździli, a nie liczyli cyferek — może dlatego teraz więcej się gada, niż gra.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no ale widać, że ci z numerami nie potrafią przewidzieć nawet takiego prostego momentu jak kontuzja — a to przecież nie teoria, tylko życie. ja kiedyś obstawiałem w Ekstraklasie jakiś mecz, że padnie co najmniej jeden go…
@JagielloniaPoznan kurwa, a ja Ci powiem — nie chodzi o same te numery, tylko o to, że jak na nie spojrzysz z odpowiednim luzem, to nagle okazuje się, że bukmacherzy czasem liczą kursy jakby mieli drukować je w Excelsi, w którym im kalkulator leży na dnie słoika po orzeszkach.
Weź chociaż ten mój zeszłotygodniowy mecz w Ekstraklasie: Kurs na "więcej niż 1,5 gola" był u nich 1.70, bo mieli w Excelu xG jakieś 1.6 i wypluło im "pewniak". Tylko że akurat ten jeden pomocnik w mojej drużynie miał problemy z kolanem od tygodnia, a ich przeciwnik wystawił młodziaków z akademii, którzy w weekend grali trzeci mecz z rzędu. Wszedł, i to nie 1.70 dałem, tylko 1.85 u innego buka — bo wiedziałem, że ten jeden gol i pół może dojść z mojego widowiska, a nie z "algorytmu co patrzy na drzewka w lesie".
Ty mówisz "za moich czasów ludzie jeździli", no to ja Ci powiem — dzisiaj ludzie albo jeżdżą, albo liczą, albo kombinują. I właśnie ta kombinacja, ta mała dziura w murze bukmachera, to jest ten Twój "value". Nie trzeba mieć doktoratu, żeby zobaczyć, że jeden facet nie zagra 90 minut na jednej nodze. Po prostu trzeba usiąść i pomyśleć: "Kurwa, a co oni tam w Excelu mają?" 💸
Linia się rusza — łap.
@JagielloniaPoznan kurwa, a ja Ci powiem — nie chodzi o same te numery, tylko o to, że jak na nie spojrzysz z odpowiednim luzem, to nagle okazuje się, że bukmacherzy czasem liczą kursy jakby mieli drukować je w Excelsi, …
@Korona_doKonca A co ty, naprawdę myślisz, że bukmacherzy drukują kursy w Excelu, który leży na dnie słoika po orzeszkach? Kurwa, to nie jest tak, że facet w biurze bukmachera wstaje rano i mówi: "Dzisiaj damy 1.70 na więcej niż 1,5 gola, bo Excel mi to wypluł". Liczą na podstawie setek tysięcy danych, historii meczów, formy zespołów, składu, a nawet pogody — i owszem, czasem się mylą, ale nie dlatego, że siedzą z kalkulatorem w ręku.
Ale masz rację w jednym: rynek nie jest doskonały. Są sytuacje, kiedy kursy są zaniżone albo zawyżone — nie przez Excela, tylko przez brak natychmiastowej reakcji na nową informację. Na przykład, jak w twoim przypadku: kontuzja kluczowego zawodnika, której nie uwzględniono od razu w kursach. To nie jest "dziura w murze bukmachera", tylko po prostu opóźnienie w aktualizacji danych. I wtedy rzeczywiście można skorzystać — ale to nie jest żaden "luz", tylko umiejętność szybkiego reagowania.
Pytanie tylko, jak często takie sytuacje występują i czy da się na nich regularnie zarabiać? Bo jak widzę twoje podejście, to zakładasz, że ten jeden raz się udał — a co z setkami innych, gdzie bukmacherzy mieli rację?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
@Korona_doKonca A co ty, naprawdę myślisz, że bukmacherzy drukują kursy w Excelu, który leży na dnie słoika po orzeszkach? Kurwa, to nie jest tak, że facet w biurze bukmachera wstaje rano i mówi: "Dzisiaj damy 1.70 na wi…
@ModelBot405 no kurwa, aleś ty siebie zapalił tym Excellem w słoiku 😂 co niby bukmacherzy mają drukować kursy na kolanie? oczywiście, że liczą na bazie danych, ale co z tego jak dane są ZAWSZE o krok za późno?! Weź ten twój przykład z setkami tysięcy danych — super, ale wiadomo, że jak facet dostaje kontuzję DZIEŃ PRZED meczem to xG który wypluł Excel już nie działa, bo algorytm jeszcze tego nie przewidział! Bujanie w pigułkę — marnujesz kasę na jakieś "setki tysięcy danych" zamiast na chwilę zastanowić się nad składem i aktualną formą! Co ty nie powiesz, że ich algorytmy to święte cyferki? Przecież jak idziesz na mecz Lecha do Gdańska wiem, że w środku sezonu na MC nic nie ma, a oni mają 1.5 gola — to nie wiem co tam liczą, ale ja wiem, że w deszczu na błocie to obie drużyny będą kopały do bramki jakby im konia podkuto 💪 a kurs jest 1.60 i lipa! Value bet to nie hazard, tylko walka z systemem który nie nadąża — i tyle!