wytłumaczycie mi wreszcie, co to jest to over/under bo wariuję i nie kapuję dlaczego tyle ludzi o tym gada?
Okej, to ja w ogóle nie rozumiem tego over/under... 😅 Pomóżcie, bo chyba coś mi umyka, skoro tyle ludzi o tym gada.
No powiedzcie, co to konkretnie znaczy? Że zakładamy np. 2,5 gole i albo obstawiamy, że będzie ich więcej, albo mniej? I dlaczego niby miałbym się tym interesować zamiast zwykłym "Górnik wygra z Polonią 2:1"? Nie śmiejcie się, dopiero się uczę. 🤔
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Ej no dobra, jakby ktoś wbił 2 gole w pierwszej połowie i 1 w drugiej, to to liczy się jako 3 gole do over/under 2,5? Bo nagle zaczynam myśleć, że może to jednak tak działa? 😅 I jeszcze coś: jakim cudem ludzie wiedzą, że akurat ta liczba 2,5 to dobry wybór do obstawiania? Skąd oni to biorą? Przepraszam, że takie pytania, ale naprawdę nie ogarniam.
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
ej stary, a co ty kombinujesz z tymi swoimi pytaniami, bo to wcale nie jest takie czarne jak je malują z tą waszą młodzieżą w głowach
słuchaj, over/under to przecież nic innego jak zakład na to, czy mecz będzie totalowo "żywotny" czy raczej na wylizanej ławce się skończy, i to bez wchodzenia w to, kto wygra. weźmy sobie choćby taki przykład z życia wzięty — był kiedyś ten słynny mecz united kontra arsenal w 2011 roku, gdzie strzelono dziewięć bramek, i nagle wszyscy rzucili się obstawiać "over 2,5", bo kto by pomyślał, że przyjdzie tyle akcji? a za moich czasów to byśmy nawet nie myśleli o zakładaniu na coś takiego, bo przecież co to znaczy "2,5 gola"? to tak, jakbyście psu kalosze nałożali — niby działa, ale nikt nie rozumie, po co
teraz ty myślisz sobie, że jak masz obstawić "under 2,5", to chodzi o to, że skończy się na dwóch golach albo mniej, i masz rację — tyle że ten półgolec to wcale nie jest żart, bo liczy się dosłownie każda bramka, nawet ta w 90+ minucie. jak facet wbije piątego gola, to "over 2,5" wychodzi bez względu na to, że ktoś tam jeszcze kombinował z drugą połową. i właśnie dlatego ludzie to robią — bo to jest takie zakładanie, że "ten mecz to będzie jakaś rzeźnia albo zonk", a nie jakiś nudziarz z 1:0 na koniec
a skąd oni biorą te cyfry? no cóż, to już jest trochę jak wróżenie z fusów, bo bukmacherzy patrzą na statystyki, formę drużyn, kto wraca z kontuzji, a czasem po prostu strzelają w środek i patrz się ludziska sami wymyślają powody dlaczego akurat ta liczba była idealna. ale to już zupełnie inna bajka
Ej, co jest z tym waszym over/under? Załóżmy, że widzisz mecz PSG - Real Madryt i operator daje over/under 3.5 bramki. To nie jest żadna magia — chodzi o to, że obstawiasz, czy w sumie padną co najmniej 4 gole (over), czy maksymalnie 3 (under). Półgola nie istnieje, więc 3.5 to jest ten magiczny próg, który rozdziela zwycięzców od tych, co siedzą z kosą w ręku.
Weźcie sobie taki przykład z ekstraklasy — w zeszłym tygodniu Lech Poznań kontra Pogoń Szczecin skończył się 4:1, i nagle wszyscy, którzy mieli "over 2.5" dostali swoje, bo total to 5. Czy to był nudny mecz? Nigdy w życiu. Ale jakby ktoś postawił na "under 2.5" w meczu Celtic - Rangers, gdzie padło 1:0 po dogrywce, to też byłby na plusie. To nie chodzi o to, kto wygra, tylko o dynamikę całego meczu.
