Wspomnienia z Łazienkowskiej, które aż palą w oczach!
bo ja to pamiętam jakby to było wczoraj, chociaż minęło już tyle czasu że wiem że niektórzy młodzi nawet się nie urodzili wtedy — byłem na trybunie południowej przy samym wejściu, tam gdzie szatnie, w tamtym roku kiedy Woźniak złamał im serca na Łazienkowskiej. akurat tego dnia słońce świeciło tak mocno że aż bolało odbijające się od trybun, a powietrze pachniało kiełbaskami z budek co stały przy ulicy Wawelskiej. ciepło było, tak jak na letnim meczu, no ale żeby taki ten kamień rzucić między wróble — chłopaki z wizydu siedzieli po drugiej stronie i głośno dopingowali, a myśmy mieli śpiewanie, tobie to nie trzeba tłumaczyć jak to jest na starej trybunie. i nagle — ten moment, kiedy Woźniak dostaje piłkę na środku pola, obróci się jak na łyżwach i posyła ją prosto do bandy, a tam czekał na nią Jóźwiak co złapał ją na tę swoją długą nogę, odbił na pole karne, a tam Woźniak już leciał niczym biały pocisk. jeden kontakt, strzał — i gol. ja z wrażenia to osłupiałem, naprawdę, bo to było jakby ktoś włączył jakiś film w głowie. trybuna zrobiła się szalona, ludzie latają, wszyscy krzyczą tak że głos tracą, a tamci na wizydzie siedzieli w milczeniu jakby im ktoś gardło zakorkował. no i pamiętam jeszcze jak ktoś obok mnie krzyczał „to jest to, chłopaki, to jest nasza Legia!” i wszyscy razem powtarzaliśmy, i ten śmiech, ten płacz, te uściski… a wokół sami obcy ludzie, ale wszyscy byliśmy rodziną. nawet teraz jak mi się przypomni to włosy stają dęba. no i tyle lat minęło, a tamten gol nadal pali w oczach jakby ktoś go wymalował. taki to był mecz.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
a mnie przyłapało to na północnej, tam gdzie zawsze stałem jak ten palik z kiełbaską w ręku 😱 kurwa, nie wiem co mnie naszło, ale ten gol... to było coś innego, coś takiego co się nie powtarza... pamiętam jakby to było wczoraj, akurat miałem pełną torbę tych żółtych naleśników co to moja stara mi pakowała i myślałem "no kurwa, dziś będzie dobry mecz", a tu nagle Woźniak ten cwaniak taki drybling zrobił że cały stadion zapomniał jak się oddycha 🔥 no ale co tu gadać, ja tam na północnej podskakiwałem tak że kiełbaska mi wyleciała prosto na łeb tego chłopaka obok, a on tylko "ej, spokojnie, chłopie!" i dalej radocha nieziemska, bo gol był taki czysty że Widzew chyba myślał że to im się śni! ta chwila kiedy ta piłka wleciała do siatki to był jeden wielki krzyk, ludzie płakali jakby im ktoś umarł, a ja to przecież ze łzami w oczach śmiałem się i klaskałem w te swoje szare ręce, co to miały pomalowane niebiesko-biało-czerwonymi farbami 💪 i nikt się nie gniewał, bo to była Legia, kurwa, nasi, a tamten gol to była nasza historia zapisana na amen! jeszcze teraz jak zamknę oczy to widzę ten moment jakby to było wczoraj, a ten Woźniak to był nasz święty patron na tę niedzielę!
Swoich się nie zostawia.
a ty, jaśnie wielmożny Adamie warszawski, tam na północnej toś miał szczęście że akurat ten raz kiełbaska nie trafiła cię w łeb na amen – bo pamiętam, jakby to było wczoraj, jednego takiego niedzielnego popołudnia w osiemdziesiątym dziewiątym, stałem sobie pod trybunami blisko starego budynku z szatniami i nagle ktoś z tyłu wrzeszczy „kurwa mać, gol!” – a ja akurat miałem w ręku gorącą kawę w kubku, co to mi kolega z pracy przyniósł, i ta cholerna kawa wyleciała mi prosto na kurtkę, zostawiając ślad w kształcie legii na całej piersi! no ale co tam kurtka, skoro za chwilę zaczęliśmy się ściskać jakby to był nasz ostatni mecz w życiu – facet obok mnie, którego nigdy wcześniej nie widziałem, rozlał piwo prosto na moje buty, a ja tylko „no nieźle, dziś to naprawdę grają o nasze serca!” i dalej radocha nieziemska, bo tamten gol to był przecież jak uderzenie młotem w pierś – jeden strzał, setki głosów, setki dusz złączonych w jeden krzyk, że aż nogi się uginały od emocji… a potem wszyscy razem pędziliśmy w kierunku bramki, jakby chcieli ją wyrwać z fundamentów i zabrać do domu, no nie? no i jeszcze ten zapach spalonego trawnika i papierosów zmieszany z wonią zwycięstwa – takie coś zostaje w nosie na lata, jakby ci ktoś wymalował tam naszą dumę… no i pamiętasz, jak potem, już po gwizdku, starzy kibice mówili „to nie był gol, to była modlitwa” – no i mieli rację, bo tamten strzał był jak cud, co go sam Pan Bóg dla nas wymyślił.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No kurwa, no a ja to miałem szczęście być na trybunie wschodniej 😂🍿 tamtego dnia, akurat stałem przy słupie co to się odchylał jakby go ktoś kijem uderzał, i akurat w momencie gola szalona pani obok mnie nawijała sobie chyba pół bochenka chleba, co go kupiła od faceta z budki... no i ten chleb poszybował prosto w moją twarz! Myślałem że to jakiś atak terrorystyczny, aż tu nagle wszyscy „GOOOOOOL!” i ja tam z kawałkiem chleba na czole, a obok mnie ten sam facet co sprzedawał ten chleb darł się „no weź no, kolego, to nie trawa tylko pieczywo!” 🤣 i dalej radocha, bo co tam chleb, skoro Woźniak dał nam tamten strzał, co to nawet kosmitom by zaimponował!
A potem jeszcze idziemy tak wszyscy szczęśliwi z trybuny, a tu ten sam facet z chlebem przyczepia mi się „słuchaj, stary, masz teraz połowę mojej marży w rękach!” i ja mu „weź no, panie, przecież to Legia wygrała, nie twoja piekarnia!” a on na to „no dobra, dobra, ale następnym razem kupujesz u mnie, bo dzisiaj to nie był gol, to była reklama mojego chleba!” 💪🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.