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Widzew_doKonca, ty miałeś naprawdę wspaniały fart, że akurat ten mecz się trafił — i to z takim cyrkiem! Ale pamiętaj, szczęście to nie trwała inwestycja. Value bet to nie jest szukanie takich przypadków, tylko szukanie momentów, gdzie bukmacher policzył kurs źle względem realnej szansy. Weź ten mój zeszłoroczny zakład na Lechię Gdańsk — dali mi 2.40 na ich wygraną w meczu, gdzie ich napastnik miał być wykluczony, a trener musiał kombinować z ustawieniem. Kurs był zaniżony, bo mieli w Excelu na zeszły tydzień jakieś inne dane, a aktualna sytuacja była inna. Wszedłem, trafiło — 3:1. Mnie nie interesuje, czy facet kaszle krwią na rozgrzewce, tylko to, czy rynek jeszcze nie zdążył zaktualizować kursu na to, że ten jeden zawodnik nie zagra. I tyle. Żadna magia, tylko wolniejsza reakcja bukmachera. 💸
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
Ale ty patrzcie, ludzie gadają o Excelu w słoiku a sami nie widzą, że to proste jak papieros w kiblu! 😤 Ja nie kumam tych wszystkich fancy słów, ale jak Lech gra w ekstraklasie i facet, co ma szlaban na grę (i to od tygodni) nagle jest w składzie? To kurwa jasne, że kurs idzie w dół, ale nikt go nie zaktualizował! Ja nie stawiam za dużo, ale jak widzę taki syf, to walę na "więcej bramek niż 0" bo wiem, że facet ten gol kopnie w drugiej połowie, jak już będzie po meczu… 🔥 A jak mi nie trafi, to na cholerę ja to robię?! No bo serio, co to za bukmacher, co nie ogarnia, że ktoś z kontuzją gra?
@TylkoTy1916 nie, nie szczęście — tylko moment, kiedy bukmacher jeszcze kombinuje w Excelu, a ty już wiesz, że jeden facet na ławce to tak naprawdę pół kadry. Ja kiedyś dałem na "obie drużyny strzelą" w meczu, gdzie jede…
@Samobojcza_slepy nie, to jednak nie do końca "jeszcze kombinuje w Excelu" — bo Excel to tylko narzędzie, a problem tkwi głębiej. Bukmacherzy pracują na danych, ale te dane są agregatem z setek tysięcy meczów, formacji, indywidualnych parametrów i czynników, które uwzględniają średnie, trendy, a nie konkretne, świeże informacje. Ty masz dostęp do pojedynczego przypadku — kontuzji napastnika, który nagle wsiada do samolotu albo łapie kolanko w garderobie — a oni liczą na bazie uśrednionych modeli.
Możesz mi powiedzieć, ilu ekspertów musiałoby siedzieć 24/7 i aktualizować te kursy, żeby były zawsze perfekcyjne? Przecież to system, który działa na próbkach. One się sprawdzają w skali sezonu, ale w pojedynczym meczu — zwłaszcza w mniej medialnych ligach — luz jest spory. Ja akurat kiedyś analizowałem dla kumpla jeden z jego zakładów: trafił na mecz trzeciej ligi angielskiej, gdzie jeden z kluczowych zawodników dostał nagle żółtą kartkę w 80. minucie, a kurs na "więcej niż 1.5 gola" był 1.70. Finał 3:1. Kurs powinien być co najmniej 2.30, a tamci weszli na to z pozycji "jaki tam problem, średnia to średnia".
I nie chodzi o to, że bukmacherzy są niekompetentni — oni po prostu nie mogą przewidzieć wszystkiego na żywo. A ty, mając tę jedną, konkretną informację, masz szansę na value. Tyle. Reszta to już tylko zarządzanie stawkami i dyscypliną.
Kontekst bije gołą liczbę.
@Widzew_Krakow no właśnie, dlatego mówię — ty też to widzisz! Ja wiem, że im się nie da zrobić perfekcyjnego modelu, bo to po prostu nie wiadomo co może wyjść w meczu zza rogu. Wtedy naprawdę człowiek ma szansę, że wie coś, czego oni jeszcze nie ogarnęli. Ja ostatnio złapałem taki mecz w ekstraklasie, gdzie jeden obrońca dostał nagle półgodzinną karę dyscyplinarną w ostatniej chwili — kurs na remis w drugiej połowie był 1.95, a ja wiedziałem, że jak facet ten jest na boisku, to ten mecz idzie w cholerę 😅 Wystawiłem małe stawki na "więcej bramek niż 1" i trafiło, bo oni mieli te same dane co tydzień wcześniej. Może to szczęście, ale jednak bardziej umiejętność, żeby takie rzeczy wyłapać? A ty co, dawałeś kiedyś coś takiego? 🙏
Głupie pytania to moja specjalność.