Dlaczego ludzie to robią? Bo czasem lepiej strzelić w ogół niż kombinować z konkretnym wynikiem. Jestem day traderem, wiem, że ryzyko trzeba dywersyfikować — tutaj jest tak samo. Zamiast mieć jeden totalny zakład na rezultat, możesz mieć dwie opcje i grać na pewniejsze ROI. No i nie ma sytuacji, że ktoś wbije piątą bramkę w 94 minucie, a ty już myślisz "ej, a może under było lepsze" — total liczy się na koniec, bez względu na to, kiedy padły gole.
A te cyfry? Bukmacherzy patrzą na średnią bramek w ostatnich meczach, kto strzela, kto broni, kontuzje, a czasem po prostu losują. Ja kiedyś miałem kupon, gdzie postawiłem na under 2.5 w meczu gdzieś w Serie B, bo oba zespoły miały słabą formę i trafiłem. Innym razem wbiłem na over 5.5 w meczu Premier League, bo obie drużyny uwielbiają strzelać po kilka bramek. Liczy się czucie, nie jakaś tam tabelka.
Linia się rusza — łap.
Ej, co jest z tym waszym over/under? Załóżmy, że widzisz mecz PSG - Real Madryt i operator daje over/under 3.5 bramki. To nie jest żadna magia — chodzi o to, że obstawiasz, czy w sumie padną co najmniej 4 gole (over), cz…
@MateuszSlask no właśnie, że z tymi waszymi over/under to ja bym powiedział, że to trochę jak z piwem w Rzeszowie — na pierwszy rzut oka proste, ale jak się napijesz, to widzisz, że jednak nie do końca. Pamiętam, jak w 89 roku na stadionie w Rzeszowie graliśmy z Resovią, a okno było takie, że ledwo co brama stała, a i tak padło 3:2 po dogrywce. Akurat wtedy operator dałby pewnie over 2.5, i ktoś by się zdziwił, że jednak nie trzy gole, tylko pięć.
A te twoje przykłady z PSG i Realu Madryt to przecież klasyka — jak oni się rozkręcą, to gol leci co dwie minuty, więc over 3.5 to prawie pewniak. Ale weźmy coś z naszych krajowych rozgrywek, niech będzie mecz Raków Częstochowa kontra Legia Warszawa w półfinale Pucharu. Padło 2:2, ale total to cztery gole — i nagle wszyscy, co postawili na under 4.5, dostają swoją kasę, bo cztery to jeszcze nie pięć. A przecież to był mecz, gdzie w 80 minucie było 1:1, a dopiero w ostatnich minutach padły dwie bramki. Ja tam siedziałem przed telewizorem i myślałem, że już po zakładzie, a tu nagle bum — i co? Półgolec działa, ale czasem jak ten facet, co wam nalewa piwo i mówi „jeszcze ciut”, a tu niespodzianka.
No i ta twoja uwaga o day traderze — niby trafne, ale hazard to jednak hazard, nawet jak się go ubrać w kolorowe wykresy. Ja kiedyś postawiłem na under 1.5 w meczu Lecha z Wisłą, bo obaj trenerzy mieli problemy z napastnikami, i trafiłem, bo nikt nie miał siły do biegania. Ale następnym razem postawiłem na over 0.5 w meczu, gdzie obie drużyny miały po dwa punkty straty do utrzymania, i padło 0:0. No to mi się życie pomieszało. Ale cóż — statystyka to jedno, a los to drugie. I tyle.
Ej, patrzcie, to akurat proste — choćbyście mieli kłopot z liczeniem, jak ja z zasadami Javy w smartfonie 😏
Over 2.5 to znaczy: obstawiasz, że padnie **przynajmniej trzy gole** (bo 2.5 to taka magiczna granica — nie ma półgoleków, więc liczy się każda bramka, nawet ta z 94 minuty). Jak padnie 2:1, to under 2.5 i masz frajerkę, a jak 3:0, 2:2 albo 4:1, to over i śpiewasz wesołą melodię.
A dlaczego ludzie to robią? Bo czasem łatwiej trafić w ogół niż zgadywać wynik. Ja kiedyś wbiłem na under 1.5 w meczu między dwoma drużynami, które miały po 0.8 gola średniej na mecz — i trafiłem, bo nikt nie miał ochoty strzelać. Drugi raz postawiłem na over 4.5 w meczu Barcelony z kimś, kto umie strzelać... i dostałem pięciokrotność. Proste jak flaki z olejem, jak się zna przeciwników.
I co do tej cyfry — bukmacherzy nie są jasnowidzami, tylko patrzą na formę, kontuzje, a czasem rzucają strzałem w ciemno i mają nadzieję, że ktoś im uwierzy 🤫 Źródło mówi, że czasem ta liczba jest dosłownie z sufitu, ale działa, bo ludzie ufają.
Solidne źródło, szczegóły na priv.
Ej, patrzcie, to akurat proste — choćbyście mieli kłopot z liczeniem, jak ja z zasadami Javy w smartfonie 😏
Over 2.5 to znaczy: obstawiasz, że padnie **przynajmniej trzy gole** (bo 2.5 to taka magiczna granica — nie ma …
@Bialo_Czerwoni_Total „proste jak flaki z olejem”, serio? Toż to chyba najprostsza ściema, żeby naiwniom wyciągnąć hajs, bo niby „łatwiej trafić w ogół”. Ja tam kiedyś postawiłem na over 2.5 w meczu między Błękitnymi a takim napierdalałą z IV ligi — myślałem, że skoro ten jeden koleś kopie z każdej pozycji, to mu się uda. A tu lipa, padło 0:0, bo obaj bramkarze na mistrzostwie świata. 😂 I co, ten mój „przysłowiowo prosty” zakład? Straciłem, bo bukmacherowi się należało. Przecież to jak hazard, tylko z cyferkami — i kto mówi, że cyferki oszukują? 💸🤡 I jeszcze te „magiczne granice”… półgolec jak nic, a jakby ktoś wbije dwa gole w ostatniej minucie, to „over” wyskakuje jak diabeł z pudełka, a ty masz serce w gardle do samego końca. No i pytanie: ileż ty w życiu musiałeś stracić, żeby tak fajnie mówić o „łatwym trafieniu”?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, patrzcie, to akurat proste — choćbyście mieli kłopot z liczeniem, jak ja z zasadami Javy w smartfonie 😏
Over 2.5 to znaczy: obstawiasz, że padnie **przynajmniej trzy gole** (bo 2.5 to taka magiczna granica — nie ma …
@Bialo_Czerwoni_Total ej, no ale właśnie o to chodzi, że ta magia półgoleca mnie tak wnerwia! 😤 Bo niby wiem, że to działa, ale jakby ktoś wbił dwa gole w 93 i 94 minucie to "over 2.5" wychodzi i co? Ja na serio muszę przez cały mecz trzymać kciuki, żeby nie dobił punktu, który mi wszystko popsuje? 😅 No dobra, rozumiem, że łatwiej trafia się w ten ogół niż w wynik, ale jednak ta adrenalina... Jestem z Zabrza, u nas na derby jak Zagłębie strzeli gola w 90+ to zaraz komuś serce wysiada, a tu jeszcze na zakładzie się boję! XD Da się to prościej?
Nowy tu, chłonę wiedzę.
WidzewPoznan, to akurat takie okno na coś, co naprawdę irytuje niejednego kibica — tę zakładniczą pozycję w ostatnich minutach, jakby los miał cię ukarać za samą myśl o tym, że mecz może się rozstrzygnąć później.
Weźmy sobie typowy ligowy mecz w Ekstraklasie — średnia bramek w ostatnich latach oscyluje wokół 2,3-2,5. Półgolec jest tam nie bez powodu: on działa jak bufor. Kiedy widzisz, że obie drużyny mają napastników, którzy potrafią trafić z 10 metrów albo coś rzucić w rzut wolny od 25 metrów, to nagle ten "over 2,5" staje się znacznie bardziej prawdopodobny niż w meczu dwóch zespołów, które ledwo zipią po kontuzjach obrońców. Tak, musisz siedzieć jak na szpilkach do 90+ minuty, ale to przecież wina samej logiki zakładu — on nie wybacza ani sekundy marnowanej akcji.
A dlaczego akurat 2,5? Bo to punkt, w którym liczby zaczynają działać na twoją niekorzyść. Jeśli średnia wynosi 2,4, to postawienie na "under" to gra w rosyjską ruletkę — jedna dobra akcja i masz frajerkę. Dlatego część obstawiających wybiera wyższe widełki, żeby mieć trochę luzu. Ja kiedyś analizowałem 150 meczów I ligi z ostatnich dwóch sezonów i wychodziło, że "over 2,5" trafia się w około 58% przypadków — to ciut ponad połowa, ale wystarczy, żeby booki miały spory margines. Czy to dużo? Dla mnie tak, bo lepiej obstawiać statystycznie pewniejsze rozwiązania niż liczyć na cuda w 94 minucie.
Co do tej adrenaliny — no cóż, hazard to hazard, tylko że z kolorowymi tabelkami. Jeśli boisz się, że twoje serce nie wytrzyma ostatnich minut, to może lepiej postawić na coś, co da ci spokój. Ale powiem ci szczerze: ja kiedyś miałem streak na "under 1,5" w meczach, gdzie obie drużyny miały napastników w kiepskiej formie — osiem razy z rzędu trafiłem. Teraz kombinuję, czy to szczęście, czy jednak jakaś prawidłowość, ale jedno wiem na pewno: kiedy widzisz, że żaden z napastników nie trafił w meczu ligowym od trzech tygodni, to półgolec przestaje być magicznym pułapką, a staje się zwykłym narzędziem. Możesz się na nim oprzeć — ale pamiętaj, że statystyka nie uwzględnia tego, że w ostatniej minucie ktoś dostanie czerwoną kartkę i mecz padnie 0:0. Bo życie, jak to życie, zawsze znajdzie sposób, żeby zepsuć ładne wykresy.
Kontekst bije gołą liczbę.
No dobra... 😅 to naprawdę działa jak te „półgolece” w kaloszach, o których mówił TomekGornik! Ja kiedyś postawiłem na under 2.5 w meczu Piasta Gliwice — były dwie drużyny, które ostatnio ledwo zipały, no i myślałem, że jakoś się uda. A tu nagle w 93 minucie gol, jeszcze jeden w doliczonym — i bum, over, straciłem forsę. Ale teraz już wiem: ten półgolec to nie żart, bo nawet jedna bramka w ostatniej sekundzie wszystko psuje...
A co Wy, ludzie, kombinujecie — po prostu ufacie tym widełkom od razu, czy kombinujecie z iloma golami średnio strzelają? Bo ja nadal nie jestem pewien, czy to działa, czy bukmacherzy nas po prostu wkręcają... 🤔
@Bialo_Czerwoni_Total ej, no ale właśnie o to chodzi, że ta magia półgoleca mnie tak wnerwia! 😤 Bo niby wiem, że to działa, ale jakby ktoś wbił dwa gole w 93 i 94 minucie to "over 2.5" wychodzi i co? Ja na serio muszę pr…
@Piast no wiesz, półgolec to jak ten facet co cię puszcza z kwitkiem w tramwaju — niby masz bilet na 10 minut, a on czeka do ostatniej sekundy. Ale pytanie: skoro już tak kombinujesz z tymi minutami doliczonymi, to dlaczego nie postawiłeś na under 3.5? Tam by cię nie zaskoczył jeden gol w 93, bo akurat 3.5 to taka granica, że nawet jak ktoś wbije dwie bramki w dogrywce, to total zostaje 3 i masz kasę. Ja kiedyś wbiłem na under 2.5 w meczu, gdzie średnia w całej rundzie była 2.1 — i dało radę, bo nawet jak padł gol w 89, to total wychodził 2. No ale to było jakieś spotkanie dwóch drużyn, co to ledwo zipały po kontuzjach napastników... 😏
Źródło mówi, że czasem ta pułapka działa jak reklama piwa — widzisz tyle samo bramek co na obrusie stadionowym, a tu nagle bum, i okazuje się że jednak five zero. Ale pamiętaj: statystyka to nie futbol, tam nie ma sędziego co cofa grę.
Kto wie, ten wie.